poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 28

          Lot trwał dość długo, ale bezsensowne rozmowy z Lily, przez które ciągle się głośno śmiałyśmy sprawiły, że jakoś tego nie odczułam. W końcu wylądowałyśmy i udałyśmy się odebrać bagaż. Szłyśmy w kierunku wyjścia, gdy nagle zobaczyłam postać mojego taty. Od razu przyśpieszyłam tempa, aby po chwili uwiesić mu się na szyi.
- Jak dobrze widzieć cię.. żywą. - odwzajemnił uścisk.
- No ja też tęskniłam, tato. - uśmiechnęłam się.
- Ślicznie wyglądasz. - skomplementował mój nowy wygląd i razem z Lily udaliśmy się do samochodu. W drodze do hotelu cały czas wyglądałam przez okno i podziwiałam widoki Nowego Yorku. Kiedy już zatrzymaliśmy się przed budynkiem, ogarnął mnie trochę strach, bo dzieliły mnie już tylko minuty od spotkania z Harrym. Otworzyłam drzwiczki samochodu i od razu pojawił się przy mnie ochroniarz, który poprowadził mnie i Lily do środka, tak aby fani czekający na chłopaków nic nam nie zrobili.
          Wynajęłyśmy sobie dwuosobowy apartament dokładnie obok chłopaków. Na szczęście ci mieli właśnie wywiad, dlatego nie zastałyśmy ich i spokojnie rozpakowałyśmy swój bagaż. Gdy już zapełniłyśmy szafki swoimi ciuchami, Lily poszła na basen, natomiast ja wyszłam na duży balkon, aby zapalić papierosa. Zaciągnęłam się mocno, aby po chwili wypuścić dym z ust. Po dwóch spalonych szlugach nieco się uspokoiłam i opierając się o balustradę przyglądałam się zatłoczonemu miastu. Kiedy się obróciłam o mało nie dostałam zawału, ponieważ stał za mną Zayn. Od razu go uścisnęłam, a ten zaczął się ze mną obkręcać.
- Ale ty się zmieniłaś. - rzekł z podziwem, przez co poczułam jak się rumienię. W tym momencie do apartamentu weszli Louis, Liam i Niall. Cała trójka rzuciła się, aby mnie uściskać. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi ich brakowało.
- Gdzie Lily ? - spytał blondyn.
- Na basenie. - odparłam, a ten od razu do niej pobiegł. Ja z resztą usiadłam na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać jak dawniej.. Chłopaki byli zdenerwowani jutrzejszym występem ale według mnie nie mieli powodu. Przecież są wspaniali, poradzą sobie.
         Niedługo potem chłopaki poszli do baru, a Zayn zaproponował mi spacer. Gdy tylko wyszliśmy z hotelu fanki zaczęły głośno piszczeć. Mimo iż prowadził nas ochroniarz, dziewczyny nie dawały za wygraną i pchały się jedna na drugą, aby tylko dotknąć Mulata. Parę razy ktoś pociągnął mnie za włosy czy uderzył w ramię. Słyszałam też wyzwiska kierowane w moją stronę, przez co od razu pogorszył mi się humor. W końcu doszliśmy do samochodu i odjechaliśmy, co nie było taką prostą sprawą. Directioners pchały się pod koła, pukały w szyby i biegły za nami. To było chore.
         Wysiedliśmy przy Central Parku i skierowaliśmy się jedną uliczką. Doszliśmy do Wollman Memorial Rink i postanowiliśmy wejść na lodowisko. Wprawdzie żadna ze mnie łyżwiarka, ale po długich namowach Zayn'a zgodziłam się. Cały czas trzymałam go za rękę, aby tylko nie upaść.
- Nie, nie, nie ! - zawołałam kiedy chłopak mnie puścił i odjechał kawałek.
- Przecież dasz sobie radę. - odparł szczerząc się do mnie.
- Przecież wiesz, że... wooo ! - nim zdążyłam dokończyć zdanie, ktoś na mnie wpadł i oboje wywróciliśmy się na lodzie.
- Uważaj jak jeździsz. - warknął Malik na chłopaka, który we mnie wjechał.
- Sorry. - odpowiedział zmieszany i podał mi rękę. Jednak nim ją ujęłam, mój przyjaciel odepchnął go i kazał mu zjeżdżać, na co ten oddalił się przestraszony.
- Przecież nie zrobił tego specjalnie. - mruknęłam, kiedy Zayn pomógł mi wstać.
- Nie pozwolę, aby ktoś cię krzywdził. - spojrzałam na jego twarz, już nie żartował, był całkiem poważny i głęboko się we mnie wpatrywał. Odwróciłam zmieszana wzrok i zaproponowałam iść na kawę.
         Usiedliśmy przy jednym ze stolików w Starbucksie i czekaliśmy na zamówione dwie Caffe Mocha.
- Dobrze się czujesz? Odkąd wyszliśmy z hotelu jesteś jakaś ponura. - powiedział chłopak.
- Tak, chociaż w sumie to nie. - mruknęłam pod nosem.
- Co jest ?
- Po prostu wkurza mnie ta cała sytuacja z fankami. Nic im nie przecież nie zrobiłam, a to co było między mną i Harrym to nasza sprawa.
- Nie przejmuj się hejtami. One nie wiedzą jak było i to wszystko jest bezpodstawne.
- Łatwo ci mówić.
- Uwierz mi, że nie.
- Ale ty jesteś sławny, dla ciebie to już w jakimś sensie normalne spotykać się z docinkami. A ja ? Nie chce przez Harry'ego być zaczepiana na ulicy i słuchać wyzwisk.
- W końcu im przejdzie.
- Mhm.
- A jak to jest z tobą i Harrym ?
- A jak ma być..
- No nie wiem, odkąd przyleciał od ciebie, nic nam nie mówił.
- Z tego co wiem to on obrał sobie inny cel.
- Wiesz o Taylor ?
- Mam internet, Zayn.
- No tak. Przepraszam, że ci nie powiedziałem, ale sądziłem, że nie ode mnie powinnaś się dowiedzieć, tym bardziej, że nie wiedziałem co z tobą i Hazz.
- Rozumiem. No jak widzisz, dla mnie wszystko skończone.
- Pewna jesteś ?
- Tak. - odparłam z uśmiechem. Przecież nie wszystko trwa wiecznie, a dla naszego związku nie widziałam już przyszłości. Jemu widocznie nie zależało tak jak mogłoby się wydawać. Skoro tak szybko znalazł sobie pocieszenie, to ja nie będę mu już wadzić. W końcu trzeba to zakończyć i teraz jestem pewna spotkania z nim. Akurat przyszedł kelner z naszą kawą i postawił je na stoliku.
- A jak wam się układa z Perrie ? - spytałam bawiąc się łyżeczką.
- Nie jesteśmy już razem. - odparł wbijając wzrok w swój kubek.
- Jak to ? - zdziwiłam się. Dlaczego akurat to umknęło mi pomiędzy wszystkimi postami o Haylor ?
- Tak jakoś, stwierdziliśmy, że to nie to.
- Wyglądaliście na szczęśliwych.
- Ale to nie była miłość.
- No cóż, bywa i tak.
         Wróciliśmy do hotelu wieczorem, a fanek jakby w ogóle nie ubyło. Szybko przedostałam się z samochodu do budynku, a Zayn został aby podpisać autografy. Weszłam do windy i wjechałam na swoje piętro. Kiedy drzwi się rozsunęły chciałam szybko wyjść, jednak nie zauważyłam osoby na przeciwko i zderzyłam się z nią. Już drugi raz tego dnia na kogoś wpadłam, ghh.
- Przepraszam. - mruknęłam w kierunku dziewczyny. Spojrzałam na jej twarz i mimo, iż była przysłonięta ciemnymi okularami, rozpoznałam ją. Bo jakby nie rozpoznać osoby o blond włosach, czerwonych ustach i markowych okularach wychodzącą z piętra gdzie mieszkam tylko ja i moi przyjaciele.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęła się i weszła do windy. W jednej chwili zalała mnie fala gorąca i czułam czerwone wypieki na twarzy. Właściwie nie wiem czemu.. bo zobaczyłam Taylor ? Bo wychodziła od mojego eks ? Bo jest ode mnie lepsza ? Uspokoiłam się i poszłam do swojego apartamentu. Usiadłam na skórzanej kanapie i wzięłam swojego laptopa. Gdy tylko odpaliłam wyszukiwarkę, wpisałam tag Zayn'a i Perrie. O dziwo nic nie pisało o ich zerwaniu. Zero postów na ten temat. Być może nie ogłosili tego publicznie ? A ich oficjalny związek znów stał się tylko czystym kłamstwem dla tabloidów ? No cóż, ja w to mieszać się nie będę. Włączyłam swojego twitter'a i zmroziło mnie na widok wciąż przybywającym hejtów. O co tym ludziom chodziło ? Powinni się cieszyć, że nie jestem już z Harrym skoro tak mnie nienawidzą. Ale teraz zobaczyłam, że już nie o to szło. ' Harry ją zostawił to poszła do Zayn'a. Dziwka ! ' - przeczytałam ten i wiele innych podobnych wpisów. Poczułam jak po policzku spływają mi łzy. Niby tylko słowa, ale potrafią dotknąć człowieka.
          Usłyszałam pukanie, dlatego odłożyłam laptop i otarłam z twarzy łzy. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Harry'ego. No tak, czas z nim porozmawiać. Wpuściłam go do środka i usiadłam z powrotem na kanapę. Chłopak zajął miejsce obok mnie zachowując jednak pewien dystans. Co za bezsens, jeszcze niedawno usiadłby najbliżej jakby tylko mógł.. teraz jest całkiem inaczej, a cisza między nami nie jest już przyjemna jak kiedyś, a wręcz krępująca i napięta negatywnymi uczuciami.
- Myślałaś o nas ? - odezwał się pierwszy.
- Tak Harry, myślałam i jedyne co mogę ci powiedzieć to to, że między nami definitywnie wszystko skończone. - odparłam na jednym wdechu mając przed oczami Taylor w windzie. Jeszcze przed chwilą był z nią, a teraz przyszedł starać się o mnie ?


// przepraszam, że tak późno, ale w końcu się wzięłam i napisałam.
Dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze. Szczęśliwego Nowego Roku ! ♥

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Give me love.

Przepraszam, że długo nie dodaję rozdziału, ale coś ciężko mi z nim idzie. Postaram się go dodać dziś, może jutro, ale nic nie obiecuję. Po ciągłym słuchaniu piosenki Ed'a, którą uwielbiam, napisałam takie krótkie coś zainspirowane jego teledyskiem.
 Wesołych Świąt kochani ! ♥


Ze łzami w oczach patrzyła na jego spokojną twarz. Jak zawsze opadały na nią  niesforne, brązowe loczki. Czuła równe, miarowe bicie jego serca. Takie ciche, spokojne. Zbliżyła się i delikatnie pocałowała jego usta, aby ostatni raz poczuć ich smak. Będzie jej go brakować. Zielonych tęczówek przepełnionych przyjemnym uczuciem, cudownego uśmiechu, którym obdarowywał ją każdego dnia, ochrypłego głosu, który przyprawiał ją o przyjemne dreszcze, czułego dotyku, śmiechu.
    Delikatnie wyszła spod kołdry i po cichu ubrała na siebie ciuchy z poprzedniego dnia. Na swojej poduszcze zostawiła małą karteczkę i spoglądając na niego ostatni raz, opuściła mieszkanie. Momentalnie oparła się o drzwi i zjechała po nich w dół. Ukryła twarz w dłoniach pozwalając, aby łzy rzewnie po niej spływały. Jej szloch stawał się coraz bardziej donośniejszy, dlatego poderwała się z miejsca i wybiegła z klatki na pustą ulicę. Było ciemno i zimno, a z granatowego nieba spadały krople deszczu. Bezsilnie stawiała kroki na przód, kiedy ludzie mijali ją nie zwracając na nią uwagi. Szła z opuszczoną głową. Słone łzy mieszały się z deszczem. Doszła do swojego mieszkania. Opadła na łóżko przeklinając to kim jest i co zrobiła. Wiedziała, że ciężko będzie mi o nim zapomnieć. Ale sama była sobie to winna, sama pozwoliła sobie się w nim zakochać, a co gorsza rozkochać go w sobie.
    On rozbudził się wczesnym rankiem i wystraszył się, gdy zobaczył obok siebie puste miejsce. Gdy tylko dostrzegł małą karteczkę na jej poduszce, podniósł ją i przeczytał : Spotkajmy się o 18 tam gdzie się poznaliśmy. Nie wiedział co go czeka, co było na rzeczy. Z jednej strony był podekscytowany, bo wybrała miejsce ich pierwszego spotkania, ale z drugiej strony bał się, że powie mu coś, czego najbardziej się obawiał.
    Czekała na niego siedząc w oknie swojego mieszkania. Miała stamtąd idelany widok na cichą uliczkę, na końcu, której stała ławka. Ich ławka. Harry przyszedł punktualnie. Na jego widok, jej serce mocniej zabiło. Nie mogła uwierzyć, że to już koniec. Byli ze sobą szczęśliwi, ale tylko ona wiedziała, że to się musi skończyć. Zaraz po nim przyszła też Taylor, którą także tu ściągnęła. Oboje byli zdziwieni swoim widokiem i podczas gdy siedząc na ławce rozmawiali, ona stała próbując powstrzymać płacz.
    Wzięła do ręki łuk i dwie strzały. Złapała za majdan i naciągnęła cięciwę. Przed oczami stanęły jej wszystkie ich wspomnienia. Zagryzła wargi, zamykając kurczowo powieki, spod których wypłynęły kolejne łzy. Wypuściła strzałę, która trafiła wprost we chłopaka. Już nie jej.
- Dasz radę Ellie. - mruknęła do siebie cicho i wypuściła kolejną strzałę, tym razem w blondynkę siedzącą obok niego. Oboje spojrzeli na siebie oczyma przepełnionymi miłością i stało się. Pocałowali się.
    Ostatni raz omiotła ich spojrzeniem i rzuciła swój łuk w kąt. Wzięła do ręki ich wspólne zdjęcie i położyła się na łóżku.
- Kocham cię. - szepnęła przejeżdżając po jego postaci. Delikatnie musnęła je swoimi bladymi ustami i odłożyła obok. Sięgnęła ręką po jedną ze strzał i postanowiła zakończyć swój marny los. Wbiła ją sobie prosto w popękane z bólu serce. Nie chciała żyć. Bez niego nic nie miało sensu. Jednak nie mogła z nim być.
Ona była amorem, on jej zadaniem..
   

sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 27

          Zawsze wiedziałam czego chce i dążyłam do swoich celów. Teraz jestem niezdecydowana. Sama nie wiem co tu robię. Nie rozróżniam uczuć, nie wiem czy kogoś kocham. Chce mi się spać a za chwile przestaje. Tak samo jest z jedzeniem i wszystkim innym. W jednej chwili chcę z kimś być, a za chwilę wybieram samotność. Zaczynam mieć wątpliwości do wszystkiego. Wciąż nurtuje mnie pytanie - czego chcę od życia ?
          Po tym wypadku stałam się innym człowiekiem. Zrozumiałam wiele rzeczy ale cała masa innych wciąż mąci mi w głowie. Nie chcę już marnować życia z powodu jednej miłości, która jak widać nie miała prawa na szczęście. Chcę zmienić coś w swoim życiu. Chcę żyć tak aby niczego nie żałować, i chyba powinnam zająć się teraz własną osobą zamiast innymi.
          Harry nie odzywał się odkąd wyszedł dwa dni temu z mojego mieszkania. Było mi to na rękę, bo nie potrafiłabym z nim teraz porozmawiać. Wszyscy inni wydzwaniali do mnie ciągle, aby spytać jak się czuję i co robię. Choć to trochę męczące, to miło jest wiedzieć, że ktoś się o ciebie martwi. A właśnie oni martwili się, w odróżnieniu do mojej matki, która nie była zainteresowana tym jak się miewam. Nie mogła nie wiedzieć o wypadku. Odkąd zawarłam związek z Harrym, jestem osobą publiczną, więc media huczały o tym zdarzeniu.
           Umówiłam się na wieczór z Lily. Aby odreagować po ostatnich zdarzeniach jako miejsce spotkania wybrałyśmy klub nocny. Założyłam na siebie TEN zestaw i związałam włosy w niedbałego koka. Blondynka zjawiła się po mnie punktualnie i razem wyszłyśmy do pobliskiego klubu.
           Głośna muzyka huczała nam w uszach, tłum tańczących ludzi ciągle na nas wpadał, ale w końcu udało nam się dotrzeć do loży, którą zarezerwowałyśmy. Zamówiłyśmy drinki i usiadłyśmy na skórzanych kanapach. Lily opowiadała mi co mniej więcej ciekawego działo się podczas mojej śpiączki, ale mogłam wywnioskować z tego tylko to, że prawie cały swój czas marnowali na siedzeniu przy mnie. Zaczęłyśmy rozmawiać na nieco luźniejsze tematy, tak jak za dawnych czasów w Sheffield. Od dawna tak się nie śmiałam jak dzisiejszej nocy. Brakowało mi tego beztroskiego spędzania czasu z przyjaciółką. Im jesteśmy starsze tym życie bardziej skomplikowane, bynajmniej moje, tak sądzę.
- Brakuje mi chłopaków. - odezwała się blondynka. - Wracają dopiero za 3 tygodnie.
- Tak, mi też. - uśmiechnęłam się niemrawo. - Widziałam się w czwartek z Harrym.
- Co ? - zdziwiła się. - Przecież on jest..
- Przyleciał do mnie. - przerwałam jej. - A ja odesłałam go z powrotem do Ameryki.
- Dziewczyno, opowiadaj ze szczegółami !
- Powiedział, że mnie kocha. - wzdychnęłam. - Że to co powiedział tamtego dnia, było nie prawdą. Chciał uchronić mnie przed tym związkiem, bo według niego byłam w nim nieszczęśliwa.
- To chyba dobrze, nie ? Skoro cię kocha to dlaczego go odesłałaś ?
- Bo odkąd z nim byłam, stałam się najszczęśliwszą na świecie. A on tak po prostu stwierdził, że jest odwrotnie , rozumiesz ? Nie spytał mnie o zdanie, tylko rzucił mnie jak ostatni śmieć. Dobrze wiesz jak to bolało, jak zmieniłam się przez niego.
- No tak, ale skoro to takie nieporozumienie..
- Nie chcę wchodzić drugi raz do tej samej rzeki. Po za tym nie czuję już nic. Ani bólu, ani tęsknoty..nic, kompletnie.. Powiedziałam mu, że porozmawiamy jak wróci, bo teraz nie jestem w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji.
- Grace, przykro mi. - dziewczyna przygryzła wargę patrząc na mnie z żalem w oczach.
- Niepotrzebnie. Pogubiłam się i tyle.
- Słuchaj, tak a propos, to mam prośbę. Chociaż teraz to nie wiem czy się zgodzisz. Polecisz ze mną za tydzień do Nowego Jorku ? - rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. - Chłopaki mają koncert na Madison Square Garden. To dla nich naprawdę ważne wydarzenie i chciałabym tam z nimi być. Zgódź się, choćby dla Zayn'a, Liam'a , Niall'a czy Louis'a .
- Co za pytanie ! Nie opuściłabym ich najważniejszego koncertu ! - zaśmiałam się.
- Czyli się zgadzasz ? - spytała entuzjastycznie.
- No oczywiście. - wyszczerzyłam się próbując nie myśleć o tym, że będę musiała spotkać się z Harrym. Mimo tego nie mogłam się nie zgodzić. Cały zespół, a także mój ojciec byli dla mnie ważni, nie zrobiłabym im tego z powodu Stylesa. O nie.

           Przeglądałam swojego twittera i wszystkie interakcje były wprost zadziwiające. Ludzie potrafili pisać naprawdę okropne rzeczy nie zważając na to co dany człowiek potem czuje, czytając o sobie to wszystko. Według nich jestem rozpieszczoną córeczką tatusia, która musiała upolować sobie Harry'ego. Po za tym byłam dla niego za nudna, zbyt przewidywalna, za mało atrakcyjna i w ogóle do niego nie pasowałam. Do tego fani One Direction cieszą się, że to koniec naszego związku, życzyli mi aby już nie wróciła z tego szpitala no i oczywiście Harry na pewno znajdzie sobie teraz lepszą dziewczynę. Jakże mi miło.
           Widząc moje zdjęcia z chłopakiem, od razu pokasowałam je z profilu. Nie mogłam już patrzeć na nasze splecione ręce, uśmiechnięte twarze. Może i Directioners miały rację. Może do niego nie pasowałam i tyle.
           Spojrzałam w lustro i zobaczyłam w nim to co zwykle. Związane włosy, ten sam makijaż, jedynie uśmiech został zastąpiony grymasem. Rzeczywiście nuda. Directioners potrafią czasem oświecić człowieka, mimo tego iż krzywdziły.
           Ubrałam się w wygodne ciuchy i z podjętą decyzją udałam się do salonu piękności. Matko, jakie to do mnie nie podobne. Siedząc na kanapie, czekałam aż przyjdzie moja kolej. W końcu usiadłam na fotelu a nieco starsza ode mnie, stylowa dziewczyna zapytała czego oczekuję.
- Chcę być totalnie nie do poznania. - odparłam niepewnie przygryzając wargę. Ruda, chyba zrozumiała o co mi chodzi i zaproponowała mi parę zmian, na które się zgodziłam. Po dwóch godzinach pracy byłam bardzo zadowolona.
            Jestem blondynką !
            Po powrocie do domu zrobiłam sobie zdjęcie i ustawiłam jako nowe zdjęcie profilowe. Już po chwili miałam masę komentarzy od zdziwionych ludzi. Sama się sobie dziwiłam i z początku myślałam, ze postąpiłam zbyt pochopnie. Jednak zmiany czasami są potrzebne i nawet drobne zmiany w wyglądzie mogą być jednym krokiem w nową przyszłość.
            Wieczorem siedziałam przed telewizją i jedząc swoje ulubione lody o smaku ciasteczek, oglądałam film, który był niesamowicie rozczulający.W pewnym momencie moja komórka dała znak o nowym połączeniu, dlatego otarłam z twarzy łzy i odebrałam.
- No cześć piękna ! - usłyszałam głos Zayna.
- Cześć Zayn. - uśmiechnęłam się momentalnie
- Płaczesz ? - zdziwił się.
- Nie, oglądałam smutny film. - zaśmiałam się.
- Już myślałem. Tak w ogóle fajna z ciebie blondynka, wiesz ?
- Serio ? Bo nie jestem przekonana.
- To źle, bo wyglądasz ślicznie.
- Oh, już mi tak nie schlebiaj. - zachichotałam.
- Tylko prawdę mówię.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
- Dla mnie ?
- No przecież mówię.
- A jaką ?
- Niespodzianka, Zayn.
- Nie lubię niespodzianek.
- Trudno, bo ja tak.
- Jesteś okropna, wiesz ?
- Zdarza mi się, ale i tak mnie kochasz.
- To racja.
- Ja zawsze mam rację.
- Skromnością to ty nie grzeszysz.
- Oj tam. A co u chłopaków ?
- Liam z Niall'em grają na konsoli, Louis się z nich nabija, a Harry wyszedł z Ta.. emm.
- Z Ta...... ? - dopytałam zdziwiona.
- Przepraszam, ale muszę kończyć. Odezwę się potem, pa .
- Zayn ! - zawołałam, ale ten się już rozłączył. To było dziwne, nawet bardzo. Dlaczego Zayn chciał coś przede mną ukryć i było to związane z Harrym ? I o co chodziło z tym ' Ta.. ' ? No cóż, skoro on mi tego nie powie, to na pewno znajdę to w internecie. Włączyłam swój laptop i weszłam na jeden z popularniejszych stron fanowskich. Było tam dużo postów o pobycie zespołu w Nowym Yorku. I właśnie tam znalazłam ten jeden, który właśnie teraz mnie interesował . " Harry Styles i Taylor Swift na randce ! " . Nie powiem, żeby mnie to ucieszyło. Wpatrywałam się w ekran jak zamurowana. Nie, nie chodziło o to, że byłam zazdrosna, bo o dziwo tak się nie działo. Chodziło o to, że jeszcze 2 dni temu prosił mnie o drugą szansę, a dziś wychodzi na randkę z Taylor. Wpisałam w Google ich nazwiska i od razu wyskoczyła mi lista stron z nagłówkami takimi jak " Harry i Taylor widziani na spacerze ! " , " Harry Styles i Taylor Swift. Para roku 2013 ? " . No ale czego ja się spodziewałam ? Że będzie na mnie czekał ? Przecież to gwiazda, on nie może być ze zwykłą, nic nie znaczącą w świecie show-biznesu osobą, jaką jestem ja.
        
         Ten tydzień minął mi bardzo szybko i nim się obejrzałam przyszedł czas na Nowy York. Lily czekała na mnie w samochodzie, dlatego pośpiesznie wzięłam walizkę i zakluczyłam dom. Zapakowałam bagaż i usiadłam obok blondynki. Niedługo potem byłyśmy już na lotnisku. Przeszłyśmy przez odprawę i wsiadłyśmy do samolotu.
         Hello New York !



// coraz gorzej z tym opowiadaniem : /

niedziela, 9 grudnia 2012

Wcinka.

kliknij aby przejść do bloga .

Pamiętacie jeszcze blog mój i Ans ?
Startujemy z nim na nowo, z nowymi pomysłami.
Zapraszamy ! : )


http://gaalaxyworld.blogspot.com/

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział 26

       Włącz piosenkę : KLIK


Patrząc na nasze splecione dłonie, nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę dzieje. To już pół roku jak jestem z nim. Nie sądziłam, że nasz los tak się potoczy. Pierwszego dnia nienawidziłam go, ale jak mówią od nienawiści do miłości jeden krok. Przeniosłam wzrok z naszych rąk na jego twarz. Niesforne loki jak zawsze opadały mu na czoło, przez co ciągle je poprawiał. Spojrzał na mnie ze zniewalającym uśmiechem, co sprawiło że momentalnie poczerwieniałam. Jego magiczne, zielone oczy, które wypełniały teraz iskierki szczęścia, przeszywały mnie przyjemnym spojrzeniem, od którego nie mogłam się oderwać. W pewnej chwili przystanęliśmy na mostku przecinającym strumyk rzeki. Oparłam się o barierkę, a chłopak podszedł do mnie i otulił mnie swoimi ramionami. Stykaliśmy się głowami, tak że mogłam poczuć jego ciepły oddech na swojej skórze.
- Jestem największym szczęściarzem wiesz ? - powiedział z uśmiechem. - A wszystko dlatego, że mam ciebie. Kocham cię. - wyszeptał mi do ucha, a moje ciało przeszły przyjemne dreszcze.
- Ja ciebie też, Harry. - odparłam pewnie. Jego ręce spoczęły na moich biodrach i uniosły mnie w górę, abym mogła usiąść na drewnianej balustradzie mostka. Spojrzałam w dół na rzekę płynącą z porywczym strumieniem i nieco się przestraszyłam, bo od dziecka miałam lęk wysokości.
- Nie bój się, przecież nie pozwolę ci spaść. - powiedział spokojnie oplatając mnie rękoma, a ja od razu poczułam się bezpieczniej. Nachyliłam się nad nim i musnęłam jego zmarznięte usta. Brunet pogłębił pocałunek delikatnie rozchylając moje wargi i wsunął swój język, pieszcząc podniebienie. Jedną dłonią wodziłam po jego policzku, natomiast drugą mierzwiłam jego loki. Po chwili oderwaliśmy się od siebie głośno dysząc. Mimo, że na dworze była minusowa temperatura, było nam niezwykle gorąco. Zeskoczyłam z barierki i przytuliłam się mocno do chłopaka. Ten zanucił jakąś spokojną melodię i zaczęliśmy kołysać się wolno w jej rytm. Mogłabym trwać tak wieczność, w jego silnych ramionach. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Ważne, że miałam jego i nic innego się nie liczyło.
- Widzisz tamtą gwiazdę ? - wskazał palcem w górę na ciemne, gwieździste niebo. Jedna z nich wyróżniała się spośród innych swoją wyrazistością. Skinęłam głową wiedząc, którą Harry ma na myśli. - Od dziś jest tylko nasza, abyś każdego wieczoru kiedy mnie nie będzie, patrzyła na nią i wiedziała, że bardzo tęsknię, tam gdzie wtedy będę. - powiedział przenosząc swój wzrok z powrotem na moje oczy. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Byłam jak w transie, który wywołały jego słowa. Poczułam jak po policzku spływa mi łza, a chłopak od razu starł ją delikatnie palcem. Zbliżając się do mnie, ponownie obdarował mnie soczystym pocałunkiem. I w tym momencie po raz pierwszy tej zimy spadł śnieg. Spojrzeliśmy w górę ciesząc się tą chwilą. Kocham ten stan, jego smak i dotyk..Kocham go.

        
          Delikatnie rozchyliłam powieki, ponownie jednak zmrużając je przez ostre, rażące światło. Po kilku próbach udało mi się w końcu otworzyć oczy i po chwili mój wzrok był już wyostrzony.
- Boże wreszcie ! - usłyszałam przesiąknięty ulgą znajomy głos. Przeniosłam spojrzenie z sufitu na postać siedzącą obok mnie. Blondynka patrzyła na mnie ze łzami w oczach i przytuliła mnie mocno.
- Lily. - mruknęłam i rozejrzałam się bo białym pomieszczeniu. Wtedy przypomniałam sobie dlaczego tutaj leżę. - Nie powinnaś być na mojej imprezie ? - spytałam próbując sobie wszystko uporządkować.
- Grace..leżysz tutaj od miesiąca. - odparła zmieszana, a moje oczy momentalnie się rozszerzyły. - Zapadłaś w śpiączkę. - zaskoczona nie odezwałam się słowem. Przyjaciółka zawołała lekarza i obydwoje znaleźli się z powrotem obok mnie. Mężczyzna mnie przebadał i powiedział, że za dwa dni będę mogła opuścić szpital.
- Gdzie mój tata, no i chłopaki ? - zapytałam, gdy zostałam już sama z Lily.
- Mają trasę w USA. Wyjechali dwa tygodnie temu.
- Ouu. - jęknęłam zawiedziona, że nie zobaczę nikogo bliskiego prócz przyjaciółki. Mimo, iż nie czułam, że minął już miesiąc od ostatniego spotkania z nimi, to bardzo za nimi tęskniłam.
- Nie chcieli jechać, ale nie mogli jej odwołać. Od dnia wypadku spędzali tu większość czasu. - dodała.
          Zgodnie z tym co powiedział lekarz, dwa dni potem wróciłam już do domu. Siedziałam na parapecie z albumem w ręce i przewijałam kolejne kartki, przyglądając się zdjęciom, na których ja i Harry byliśmy naprawdę szczęśliwi. Szkoda, że to już przeminęło.. choć czy to naprawdę istniało ? Z jego ust wyraźnie usłyszałam, że nic dla niego nie znaczyłam, że nie kochał i nic nie było. Było to sprzeczne z moimi przypuszczeniami, ale w końcu to on wypowiedział te słowa.
          Przypominając sobie wydarzenie, które pojawiło się w mojej głowie, tuż przed tym jak się ocknęłam, spojrzałam na niebo odszukując najjaśniejszej na nim gwiazdy. Nie było jej tam. Żadna nie była tak wyjątkowa jak ta z tamtego wieczoru. Zniknęła razem z naszym związkiem ?
          To dziwne. Dokładnie pamiętam jak przed wypadkiem czułam uciążliwy ból i tęsknotę. A dzisiaj wypełnia mnie kompletna pustka. To możliwe, aby przez ten miesiąc moje serce wyleczyło się z Harry'ego ? Jeśli tak to byłam wdzięczna za ten wypadek.
           Moje przemyślenia przerwał dzwonek. Zastanawiałam się kto to może być, a jedyną osobą, która przychodziła mi na myśl była Lily. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Byłam w szoku widząc przed sobą Jego.
- Cześć. - mruknął cicho nie mogąc oderwać ode mnie wzroku.
- No hej. - odparłam niepewnie i wpuściłam go do środka. - Nie powinieneś być w Ameryce ? - spytałam przerywając krępującą ciszę jaka panowała między nami.
- Powinienem, ale musiałem cię zobaczyć. - powiedział, znów uważnie na mnie patrząc.
- Po co ? Przecież nic dla ciebie nie znaczę. - wspomniałam jego słowa i poczułam mocne ukłucie w sercu. Chłopak wzdychnął cicho i przetarł swoją twarz dłonią.
- Ty wciąż nic nie rozumiesz.
- Masz rację, nie rozumiem nic. Ewidentnie chciałeś abym zniknęła ci z życia, więc to zrobiłam, a ty teraz potrzebujesz mnie widzieć ? - odrzekłam nie wiedząc o co mu chodzi.
- Nic nie rozumiesz, Grace. - powtórzył.
- A co mam rozumieć, Harry ? To, że po tym wszystkim co z tobą przeżyłam zostawiłeś mnie i poszedłeś do innej ? Że to wszystko było jednym wielkim kłamstwem ? Przecież mnie nie kochałeś, to wszystko dla ciebie nic nie znaczyło ! Mam to zrozumieć ?! Wybacz, ale nie potrafię ! - krzyczałam zdenerwowana ze łzami w oczach.
- To ja nie mogę zrozumieć, że po tym wszystkim co razem przeżyliśmy ty w to wszystko uwierzyłaś ! - wykrzyczał, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Chłopak zaczął kontynuować, jednak tym razem spokojnie. - Kiedy powiedziałem ci, że cię nie kocham i zobaczyłem jak płaczesz i to była najgorsza chwila w moim życiu. Wiem, że zadałem Ci wiele bólu. Najdziwniejsze jest to, że naprawdę chciałem uczynić Cię szczęśliwą, chciałem żebyś była uśmiechnięta. Skłamałem dla ciebie, Grace.
- Jak..jak to dla mnie ?
- Sądziłem, że beze mnie będziesz szczęśliwsza. Mnie ciągle przy tobie nie było, widziałem jak wiele razy płakałaś przeze mnie. Wtedy była to dla mnie najrozsądniejsza decyzja. Jednak miałem mnóstwo czasu żeby przemyśleć kilka spraw i wiem, że postąpiłem niewłaściwie.Mogłem cię stracić i to z mojej winy. Nie powinienem był cię zostawić. Chcę to naprawić.. - po twarzy spływały mi już czarne strugi moich łez zmieszanych z tuszem. Po tym co usłyszałam nie mogłam się uspokoić. Nie wiedziałam co myśleć. Usiadłam na sofie i schowałam twarz w dłoniach, głośno szlochając.
- Wracaj do USA Harry. - wydukałam. - Muszę sobie to wszystko przemyśleć. Porozmawiamy jak wrócisz z trasy.
- Grace, proszę, daj mi ostatnią szansę. - powiedział cicho przez łzy.
- Wracaj, proszę. - załkałam i usłyszałam jego kroki. Potem trzask drzwi i warkot silnika. Znów zostałam sama i znów płakałam. Ból powrócił ze zdwojoną siłą. Wróciły wspomnienia, które cholernie raniły. A przecież jest szansa, żeby do tego wrócić. Przed chwilą wyznał, że mnie kocha, że zostawił mnie dla mojego szczęścia. Wystarczy jedno moje słowo, a to wszystko wróci. Ale czy nadal tego chcę ? Czy wciąż go tak bardzo kocham ? Co się ze mną działo podczas tej śpiączki ? Dlaczego wszystko wydaje się jeszcze trudniejsze niż było ? Muszę przemyśleć wiele spraw. Cofnąć się czy iść na przód ?

// rozdział nie najdłuższy, ale zależało mi na tym, aby tak się kończył. : >
zmieniłam nieco plany na dalsze rozdziały, ale myślę, że tak jest lepiej i mniej oklepanie ; D

+ Jeżeli czytacie opowiadanie, to proszę abyście je komentowali. Nie chodzi mi o jak największą ilość komentarzy, bo to nie na tym polega. Po prostu skoro ja spędzam czas aby jak najszybciej napisać wam rozdział, a potem rozsyłam wam informacje o nowym rozdziale, to chyba wy też możecie znaleźć chwilę i dodać swoją opinię. Informuję 83 osoby, dziennie jest tu około 700 wyświetleń, a komentarzy zaledwie 40 na rozdział. Miło by było gdyby każdy kto przeczytał, oceniłby to.

środa, 28 listopada 2012

Rozdział 25

         Przygotowania do imprezy zajęły mi mniej czasu niż przypuszczałam, dlatego mogłam jeszcze trochę odpocząć przed pojawieniem się gości.W międzyczasie włączyłam już muzykę, aby się trochę ożywić. Niedługo potem usłyszałam dzwonek i do domu weszli moi przyjaciele. Każdy zaczął z ciekawością rozglądać się po mieszkaniu na koniec stwierdzając, że mam dobry gust.
          Siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy przy naszych ulubionych kawałkach muzycznych. Mieliśmy także pierwszą okazję do poznania nowej dziewczyny Josh'a - Jade. Była dokładnie taka jak opowiadał mi chłopak. Szczera, rzucała prosto z mostu, nieco arogancka, ale mimo to miała w sobie coś przyjaznego. Nie miała problemu aby znaleźć ze mną czy Pezz, Dan i El wspólny język.
         Postawiłam na stół schłodzone butelki wódki, a towarzystwo od razu zawtórowało. Wtedy uświadomiłam sobie, że zapomniałam kupić szampana.
- Wybaczcie, ale kompletnie nie pomyślałam o szampanie. - rzuciłam do przyjaciół z grymasem.
- Na twoje szczęście my nie zapomniałyśmy. - zaśmiały się dziewczyny i wyjęły dwie butelki Don Peringon'a . Wyjęłam z szafki szampanówki, a Liam polał każdemu z nas.
- Za twoje zdrowie, nowe życie, miłość i wszystkiego czego zapragniesz - Zayn wzniósł toast, a każdy z nas wypił do dna swój trunek.
- Dobra, to teraz coś konkretniejszego i zaczynamy imprezę ! - zawołała Jade, na co każdy się zaśmiał. Dziewczyna miała dziś dobry humor, bo ciągle każdego rozbawiała. Wzięła ze stołu butelkę wódki i rozlała do szklanek, uzupełniając ją potem różnymi sokami. Jej drinki były niesamowite, więc jako gospodarz tej parapetówki byłam wyręczona z tego zadania. Malik wczuł się w rolę Dj'a i zapuszczał dobrą muzykę, a wszyscy zaczęli tańczyć i dobrze się bawić. Niall z Louis'em zrobili sobie Beer Pong'a przy czym dziewczyny kibicowały swojemu faworytowi. Miałam z nich niezły ubaw, bo po paru kieliszkach ich celność była zerowa.
- Mogę prosić do tańca ? - zapytał Zayn poruszając zabawnie brwiami. Chwyciłam go za rękę, a ten pociągnął mnie na 'parkiet' i przepchał się przez tańczących ludzi robiąc nam miejsce. Szaleliśmy tak długo, aż zmęczeni usiedliśmy na kanapie. Chwyciłam ze stołu swoją komórkę, aby sprawdzić czy aby czasem nie dzwonił tata. Na ekranie pojawiła się nowa wiadomość, ale jej nadawcą nie był mój ojciec. To Harry. Nie otworzyłam jej zastanawiając się jaka może być treść tego sms'a. Nawet procenty w mojej krwi nie pomagały mi z tym co do niego czułam. W końcu przycisnęłam klawisz komórki i pojawiła mi się wiadomość.        
 Grace, wiem, że mnie nienawidzisz, ale proszę przyjdź na chwilę do 'starego' domu. Muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego. Czekam xx. - Harry.
Coś ważnego ? Co takiego chciał mi powiedzieć ? Sama nie wiem co zrobić. Serce mówi idź, a rozum zostań. Ale jeśli nie pójdę, to nie dowiem się co chciał przekazać mi Lokers. A skoro wyciąga mnie po to z domówki to musi być coś naprawdę ważnego. Z tym, że nic mnie już z nim nie łączy, więc czego on jeszcze ode mnie chce ?
         Wstałam z kanapy i poszłam do sypialni po swoją kurtkę. Ubrałam ją idąc w stronę drzwi, kiedy na drodze stanął mi Zayn.
- Gdzie się wybierasz o tej porze ? - spytał zdziwiony.
- Harry chce się spotkać. - odparłam wbijając wzrok w czubek swoich butów.
- I tak po prostu do niego lecisz, po tym co ci zrobił ? - usłyszałam jego rozczarowany głos.
- Chcę wiedzieć, co ma mi do przekazania.
- Kochasz go prawda ?
- Chyba nie muszę ci odpowiadać na to pytanie.
- Dobra idź, ale bądź ostrożna. - poklepał delikatnie moje ramię i zniknął w salonie. Za to ja opuściłam swoje mieszkanie i chcąc czym prędzej znaleźć się w rodzinnym domu, wsiadłam do samochodu i wyjechałam na główną drogę. Dopiero po chwili oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę, że wypiłam parę drinków. Na drodze było ciemno, ale za to pusto dlatego stwierdziłam, że nic złego się nie stanie, a do pokonania nie miałam dużo. Nie mogłam znieść ciszy jaka panowała w samochodzie, dlatego przeniosłam wzrok na odtwarzacz i włączyłam muzykę, która od razu wypełniła przestrzeń dobrym klimatem. Gdy spojrzałam na drogę ujrzałam tylko intensywne światło, a głośny klakson przegłuszył grającą piosenkę. Impulsywnie skręciłam kierownicą w prawą stronę, a po chwili poczułam silne uderzenie. Ból był nieznośny, ale nie trwał długo. Otoczyła mnie ciemność..

Harry.

Grace nie odpowiadała na moją wiadomość, przez co nie wiedziałem czy pojawi się w domu. Odważyłem się jej to napisać, poprosić o rozmowę, aby móc wreszcie powiedzieć jej, że tak naprawdę bardzo ją kocham. Dziewczyna jednak nie pojawiła się od godziny. Miałem złe przeczucie, że nie da mi szansy. Postanowiłem do niej zadzwonić, ale nie odbierała telefonu. Wybrałem więc numer Zayn'a, który odebrał już po 3 sygnale.
- No co jest Hazziuu. - usłyszałem jego głos, po którym mogłem rozpoznać, że chłopak nie jest trzeźwy.
- Jest Grace ? - spytałem bez owijania w bawełnę.
- Grace..super ma tą imprezę, szkoda, że cię nie ma. - odparł zupełnie nie na temat.
- Jest w domu ? 

- Super dom ma.
- Zayn skup się ! Czy Grace jest teraz w domu ?
- Spokojnie Hazz, jak tylko dostała twojego sms'a to wybiegła z domu jak torpeda. Nie potrafię jej zrozumieć
- Dzięki. - mruknąłem zdenerwowany i rozłączyłem się. Z tego co wiem, to dziewczyna nie mieszka daleko, więc dlaczego jeszcze jej nie ma ? Jeśli coś jej się .. Nie dokończyłem myśli, a już wybiegłem z domu wsiadając do Range Rovera. Jechałem w kierunku, w którym wcześniej zmierzali przyjaciele jadąc na imprezę do Grace. Cały się trzęsłem myśląc o tym co mogło się jej stać, ale miałem nadzieję, że wszystko jest w porządku. Rozglądałem się po drodze, gdy nagle ujrzałem samochód stojący na poboczu. Pomyślałem, że komuś się zepsuł, ale będąc bliżej spostrzegłem, że pojazd wjechał prosto w drzewo. Mustang, dokładnie taki jaki dostała Grace. Grace! Pośpiesznie opuściłem swój wóz i podbiegłem do zniszczonego Forda. W środku siedziała nieprzytomna brunetka z opartą o kierownicę głową. Odgarnąłem jej opadające włosy do tyłu i zobaczyłem krew, która
spływała z jej twarzy. Na ten widok aż zakryłem usta ręką, aby z nerwów nie zwymiotować. Zadzwoniłem szybko po pogotowie, które niedługo potem wraz z policją przyjechało na miejsce wypadku. Kiedy zabierali ją na noszach nie wytrzymałem i wybuchnąłem płaczem. To moja wina. Gdyby nie ja nie wsiadłaby do tego samochodu. Nic by się nie stało.. Policja wypytywała mnie o całe zajście ale nie byłem w stanie pomóc, bo mnie przy tym nie było. Lekarze pozwolili jechać mi z Grace do szpitala, dlatego po chwili cały roztrzęsiony wsiadłem do ambulansu.
      
Stąpałem nerwowo po całym korytarzu. Zadzwoniłem do Greg'a, który zdenerwowany obiecał, że będzie jak najszybciej. Przysiadłem na jednym z krzeseł i schowałem twarz w dłoniach. Bałem się o nią. Chciałbym aby wszystko było z nią w porządku. Nie darowałbym sobie, gdyby jednak coś się jej stało. To tylko i wyłącznie moja wina, przeze mnie tu jest. Mogłem jej o sobie nie przypominać. Bawiłaby się teraz na tej imprezie, zapominając o mojej osobie. Byłaby szczęśliwa wśród przyjaciół i nie doszłoby do żadnego wypadku.
         Usłyszałem skrzypniecie drzwi na co automatycznie się podniosłem i spojrzałem na mężczyznę w białym fartuchu, który właśnie opuścił salę.
- Co z nią ? - spytałem zdenerwowany czując jak mocno bije mi serce. Przygryzałem wargę, lustrując twarz lekarza.
- Czy jest pan kimś z jej rodziny ? - odpowiedział pytanie i spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Tak, to znaczy nie. Ale tak, mieszkam z nią, to znaczy już nie, ale. - plątałem się w słowach z nerwów. - Jestem jej przyjacielem.
- Rozumiem. - odparł i spojrzał w kartę pacjenta, którą trzymał w ręce. - Grace zapadła w śpiączkę w wyniku silnego uderzenia głowy o kierownicę. Ma złamane żebra, ale to nic poważnego, nie tak jak uraz głowy.
- Ale zaraz się wybudzi tak ? - dopytałem przestraszony.
- Nie chcę pana martwić, ale tego nie wiem. Jej stan jest słaby, nie wiadomo czy wybudzi się lada moment czy może za parę miesięcy, rok.

- Mogę ją zobaczyć ? - przeczesałem nerwowo włosy.
- Dobrze, ale tylko na chwilę. - odparł otwierając przede mną drzwi do jej sali. Wolnym krokiem wszedłem do środka, a lekarz poklepał mnie pocieszająco po ramieniu i udał się w kierunku innych sal. Zobaczyłem ją. Leżała na łóżku podłączona do kilku aparatur. Wyglądała okropnie, była blada, jej skórę pokrywało wiele ran, szczególnie na twarzy. Głowę owiniętą miała w białe bandaże. Była taka bezbronna. Usiadłem przy jej łóżku cały czas na nią spoglądając. Do oczu cisnęły mi się łzy. A co jeśli już nigdy nie zobaczę jej uśmiechu ? Iskierek w jej brązowych tęczówkach ? Nie usłyszę jej melodyjnego głosu ? Boże, spraw, żeby to był tylko sen.
- Kocham cię, Grace. Nie zostawiaj mnie proszę, potrzebuję cię. Bądź silna, skarbie. - szepnąłem przystawiając jej dłoń do swoich ust. Chwilę potem do sali wszedł Greg. Spojrzał na swoją córkę z niedowierzaniem i podszedł do jej łóżka.
- To moja wina, ja jej kupiłem ten cholerny wóz. - odezwał się cicho.
- Nie obwiniaj się, Greg. Nie mogłeś tego przewidzieć. To wszystko przeze mnie. Poprosiłem ją o spotkanie, dlatego wsiadła do samochodu. Gdybym..

- Kochasz ją prawda ? - przerwał mi mężczyzna.
- Tak. Kocham ją ponad wszystko. - odpowiedziałem pewnie.



// kompletne dno.
kolejny rozdział postaram dodać się szybciej niż ostatnio dodaję rozdziały. przepraszam za to, ale ostatnio jakoś nie mam weny oraz czasu na pisanie. będę się starać pisać szybciej. : )
+ dziękuję za wszystkie nominacje Liebster Awards. ♥

środa, 14 listopada 2012

Rozdział 24

          Rano obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Posiedziałam chwilę w łóżku wspominając wczorajszy dzień i gdyby nie pojawienie się na urodzinach Harry'ego z jakąś panną to mogłabym zaliczyć go do jak najbardziej udanych. Wyszłam z pokoju i idąc korytarzem obróciłam się w stronę okna chcąc zobaczyć jaka jest pogoda. Niestety nim zdołałam się przyjrzeć, zderzyłam się z kimś. Momentalnie odwróciłam się do tej osoby i zobaczyłam przed sobą Styles'a. On również na mnie patrzył, wbijając swoje zielone tęczówki w moje, tak jakby chciał wyczytać co teraz myślę. Przypomniałam sobie jak wczoraj patrzył tak na inną, jak całował ją z pożądaniem i czułam jak do oczu zbierają mi się łzy. Nie chcąc aby je zauważył wyminęłam go bez słowa i zbiegłam na dół. Zrozumiałam, że ta sytuacja się chyba nie zmieni. Każdego dnia będę na niego wpadać i z bólem w oczach na niego patrzeć..W ten sposób nigdy nie zapomnę..Postanowiłam wyprowadzić się. W końcu skończyłam już 18 lat, pieniądze mam, więc to nie problem..Mówią, że czas leczy rany, ale ja mam wrażenie, że tylko je pogłębia.
          Parę dni później postanowiłam poszukać jakiś ofert. Spisałam najciekawsze adresy i poprosiłam Malika aby pojechał ze mną. Z początku chciał przekonać mnie aby się nie wyprowadzała, ale byłam nieugięta. W końcu się zgodził i pojechaliśmy do centrum, gdzie znajdowało się pierwsze mieszkanie. Nie było ono jednak dobre dla samotnej osoby. Zbyt duże, zimne, a na dodatek słychać było tu wszystko z ulicy. Dopiero piąte mieszkanie, które odwiedziliśmy było idealne ! Mieściło się ono w piętrowym domku. Po wejściu do środka znaleźliśmy się w kuchni wyłożonej brązowo-czerwoną cegłą. Szafki kuchenne wykonane z jasnego dębu i wszelakie sprzęty w kolorze czerni idealnie współgrały. Na wprost znajdowały się drewniane, rozsuwane drzwi, które prowadziły do sypialni. To pomieszczenie również zdobiła brązowa cegła. Pod dużym oknem, które po bokach zdobiły beżowe zasłony, stało duże, niskie łóżko z jasnego dębu. Po lewej stronie znajdowała się wbudowana w całą ścianę szafa, natomiast po prawej stała jasna, dębowa toaletka. Byłam wniebowzięta, ale właścicielka zaprowadziła nas z powrotem do kuchni, gdzie po jej prawej stronie odzielony aneksem był salon. Ściany były koloru beżowego, a dwa duże okna wprowadzały tu dużo światła. Na środku stała nieco jaśniejsza od ścian kanapa skórzana, a przed nią jasna, drewniana ława. Na przeciwległej ścianie stał stolik, a na nim plazmowy telewizor. Po prawej stronie swoje miejsce miała dębowa komoda, nad którą wisiał obraz nowojorskiej ulicy utrzymany w kolorze czarno-białym, natomiast sukienka dziewczyny, która stała całując mężczyznę, była czerwonego koloru. Za kanapą znajdowały się jeszcze jedne drzwi, które prowadziły do stylowej i przestronnej łazienki. Po lewej stronie, znajdowała się brązowa półka z białą umywalką. Obok była toaleta, a na ścianie rozciągało się duże lustro. Na przeciwko za brązową zasłoną stała biała wanna.
          Mieszkanie było niesamowite i byłam w stanie zapłacić za nie tą wielką sumę, którą podała właścicielka. Zanim zdążyłam jednak cokolwiek zdecydować, Zayn poprosił mnie, abyśmy porozmawiali chwilę na osobności i wyszliśmy przed dom.
- Grace nie rób tego. - zaczął. - Ja rozumiem, że Harry, ale nie możesz zostawić wszystkiego bo on. On nie jest ciebie wart. W domu masz nas, Lily, Perrie, tatę, a tutaj ? Będziesz siedzieć wieczorami sama, tylko po to, żeby nie widzieć Harry'ego ?
- Masz rację. Ucieczka przed nim jest głupotą. Ale to tylko tak prosto brzmi, Zayn. Codziennie się na niego napotykam i wiesz co widzę ? Chłopaka, który prosto w oczy mówi mi, że mnie nie kocha, który całuje się z inną, a ja już się nie liczę. To boli, a ja nie chcę wiecznie cierpieć. Po za tym, to mieszkanie jest dla mnie idealne, taka okazja może się już nie trafić.
- Jesteś pewna ?
- Tak. Nie martw się, zresztą nasz dom jest niedaleko, zaledwie 15 minut drogi stąd.
- I tak cię nie przekonam.. ale wiedz, że będę tu często wpadał. - zaśmiał się.
- Kiedy chcesz. - odparłam z uśmiechem i wróciliśmy do środka. Podpisałam umowę i wypisałam czek, po czym oficjalnie stałam się właścicielem tego mieszkania.
- Więc, teraz tylko się tu wprowadzę i wyprawiamy parapetówkę.
- Mam czuć się zaproszony ?
- Obowiązkowo !
          Wróciliśmy do domu, gdzie oznajmiłam wszystkim, że się wyprowadzam. Przyjaciele jak i mój tata nie przyjęli tego najlepiej i tak jak Malik próbowali mnie przekonać, bezskutecznie. Poszłam z Lily do swojego pokoju i zaczęłam się pakować. Dziewczyna pomagała mi, mówiąc przy tym jak bardzo nienawidzi Harry'ego. Ja natomiast ciągle ją upominałam, aby przestała. Ta chora sytuacja to sprawa wyłącznie moja i jego. Nie chciałam aby przyjaciele zmienili do niego stosunek, tylko dlatego, że ten mnie nie kocha. Z drugiej strony to miłe uczucie kiedy wszyscy starają się ci pomóc i stają w twojej obronie, szczególnie Zayn, który odegrał w moim życiu wielką rolę jako przyjaciel.
          Wpakowywałam do samochodu ostatnią walizkę i właśnie wtedy natknęłam się na Harry'ego. Stanął przy moim Mustangu zdziwiony i nie wiedział co powiedzieć.
- Co ty robisz ? - wydusił wreszcie.
- Odchodzę. Znikam z twojego życia, tak jak sobie życzyłeś. - odparłam nie spoglądając nawet w jego stronę, iż pewnie napotykając jego oczy rozkleiłabym się.
- A..Emm..Grace. - próbował coś powiedzieć, ale nie szło mu to najlepiej, a ostatnie słowa stłumiłam trzaskiem zamykanych drzwiczek. Po chwili odjechałam w kierunku swojego nowego mieszkania, które miało rozpocząć nowy rozdział w moim życiu. Rozdział bez chłopaka z burzą loków na głowie, które sprawiały, że wyglądał seksowniej niż ktokolwiek, z zielonymi oczami, które zawsze przenikały mnie na wskroś próbując zapamiętać każdy szczegół mnie i z kuszącymi wargami, których mogłam smakować każdego dnia, a wciąż czułam niedosyt. Bez chłopaka, za którym tęskniłam za każdym najkrótszym rozstanie, a teraz miało ono trwać wieczność. Bez chłopaka, którego kocham najmocniej na świecie i nie sądzę, aby cokolwiek zdołało przyćmić to uczucie. 
          Jechałam pustą drogą, co rusz ocierając mokrą od łez twarz. Chyba dopiero uświadomiłam sobie, że to koniec. Koniec nas. Mnie i Harry'ego. Zostawił mnie z poranionym sercem, aby żyć jako wolny ptak i korzystać z życia. Byłam zła, że tak się mną zabawił. Skoro mnie nie kochał, mógł nie zaczynać tego wszystkiego i ciągnąć przez tak długi czas.
           Dojechałam do mieszkania i przez parę godzin zajęłam się rozpakowywaniem swoich rzeczy i dekoracją wnętrz. Wprawdzie nie miałam na razie wiele, ale wystarczyły poustawiane na komodzie ramki ze zdjęciami przedstawiającymi naszą wesołą paczkę, a już na mojej twarzy gościł uśmiech. I dopiero, gdy po skończonej pracy usiadłam na kanapie, poczułam się samotna. Już nie otaczali mnie przyjaciele, którzy zarażali śmiechem na każdym kroku. Ale to przecież kwestia przyzwyczajenia, no nie ? Przecież dam sobie radę.
         Postanowiłam jeszcze dziś wybrać się na zakupy. Moja kuchnia nie licząc umeblowania i wyposażenia w nowy sprzęt, świeciła pustkami. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do Tesco. Zakupiłam produkty spożywcze, trochę przydatnych akcesorium i asortyment na parapetówkę, którą zamierzam urządzić już jutro. Nie spodziewałam się, że tak szybko się to potoczy. Jeszcze parę dni temu nie pomyślałabym o przeprowadzce, a dzisiejszego dnia to już się stało. Szczęście, że właścicielka tego domu była konkretną, uporządkowaną osobą, która wie co robi i sprawy potoczyły się prosto i szybko.
        Wróciłam do domu z wieloma torbami pełnych zakupów. Rozpakowywanie zajęło mi trochę czasu, a kiedy się z nim uporałam, rozesłałam przyjaciołom sms'y o jutrzejszej imprezie.
        Po długiej kąpieli w mojej nowej, wygodnej wannie, ubrałam się w piżamę i położyłam się spać. Dzisiejszy dzień był jak dla mnie pełen wrażeń. Nim usnęłam w głowie pojawiło mi się jedno, złudne pytanie. Czy Harry o mnie myśli, tęskni , czy może cieszy się, że usunęłam się z jego drogi ?

Harry.

          Grace się wyprowadziła. Przeze mnie. Bo skłamałem. Skłamałem, że chcę aby odeszła, że jej nie kocham. Tak naprawdę to cholernie za nią tęsknię. Kiedy wchodzę do jej pustego już pokoju czuję straszne kłucie w sercu, bo wiem, że odeszła ode mnie najważniejsza osoba mojego życia. Zacząłem zastanawiać się czy dobrze zrobiłem zostawiając ją. Przecież o miłość trzeba walczyć ! Mimo wszystko i na przekór wszystkim. Dlaczego, więc jestem takim idiotą i pozwoliłem jej odejść ? " Odchodzę. Znikam z twojego życia na twoje życzenie " - jej słowa huczały mi w głowie od południa i nie dają mi spokoju. Ma rację, przecież sam tego chciałem. Dla jej dobra.. Choć sam już nie wiem... Chciałbym do niej wrócić. Przeprosić i nigdy więcej nie opuścić. Ale czy ona tego chce ? Czy dałaby mi drugą szansę i przebaczyła ten błąd ? Nie wiem co robić. Może warto byłoby o nią znów zawalczyć.. Muszę. Muszę to zrobić. Kocham ją i jestem pewien, że ona kocha mnie.



// no to jest .. : )

piątek, 2 listopada 2012

Jednopart - Niall

   
JEDNOPART DLA ANS.

Dziś Halloween, jedno z moich ulubionych wydarzeń. Zawsze uwielbiałam się przebierać za kultowe postacie z horrorów i razem z przyjaciółmi odwiedzać domy z pytaniem ' cukierek albo psikus ? ' . Jednak tego roku, razem z Effy wybieramy się na domówkę Micki, gdzie ma zebrać się prawie połowa ludzi ze szkoły. Przyjaciółka przyszła do mnie parę godzin przed imprezą i obmyślałyśmy swoje stroje. Z racji, iż na imprezie będą najfajniejsi chłopaki ze szkoły, chciałyśmy wyglądać nie tylko strasznie ale i ładnie.
- Mam pomysł ! - krzyknęła entuzjastycznie Effy. Zgodnie z jej myślą, poszłyśmy na miasto, aby zakupić potrzebne rzeczy. Na szczęście były łatwo dostępne, więc szybko wróciłyśmy do domu. Ubrałam na siebie czarną, krótką sukienkę z motywem szkieletu, czarne rajstopy i tego samego koloru Vansy. Effy natomiast ubrała białą sukienkę z czarnym kołnierzykiem, podziurawione rajstopy i czarne creepersy. Twarze pomalowałyśmy na szkielety, a włosy lekko natapirowałyśmy. Stanęłyśmy przed lustrem i stwierdziłyśmy, że efekt jest zadowalający.
     Niedługo potem musiałyśmy się już zbierać. Droga zajęła nam więcej niż zwykle czasu, ponieważ Effy ciągle się z czegoś śmiała zarażając przy tym mnie. W końcu doszłyśmy do Micki i stanęłyśmy przed jej domem, który przyozdobiony był kolorowymi lampkami i lampionami z dyni. Dało się też usłyszeć już głośną muzykę. Weszłyśmy do środka i przyznam, że pomieszczenie robiło wrażenie. Przy suficie powieszone były białe,materiałowe wstążki oraz papierowe, pomarańczowe lampiony. Pod jedną ze ścian stał stół z jedzeniem i alkoholem, przykryty pomarańczowym obrusem. Przy przeciwległej ścianie stała kanapa, która zajęta była już przez grupkę chłopaków. Ponieważ, w pokoju było już dosyć tłoczno, wyszłyśmy z Effy do ogrodu, który był wystrojony podobnie co dom. Nalałyśmy sobie po drinku i zaczęłyśmy zabawę.
      Tańcom nie było umiaru, ale w końcu postanowiłyśmy trochę odetchnąć. Stanęłyśmy niedaleko basenu, na około, którego poustawiane były świeczki i obserwowałyśmy ludzi. Zrobiło mi się trochę zimno, dlatego zostawiłam przyjaciółkę i poszłam do środka. Odwróciłam się jeszcze przy wejściu, bo Effy nagle zaczęła krzyczeć, ale z tego co widziałam to tylko Harry straszył ją, że wrzuci ją do basenu. Chciałam zrobić krok na przód jednak czyjaś osoba zablokowała mi przejście, w efekcie czego zderzyliśmy się.
- Uhm..przepraszam. - powiedziałam mierząc wzrokiem postać. Był to chłopak ubrany w czarne rurki, białą podziurawioną i poplamioną sztuczną krwią koszulkę i białe dunki. Spojrzałam na jego twarz i pomimo makijażu zombie, mogłam rozpoznać jego niebieskie oczy i blond czuprynę.
- To moja wina. Zagapiłem się trochę. - zaśmiał się. Odwzajemniłam uśmiech i wyminęłam go wchodząc do środka. Wreszcie zauważyłam w tłumie Micki i aby nie stracić jej z oczu, szybko do niej podeszłam. Przywitałam się z nią, a ona zaciągnęła mnie do gry w butelkę. Z początku protestowałam zwracając uwagę na zasady tej gry, ale dziewczynie ciężko było się sprzeciwić. Usiadłam, więc w kręgu i czekałam aż ktoś zakręci butelką.
- Czekajcie ! Też zagram ! - dołączył nagle chłopak, z którym chwilę temu zderzyłam się w wejściu. Teraz to tylko modliłam się, aby butelka nie wskazała mnie. Kolejki mijały, ludzie się całowali, ale na szczęście ja nie musiałam. Wtedy blondyn wziął do ręki butelkę i zakręcił. Nie mogłam uwierzyć kiedy zatrzymała się wskazując mnie.
      Chłopak stanął przede mną i wyciągnął do mnie rękę, pomagając mi wstać. Zrównałam się z jego wzrostem i nieco przestraszona spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się i zbliżył swoją twarz, tak, że mogłam poczuć na swojej skórze jego oddech.
- Znów na siebie wpadamy. To już chyba nie przypadek a przeznaczenie. - szepnął, po czym delikatnie podniósł mój podbródek do góry i złączył nasze wargi w pocałunek. Poczułam się niesamowicie, pomimo iż była to tylko gra, on robił to z uczuciem. Nie było tak , jak z innymi chłopakami . Gdy on dobierał się do moich ust było to niezwykłe , wyczekane , utęsknione . wydawało mi się , że trwa całe wieki... było inaczej.
- Przystopujcie z tą namiętnością, bo się tutaj zgwałcicie. - usłyszałam nagle czyjś głos i odsunęliśmy się od siebie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że ten zwykły całus przerodził się w namiętny pocałunek. Tylko dlaczego, skoro nawet się nie znamy ? Co takiego nas łączyło ? Czułam jak moje policzki robiły się czerwone i byłam wdzięczna za to, że mam pomalowaną twarz i nikt nie mógł tego zobaczyć. Chłopak usiadł na miejsce, cały czas na mnie patrząc, a ja nadzwyczajnie w świecie uciekłam. Opuściłam pomieszczenie i wyszłam do ogrodu, aby trochę odetchnąć.
- Tu jesteś ! - już po chwili znalazła się obok mnie Effy. - Wszystko w porządku ? - spytała widząc moje zachowanie.
- Tak, jasne. Chodź potańczyć. - uspokoiłam się i pociągnęłam ją w kierunku tłumu bawiących się ludzi. Próbowałam wyrzucić z głowy ten pocałunek, ale marnie mi to wychodziło. Na dodatek mój wzrok ciągle napotykał chłopaka, który jednym gestem zawrócił mi w głowie.
     Impreza trwała w najlepsze, ale ja miałam już dosyć i chciałam wrócić do domu. Moja przyjaciółka również była zmęczona, więc bez oporów ją stamtąd wyrwałam. Przy wyjściu słyszałam jakby ktoś nas wołał, ale muzyka była zbyt głośna abym mogła dobrze zrozumieć. Stwierdziłam, że tylko mi się wydaję i poszłam dalej za Effy. Wychodząc poza bramę posiadłości Micki, obejrzałam się jeszcze do tyłu i zobaczyłam blondyna, który ze zwieszoną głową wchodził do środku. Czyżby to on mnie wołał ?
- Coco, czy coś mnie ominęło na tej imprezie ? - spytała nagle Ef.
- Nie, raczej nie. Dlaczego pytasz ? - zdziwiłam się.
- Bo jakoś dziwnie się zachowujesz. - odparła.
- Wydaje ci się.
- Jesteś dla mnie jak siostra. Wiem kiedy coś jest na rzeczy.
- Dobra. Masz rację. Coś się stało. - przyznałam.
- No mów mi co, no ! - rzuciła niecierpliwie.
- Ca..Całowałam się z kimś, a teraz nie mogę o tym kimś zapomnieć. - dziewczyna otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
- Ale jak ? Z kim ?
- Ehm.Micki zaciągnęła mnie do gry w butelkę, no i wytypował mnie ten chłopak. No i on mnie pocałował, ale nie tak wiesz.. tylko tak czule i w ogóle to trwało dość długo, no i ja nie wiem chyba się w nim zakochałam, bo na jego widok aż mam dreszcze i te motylki w brzuchu. - wyrzuciłam na jednym wydechu.
- Oooo ! A co to był za chłopak?
- Niall Horan. - odpowiedziałam przygryzając wargę.
- To dlatego ciągle za nami łaził. Wow ! Wyrwałaś jednego z najpopularniejszych chłopaków w szkole. - powiedziała z uznaniem.
- Właśnie o to chodzi. On nie wie kim jestem i lepiej, żeby tak zostało.
- Nie powiesz mu ? - zdziwiła się.
- Nie chcę się rozczarować. - mruknęłam.
- Przesadzasz. Dobra to do zobaczenia. - pomachała mi i zniknęła za drzwiami swojego domu. Nie mieszkałyśmy od siebie daleko, bo na przeciwko. Skręciłam w stronę swojego domu i jak najszybciej poszłam spać.

     Przez cały weekend myślałam o Niall'u. Effy naciskała, abym z nim porozmawiała, ale nie uważałam tego za dobry pomysł. Dla niego pewnie to tylko zwykły pocałunek w grze, a ja robię z tego wielkie wydarzenie. Miałam także nadzieję, że moja przyjaciółka nie wygada się Harry'emu, który jest przyjacielem Horana. Nie chcę tego. Niall to całkiem inna liga. Może mieć każdą na pstryknięcie palcem. Takie pocałunki to dla niego pewnie codzienność, więc nie będę się ośmieszać swoim zauroczeniem.
      Wzięłam do ręki plecak i wybiegłam z domu do czekającej już Effy. Przywitałam się z nią i ruszyłyśmy w kierunku szkoły. Gdy weszłyśmy do środka budynku, bałam się widoku Niall'a. Pewnie jak zwykle przejdzie koło mnie nie zauważając mnie. Przecież jedna impreza nic nie zmieni. On nawet nie wie, że to ze mną się całował.
      Skręciłyśmy w główny korytarz i z daleka zauważyłam już jego grupkę. Stał razem z Harrym, Zayn'em i Taylor, której nienawidziłam. Jako jedna z nielicznych dziewczyn należy do ich paczki, co bardzo mnie dziwiło, bo strasznie lepiła się do chłopaków. No chyba, że im to schlebia, nie wnikam.. Effy podbiegła przywitać się ze swoim chłopakiem, a ja nie chcąc do nich podchodzić skierowałam się do maszyny ze słodyczami. Wrzuciłam do niej pieniądze i wybrałam numer Coca Coli, a mimo to maszyna nie ruszyła.
- Fajnie. Może do jutra ta cola mi wyleci. - burknęłam pod nosem i nagle ktoś mocno uderzył w maszynę, tak, że puszka wyleciała, a ja podskoczyłam lekko ze strachu. Przeniosłam wzrok na tę postać i okazało się, że to Niall. Z uśmiechem na twarzy podał mi puszkę, a ja niepewnie po nią sięgnęłam.
- Dzięki. - powiedziałam cicho.
- Nie ma za co. - zaśmiał się, a ja oddaliłam się od niego i jak najszybciej weszłam do klasy. A co jeśli on wie, że to ja ? Nigdy nie zwracał na mnie uwagi, a teraz nagle mi pomaga ? A może to tylko przypadek ?

Niall.

     Podałem dziewczynie puszkę, a ona spojrzała na mnie niepewnie. Na jej twarzy malowało się zdziwienie tak jakby wywołała je moja osoba. Wydawało mi się, że skądś ją znam. Wiedziałem, że to przyjaciółka dziewczyny Hazzy, ale gdy spojrzałem w jej zielone tęczówki, zobaczyłem w nich coś więcej. Odszedłem od maszyny odprowadzając wzrokiem brunetkę, aż zniknęła za drzwiami klasy. Effy także się tam udała, więc zostałem tylko z Harrym i Taylor. W tej chwili zadzwonił dzwonek, a że dziewczyna nie chodziła z nami do klasy, odeszła w innym kierunku, co mnie ucieszyło.
- Co ty taki zamyślony jesteś ciągle ? - zapytał Hazza.
- Ciągle myślę o tej dziewczynie, nie wiem kto to mógł być.
- A właśnie. Effy powiedziała mi, że to Coco, podobno ciągle o tobie gada, ale miałem ci nie mów.. - ugryzł się w język zdając sobie sprawę, że wydał sekret dziewczyny, a ja przypomniałem sobie dziewczynę przy maszynie. Te oczy.. no tak ! Jak mogłem jej nie rozpoznać.. Teraz już wiem czemu tak dziwnie się zachowała. Ale czy dla niej ten pocałunek także coś znaczył ? Co jeśli nie, a ja po prostu sobie za wiele wyobrażam ? - Effy mnie zabije. - dodał brunet kiedy wchodziliśmy do klasy.

Coco.

     Po dzwonku na przerwę wyszłam z klasy i poczułam jak ktoś kładzie na moim ramieniu rękę i odwraca w swoją stronę. To była Effy, która nie wyglądała najlepiej. Wiedziałam już, że coś się stało.
- Coco nie zabij mnie, ale Niall wie już, że to ty. - powiedziała ze strachem.
- Że co ?! Powiedziałaś mu ?! Effy prosiłam.. - wkurzyłam się.
- Powiedziałam tylko Hazzie, obiecał nic nie mówić, ale właśnie wysłał mi sms z przeprosinami.
- To nie była wasza sprawa !
- Daj spokój, to chyba nawet lepiej. Niall podobno nie może przestać o tobie myśleć.
- Tak, na pewno. - uśmiechnęłam się ironicznie i zostawiłam zakłopotaną przyjaciółkę samą. Chciałam być teraz sama, bałam się, że chłopak mnie w końcu znajdzie. Poszłam na salę gimnastyczną i usiadłam na trybuny. Myślałam nad słowami Effy i ciekawiło mnie czy Niall naprawdę o mnie myśli. Ale pewnie gdy dowiedział się, że całował się ze mną odpuścił sobie i zapomniał. Nie jestem w jego typie. Jeszcze niedawno był w związku z Taylor, która każdego dnia podkreśla swoją figurą wysokimi obcasami i drogimi ubraniami. Zawsze wymalowana, ułożone włosy. Ja jestem inna. Noszę trampki, podziurawione jeansy, bluzy i full capy. A może to nie ma znaczenia ? W końcu Effy wygląda całkiem podobnie do mnie, a chodzi z Harrym i są szczęśliwi.
- Wiedziałem, że cię tu znajdę. - usłyszałam nagle czyjś głos wyrywający mnie z rozmyślań. Spojrzałam w bok ze zdziwieniem i ujrzałam Horana. Usiadł obok mnie jak zwykle ze zniewalającym uśmiechem. - A więc to ty nie możesz przestać o mnie myśleć. - dodał.
- Nie schlebiaj sobie. - odparłam nie dając mu za wygraną.
- No wiesz, z tego co wiem to całkiem nieźle całuję. - powiedział pewny siebie.
- Ahh tak ? Więc to chyba nie z tobą się całowałam. - odrzekłam i wstałam chcąc stamtąd wyjść.
- Zapomniałaś już ? Z chęcią ci przypomnę i udowodnię, że to byłem ja. - nie wiem czemu ale irytowało mnie takie zachowanie. Tak jak sądziłam, on jest z wyższej sfery, traktuje takie rzeczy jako zabawę, ale ja za bardzo przywiązuję się do ludzi. Chciałam go wyminąć ale ten zatrzymał mnie i przyciągnął do siebie. Popatrzył mi chwilę w oczy i wpił się w moje usta z jeszcze większą namiętnością niż na imprezie. Znów mogłam poczuć smak jego czułych pocałunków, to było uzależniające. Na koniec przygryzł delikatnie moją wargę, na co odpowiedziałam cichym mruknięciem. Odsunął się ode mnie, a w pomieszczeniu słychać było tylko nasze nierówne oddechy.
- Od tej imprezy nie myślę o niczym innym jak o dziewczynie, którą pocałowałem. Nie znam cię jeszcze, ale wiem, że jesteś wyjątkowa. - powiedział splatając swoją dłoń z moją. - Nigdy nie czułem czegoś takiego. Więc proszę, umów się ze mną. - poprosił, spoglądając na mnie z nadzieją.
- Więc randka ? - spytałam nieśmiało.
- Jak najbardziej. - uśmiechnął się uroczo i przytulił mnie do siebie. Już nie gniewałam się na przyjaciółkę, bo to wszystko dzięki niej.
     Kolejne dni spędzałam z Niall'em na poznawaniu się. Nie spodziewałam się, że ten chłopak jest taki romantyczny. Codziennie zabierał mnie na długie spacery, do kina czy kawiarni. Uwielbiałam się z nim spotykać. Nie brakowało nam tematów do rozmów, a nawet cisza otaczająca nas nie była krępująca. Jak się okazało oboje uwielbialiśmy grać na gitarze i pisać piosenki.To niesamowite jak w tak krótkim czasie można się zakochać i obdarzyć kogoś tak wielkim uczuciem.
      Dzisiejszego dnia leżałam do południa przed telewizorem objadając się lodami, kiedy nagle dostałam sms'a. Była to wiadomość od Nialla : " Przyjdź do mnie o 18, mam niespodziankę xx ~ Nialler " . Uśmiechnęłam się sama do siebie i odpisałam : " Ciekawe, ciekawe. Już nie mogę się doczekać xx. " . Po chwili dostałam odpowiedź : " Ja też. Chciałbym, żebyś przyszła już teraz ale mam lekcje śpiewu ; c " .
      Poszłam do swojego pokoju i przebrałam się z dresu w czarne rurki i czerwoną bluzę Cool Story Bro. Poprawiłam swoje rozpuszczone, brązowe włosy i powoli zaczęłam się zbierać do chłopaka. Wciągnęłam na nogi czarne Vansy i wyszłam z domu. Byłam ciekawa co to za niespodzianka. Chciałam być już na miejscu, bo stęskniłam się po całym dniu bez niego. Kiedy dochodziłam pod jego dom było już parę minut po 18. Chyba nie będzie miał mi za złe spóźnienia. Otworzyłam furtkę prowadzącą do jego domu i stanęłam pod szklanymi drzwiami. Zadzwoniłam na dzwonek i czekałam, aż blondyn mi otworzy. Jakież to było moje zdziwienie kiedy zamiast chłopaka zobaczyłam przed sobą Taylor.
- Oo, Coco. Ale niespodzianka ! - powiedziała sarkastycznie.
- Przyszłam do Niall'a. - odparłam zdziwiona.
- Oh, musisz trochę poczekać, bo właśnie się ubiera. - uśmiechnęła się, a ja zmierzyłam ją wzrokiem. Miała nieco rozmazany makijaż, potargane włosy, a ciuchy leżały na niej jakby ktoś próbował się do niej dobrać.
- Ja już muszę lecieć, przekaż mu, że było fantastycznie. - dodała z dumą i odeszła w drodze poprawiając swoje ubranie i włosy. Usłyszałam kroki z domu chłopaka i zobaczyłam go idącego w moją stronę i zakładającego na siebie koszulkę. Dopiero wtedy załapałam aluzję. On się z nią przespał. Spojrzałam na niego czując jak w oczach zbierają mi się łzy.
- Jak mogłeś ? - spytałam cicho i wybiegłam na ulicę. Słyszałam tylko stłumione krzyki chłopaka, ale nie obchodziły mnie już teraz. Biegłam przed siebie chcąc jak najprędzej znaleźć się w domu. Tam od razu rzuciłam się na łóżko z głośnym płaczem. To właśnie ten ból, którego się bałam. Właśnie dlatego nie chciałam aby się dowiedział. Bo najgorzej jest kiedy poznając kogoś, mając z nim coraz lepszy kontakt, zaczyna ci zależeć. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę z tego, że oczekujesz od niego czegoś więcej. Przyzwyczajasz się do jego obecności, rozmów i gestów. A kiedy myślisz o czymś więcej, on idzie do innej. Tak po prostu. Najgorsza jest właśnie ta nadzieja, którą ci daje, a później odbiera zmieniając twoje życie diametralnie. Zostaje ci tylko zadawać sobie pytanie po co to wszystko było ?
     Kolejnego dnia ciężko było mi iść do szkoły. Wiedziałam, że to oznacza spotkanie z nim. Będzie próbował się tłumaczyć, albo po prostu sobie odpuści. A obydwie opcje będą zadawać kolejny ból. Wyszłam z domu z przybitą miną i usiadłam na krawężnik aby zaczekać na Effy. Kiedy ta wyszła była zdziwiona moim widokiem. Nie taką widziała mnie przez ostatnie dni.
- Co się stało ? Płakałaś ? - zaczęła zadawać pytania. Nie miałam ochoty o tym rozmawiać, ale była moją przyjaciółką i tylko jej potrafiłam zaufać. Pokiwałam głową przyznając jej rację, a z oczu zaczęły spływać mi kolejne łzy. Dziewczyna przytuliła mnie, a ja opowiedziałam jej co się stało. Nie mogła uwierzyć w to co zrobił Niall. Sądziła, że Taylor to przeszłość, a jedyną jego miłością jestem ja. Cóż, ja też się pomyliłam co do niego.
     Szłyśmy szkolnym korytarzem i właśnie wtedy on i Harry wyszli z klasy w naszym kierunku. Podszedł do mnie i chciał już coś powiedzieć, ale ja zabrałam pierwsza głos.
- Dobrze, że cię widzę. Zapomniałam przekazać od Taylor, że byłeś fantastyczny. - uśmiechnęłam się ironicznie i odeszłam. Nie miałam zamiaru pokazywać przed nim jak mnie zranił, wolałam udawać twardą. W szkole zabrzmiał dzwonek na lekcje, a mimo tego, że Niall nie miał lekcji w tej części budynku co ja, to szedł za mną próbując mnie dogonić. Przyśpieszyłam tempa i weszłam do damskiej toalety opierając się o drzwi.
- Coco, wyjdź, proszę. - usłyszałam jego głos.
- Odwal się ode mnie ! - warknęłam.
- Nie ! Zależy mi na tobie i nie odpuszczę. - odpowiedział.
- Są już lekcje, więc idź.
- Nie śpieszy mi się.
- Ja też mam czas. - usiadłam pod drzwiami.
- Super ! - odparł i z tego co usłyszałam osunął się po drzwiach na ziemię. Siedzieliśmy tak w ciszy kiedy nagle on się odezwał.
- Coco, ja się z nią nie przespałem. Przyszła do mnie odnieść pożyczone płyty, a ja w tym czasie przebierałem się na górze. Usłyszałem dzwonek i wiedziałem, że to ty, więc powiedziałem, żeby cię wpuściła i kazała zaczekać. Nie sądziłem, że zrobi taką scenę.
- Mhm. - mruknęłam w odpowiedzi.
- Naprawdę mi na tobie zależy. I mam dla ciebie tą niespodziankę. - nie odpowiedziałam nic. Nie otworzyłam drzwi, ciągle siedziałam na podłodze, mając w głowie mętlik. I nagle on zaczął śpiewać.
[...]
You’ll never love yourself half as much as I love you
You’ll never treat yourself right darlin'
But I want you to
If I let you know I'm here for you
Maybe you'll love yourself like I love you, oh

[...] - Niall, to twoja piosenka ? - zdziwiłam się.
- Napisałem ją dla ciebie. To była ta niespodzianka. Nie chciałem cię zranić. Chciałem powiedzieć, że cię kocham. Wybacz mi. - stanęłam na ziemię, otarłam łzy, które od jakiegoś czasu spływały po mojej twarzy i otworzyłam drzwi. Stał przede mną smutny a zarazem pełen nadziei. Zbliżyłam się do niego, stanęłam na palcach i pocałowałam go. Był zdziwiony ale już po chwili odwzajemnił gest.
- Ja ciebie też kocham. - odpowiedziałam zagryzając wargę w uśmiechu.


czwartek, 1 listopada 2012

Rozdział 23

          Znowu obudziłam się zalana łzami. Nie potrafiłam się uspokoić i pozbierać myśli. Wstrzymywałam oddech, by nie wybuchnąć płaczem. Na nic. Po kilku sekundach cisza w pokoju zamienia się w głośny szloch. Nie daję sobie rady. Snuję się po mieszkaniu, kiedy wszyscy śpią. Słychać było tylko moje kroki, kiedy zbliżam się do lodówki i wyciągam kolejne piwa. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam jakiś kanał. Wydawać by się mogło, że oglądałam film, ale myślami cały czas jestem gdzie indziej. Nie ważne czy była trzecia nad ranem czy czwarta. Przesiadywałam tak całe noce.. Moi przyjaciele wiedzieli o tym dobrze. Nie dziwili się kiedy w nocy, schodząc po wodę do kuchni, zastawali mnie samą w ciemnym salonie, który oświetlał tylko ekran telewizji. Zazwyczaj siadali obok mnie i próbowali podnieść mnie na duchu. Było ciężko.
          W końcu nie wytrzymałam. Usiadłam w kącie i zaczęłam szeptać sobie ' dość! ' . Po ukrytej w dłoniach twarzy spływały gorzkie łzy. Zagryzłam wargi do krwi, byle tylko nie zacząć głośno krzyczeć z bólu. Myślałam tylko o nim. Jego słowa huczą mi w głowie do dziś, niczym echo. Minął już tydzień, a czuję się jakby to była wieczność. Może powinnam już sobie odpuścić ? Zacząć się śmiać, poczuć w sercu pustkę, zakończyć z uczuciami i zamienić serce w kamień ? Nie. Nie. Grace opanuj się. Nie mogę pozwolić aby jeden chłopak zniszczył mi życie swoimi gierkami.

Harry.

         Sytuacja w domu była napięta. Przyjaciele nie rozumieli jak mogłem skrzywdzić Grace. Właściwie sam siebie nie rozumiałem. Zayn był na mnie wściekły. Ta dziewczyna wiele dla niego znaczy, a ja zniszczyłem jego szansę na szczęście z nią. Może nie powinienem był się wpieprzać między nich. Może gdyby wybrała go, byłaby teraz szczęśliwa. Dlaczego zakochała się we mnie ? Ona musi o mnie zapomnieć, ja o niej też. Właściwie to i ona mnie zraniła. Jak mogła pomyśleć, że ją zdradzam ? Gdyby mi ufała i wierzyła w naszą miłość, do niczego by nie doszło. Ale teraz rozumiem, że nie mogę jej więcej ranić.
         Udaję twardego, nieczułego dupka, którego nie obchodzi jak Grace cierpi. Tylko po to aby się we mnie odkochała. Żeby stwierdziła, że nie jestem jej wart. Żeby zapomniała. To trudne, bo żyjemy w jednym domu, mamy wspólnych przyjaciół i ciągle na siebie wpadamy. Kiedy widzę ból w jej oczach, mam ochotę ją przytulić. Może kiedyś uda mi się wyrzucić z siebie wszelkie uczucia.


Grace.


        Kiedy w końcu nieco się uspokoiłam i spędziłam całą noc w swoim łóżku, zmorzona snem, miałam nadzieję, że w końcu się wyśpię. Ale mój spokój zaburzyła Lily, która z samego rana wpadła do mojego pokoju i kazała mi się szykować na miasto. Próbowałam się wykręcić, ale dziewczyna nie dała mi spokoju. Ubrałam się w TEN zestaw, pomalowałam się i pofalowałam brązowe włosy. Od tygodnia, znów poczułam się dziewczęco, bo przez ten czas nosiłam tylko dresy.
- No chodźże już piękna ! - poganiała mnie Lily. Wyszłyśmy z domu i udałyśmy się w kierunku centrum. Muszę przyznać, że potrzebowałam takiego wypadu z przyjaciółką. Kiedy obeszłyśmy parę sklepów, poszłyśmy do kawiarni. Zajęliśmy stolik na zewnątrz i zamówiłyśmy sobie po mrożonej kawie. Zaczęłyśmy wspominać sobie szkolne czasy, kiedy obydwie mieszkałyśmy w Sheffield. Cały czas śmiałyśmy się ze swoich przygód. Brakuje mi tych beztroskich dni..
          Kiedy opuściłyśmy kawiarnię, sądziłam, że wrócimy już do domu, ale Lily uparła się na jeszcze parę sklepów. Przeglądałam nową kolekcję ubrań, gdy nagle blondynka podbiegła do mnie z sukienką w ręce i z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Nie uważasz, że ta sukienka byłaby idealna dla ciebie ? - spytała, machając mi nią przed oczami.
- Jest super, ale nie potrzebuję sukienki. - uśmiechnęłam się i powróciłam do przewijania wieszaków. Dziewczyna wpatrywała się we mnie przygryzając wargę, więc stwierdzając, że coś jest na rzeczy, odwróciłam się z powrotem w jej stronę.
- Zapomniałam o czymś ? - zastanowiłam się chwilę, czy abym na pewno nie potrzebowała sukienki.
- Nie, nie. Tylko chciałam, żebyś poszła ze mną na imprezę do koleżanki. - wyszczerzyła się niepewnie.
- Lil, poszłabym z tobą, ale nie jestem teraz w nastroju do balangowania. Dlaczego nie weźmiesz Niall'a ?
- Emm, bo oni mają wieczorem jakieś ważne spotkanie i dlatego on nie może. Proszę idź ze mną.
- Zrozum mnie.
- Grace, to, że on z tobą zerwał nie oznacza końca świata. Harry nie jest ciebie wart. Jak widać jego nic nie obchodzi i poszedł dalej, więc i ty powinnaś tak zrobić. Pokaż mu co stracił. Chodź ze mną na imprezę i po prostu zapomnij. I kup tą sukienkę. Niech będzie ona dla ciebie nowym początkiem. - miała rację. Przecież nie mogę się wiecznie załamywać. Po chwili zastanowienia wzięłam od niej sukienkę, na co ta się ucieszyła. Znaleźliśmy jeszcze strój dla niej i poszłyśmy kupić odpowiednie buty.
           Po zakupach wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy się szykować. Ubrałam, więc na siebie zakupioną sukienkę i czarne lity. Zrobiłam sobie mocniejszy makijaż i poprawiłam swoje pofalowane włosy. Kiedy byłam gotowa, zeszłam do salonu gdzie spotkałam Lily. Bordowa sukienka, którą dziś kupiła, wyglądała na niej nieziemsko, a pofalowane, blond włosy tworzyły z nią idealny kontrast. Gotowe na zabawę, wyszłyśmy z domu. Zdziwiłam się na widok białej limuzyny stojącej przed naszą posiadłością.
- Lily, skąd ta limuzyna ? - zapytałam zaskoczona.
- Niall chciał się zrekompensować i nam ją podstawił. - zaśmiała się, a ja w odpowiedzi przewróciłam tylko oczami. Wsiadłyśmy do pojazdu i odjechaliśmy w kierunku klubu. Kiedy szofer otworzył drzwiczki, oślepiły mnie blaski fleszy z zewnątrz, jednak nie miałam pojęcia skąd one tutaj.
- Paparazzi ? Lil, kogo to impreza ?! - zatrzymałam dziewczynę, która chciała już wysiadać.
- Wytłumaczę ci w środku, a teraz chodź. - odpowiedziała i opuściła limuzynę. Ja siedziałam w niej jeszcze chwilę, przypominając sobie premierę, na którą zaprosili nas chłopaki. To jak wysiadając z limuzyny potknęłam się i gdyby nie Harry, mój upadek zostałby upubliczniony na całym świecie. Tamten wieczór był wyjątkowy, bo zapoczątkował nasz związek. Dziś wysiadam z limuzyny kolejny raz, ale tym razem nie ma koło mnie nikogo, kto uratowałby mnie przed porażką.
          Opuściłam samochód bez żadnej trudności i z przyklejonym do twarzy uśmiechem, dołączyłam do Lily. Szybko przebrnęłyśmy do wejścia, gdzie było o wiele spokojniej.
- Wytłumaczysz mi to wszystko ? Kogo to przyjęcie ? - spytałam ciekawa całej tej sytuacji.
- Chodź. - dziewczyna pociągnęła mnie z holu na główną salę, gdzie o mało nie doznałam szoku.
- Happy Birthday !! - krzyknęli wszyscy zebrani zwróceni w moją stronę. Byli to wszyscy moi znajomi z Sheffield oraz Londynu. Na scenie stał mój tata, Perrie, Eleanor, Danielle oraz chłopaki z zespołu. Z wyjątkiem jego. Całą sale wypełniały fioletowe światła z góry, a nad sceną wisiał wielki transparent z napisem " Happy eighteenth birthday Grace ! ". Dopiero wtedy zrozumiałam po co to wszystko. Zupełnie zapomniałam, że moje urodziny są już dziś. I gdyby nie oni, chyba bym je przeleżała w łóżku użalając się nad swoim życiem.
          Lily zaprowadziła mnie na scenę, a ja ze zdumioną miną wpatrywałam się w swoich przyjaciół i rodzinę. Wszyscy zaśpiewali mi ' Happy Birthday' i złożyli życzenia. To było niesamowite, jak bliscy ludzie mogą sprawić ci taką radość, w nawet najgorsze dni. Mój makijaż zapewne zniszczył się już przez łzy, ale tym razem były one ze szczęścia.
          Po oficjalnej części przyjęcia, Dj zapuścił muzykę i wszyscy zaczęli dobrze się bawić. Nawet ja postanowiłam zapomnieć choć na chwilę o Harrym i trochę zaszaleć. Udałam się z przyjaciółmi na parkiet i zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki klubowej. Miło było po takim czasie spotkać znajomych z Sheffield i tak po prostu porozmawiać z nimi o błahych sprawach.
           W końcu zmęczona już tańcem usiadłam przy stoliku, a przyjaciele podążyli za mną. Cała ta impreza była ich zasługą, a ja byłam im dozgonnie wdzięczna.
- Nie wiem jak wam za to dziękować. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy, którego od jakiegoś czasu mi brakowało.
- Nie masz za co. Ale fakt, że gdyby nie my zapomniałabyś, haha. - odpowiedział rozbawiony Louis.
- Ostatnio nie myślałam o niczym innym jak o .. a właśnie. Zaprosiliście go ? - spytałam wbijając przy tym wzrok w swoje buty.
- Tak, ale pod warunkiem, że będzie się zachowywał. - odparł Liam.
- Ej,ej ! Zmieniamy temat. Dziś jest twój dzień i masz o nim zapomnieć. Jasne ? - wtrąciła Pezz.
- Jasne. - uśmiechnęłam się. Nagle na sali zrobiło się ciemno, a oświetlona była tylko scena. Wszedł na nią mój tata z mikrofonem w ręku. Wiedziałam już co to oznacza.
- Grace, pamiętam jak jeszcze niedawno uczyłaś się chodzić, trzymałem cię za ręce i miałem nadzieję, że wyrośniesz na kogoś z kogo będę mógł być dumny. Teraz stoję tutaj i widzę, że spełniło się moje największe marzenie. Chciałbym, żebyś wiedziała, że mimo tego, że wchodzisz właśnie w dorosłość, ja nadal będę się o ciebie martwił i pomagał w trudnych chwilach. Życzę ci spokojnego i radosnego życia. Jestem z ciebie dumny i kocham cię najbardziej na świecie. - wszyscy zaczęli klaskać, a ja ze łzami w oczach wbiegłam na scenę i rzuciłam się tacie w ramiona.
- Dziękuję. - szepnęłam, a w tej chwili Lily z Niall'em wprowadzili na scenę duży, piętrowy tort ze świeczkami. Byłam naprawdę pod wrażeniem.
- Czas na urodzinowe życzenie ! - powiedział entuzjastycznie blondyn.
          Urodzinowe życzenie? - Żeby wrócił. Pomimo tego wszystkiego co powiedział wrócił, ja mu wybaczę. Żeby wszedł na tę salę i powiedział, że mnie kocha, że już mnie nie skrzywdzi i, że wszystko się ułoży. Zdmuchnęłam świeczki, z nadzieją, że życzenia się spełniają.
          Pokroiłam tort dla wszystkich gości, a po jego zjedzeniu powróciliśmy do zabawy. Dziś był idealny dzień. Prawie idealny. Chciałabym żeby on tu był. Tu i teraz, bez żadnego ale. Żeby przyszedł, przytulił, nie mówiąc nic. To by rozwiązało wszystkie moje problemy.
         I właśnie w tym momencie spojrzałam na drzwi wejściowe do sali. Przyszedł. Na jego widok o mało nie dostałam palpitacji serca. Jednak to chwilowe uczucie szczęścia, szybko zgasło. Przyszedł, ale nie sam. Jego dłoń spleciona była z dłonią jakiejś dziewczyny.

Harry.

         Dziś jej urodziny. Tak bardzo chciałbym iść na to przyjęcie, zaśpiewać jej piosenkę, która ukazałaby wszystkie moje uczucia skierowane do niej i wyjaśnij jej wszystko. Ale nie powinienem. Muszę pokazać, że mi nie zależy. Tak szybciej o mnie zapomni. Tylko ja nie potrafię o niej zapomnieć.
         Po pracy nie wracałem nawet do domu. Skierowałem się w stronę klubu i usiadłem przy barze, prosząc o drinka. Sączyłem jeden po drugim, aż zaczęło kręcić mi się w głowie. Potrzebowałem chwili zapomnienia.
         Poczułem obok siebie czyjąś obecność. Spojrzałem w bok i zauważyłem śliczną dziewczynę o blond włosach. Na jej widok uśmiechnąłem się, czego od jakiegoś czasu w ogóle nie robiłem. Nie miałem do tego powodu.
- Harry Styles, samotny, pijany w barze. No proszę. - skomentowała mnie swoim delikatnym głosem.
- Różnie w życiu bywa.
- Rozumiem.
- Skoro znasz mnie, to może pozwolisz, że i ja ciebie poznam.
- Do rana zapomnisz. - zaśmiała się.
- Więc mi na to nie pozwól. - odparłem. Dziewczyna pociągnęła mnie za rękę na parkiet. Spletliśmy swoje dłonie i zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Pomimo mego stanu, wciąż dawałem radę. Bawiliśmy się razem cały wieczór, aż do zamknięcia lokalu. Dużo rozmawialiśmy, ale nie byłem zbyt trzeźwy, aby cokolwiek zapamiętać. Opuściliśmy klub i stanęliśmy pod murem zastanawiając się co dalej.
- Dopiero północ, a do rana jeszcze długo. I jak ja mam nie pozwolić ci o sobie zapomnieć, hmm ? - powiedziała w zamyśle, a ja działając pod wpływem chwili przyparłem ją do ściany i wpiłem się w jej rozpalone usta. Nie protestowała, odwzajemniła ten gest i wręcz starała się przejąć inicjatywę, na co ja jej nie pozwalałem. Odsunąłem się od niej, na koniec przygryzając delikatnie jej wargę.
- Znam pewne miejsce, gdzie możemy się zabawić. - odparłem z uśmiechem. Zatrzymałem nadjeżdżającą taksówką i wciągnąłem do niej dziewczynę, której imienia nawet nie znałem, a może po prostu nie zapamiętałem. Podałem adres pewnego klubu i samochód ruszył w jego kierunku.

Grace.

        Wziął ją za rękę i pociągnął na parkiet. Zbliżył się do niej na minimalną odległość i objął ją mocno, tak jak niedawno jeszcze mnie. W pewnym momencie pocałował ją. Zachłannie, namiętnie całowali się na moich oczach. Czułam jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Odwróciłam się i wybiegłam z sali na korytarz. Czułam łzy na rozpalonych ze złości policzkach. Po chwili już nie wytrzymałam i wybuchłam głośnym płaczem. Jak mógł mi to zrobić ? Jak mógł zniszczyć mi ten wyjątkowy dzień ? Przecież to miał być mój nowy początek, bez niego. Nie tak to miało wyglądać.
- Grace ! - usłyszałam jak ktoś zaczął wołać moje imię. Po chwili zbliżył się do mnie i pochylił, aby objąć mnie ramieniem. - Nie płacz, nie jest ciebie wart. - rozpoznałam głos i zapach Zayn'a. Każdy mi to powtarzał, ale nikt nie rozumiał, że ja po prostu kocham go bezgranicznie. Ciągle miałam złudną nadzieję, że jego słowa to tylko kłamstwo, że tak naprawdę on też mnie kocha. Ale skoro całuje się już z inną, to znaczy tylko jedno.
          Zayn próbował mnie nieco uspokoić i nawet mu się to udało. Jego wsparcie dużo dla mnie znaczyło.
- Zayn, mogę cię o coś spytać ? - spytałam przez łzy.
- Zawsze, o wszystko. Przecież wiesz.
- Czy ty.. czy zastanawiałeś się może kiedyś.. jak by to było gdybym rok temu wybrała ciebie ?
- Grace, robię to codziennie. - odparł po chwili ciszy, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. - Nigdy nie przestałem cię kochać, wiesz ? Zawsze byłaś i będziesz dla mnie ważna. Kiedy patrzę na ciebie i Harry'ego ... zawsze sądziłem, że to dobrze, że wybrałaś jego, bo wasze szczęście było widoczne na odległość. Ale teraz, po tym co on ci zrobił, mam ochotę go zabić, bo wiem, że ja nigdy bym cię nie skrzywdził.
- Wiem to, Zayn. Ja też często się nad tym zastanawiam. Czasami.. brakuje mi tych chwil kiedy zabierałeś mnie do studia i byliśmy tylko my, nikt inny się nie liczył.
- Taa.
- To już nie wróci, prawda ? Jesteśmy starsi.. Ty masz Perrie.. Ja ma.. miałam Harry'ego. Każdy z nas ma swoje życie.
- Tak nie musi być. Dziś jest twój dzień.. Jeśli chcesz, zabiorę cię tam znowu i będzie tak jak dawniej. Będziemy po prostu przyjaciółmi, którzy beztrosko spędzając czas.
- Nie wiem, Zayn. To chyba nie fair wobec Perrie.
- Daj spokój..ona też spędza czas z przyjaciółmi.
- Ehh, no dobra. - uśmiechnęłam się i chwyciłam jego dłoń. Opuściliśmy budynek i udaliśmy się w kierunku jego studia. Znów mogłam zapomnieć o wszystkim. Znów liczyłam się tylko ja i Zayn. Znów mogłam z fascynacją patrzeć na to co robi mój przyjaciel. Właśnie tego mi było trzeba, odskoczni od rzeczywistości. Przestałam już myśleć o tym, że za parę godzin to wszystko będzie już tylko wspomnieniem..
          Spędziłam z Zayn'em wspaniałe dwie godziny i zdecydowaliśmy wrócić na imprezę. Bałam się, że gdy zobaczę Harry'ego to cały ból powróci. Ale starałam się o tym nie myśleć. W progu przywitała nas Perrie, która szukała chłopaka i nie było zadowolona naszym widokiem.
- Mogę wiedzieć gdzie byliście ? - spytała nieco podirytowana.
- Zayn, wziął mnie na spacer, bo nie chciał, żebym patrzyła na Harry'ego z jego nową zdobyczą. Nie martw się, masz wspaniałego chłopaka. - uśmiechnęłam się do niej i zostawiłam ich samych. Zrobiłam parę kroków na przód, a gdy się odwróciłam, para już się przytulała. Już się bałam, że przeze mnie się pokłócą. Weszłam na salę i na szczęście Harry'ego nigdzie nie widziałam. W pewnym momencie ktoś chwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Tata.
- No wreszcie cię znalazłem.
- Przepraszam, ale widok Harry'ego nie był tym najprzyjemniejszym. Musiałam trochę odetchnąć.
- Rozumiem. - odparł i przytulił mnie do siebie. - Chyba muszę sobie z nim porozmawiać.
- Nie tato. Nie chcę abyś mieszał moje prywatne sprawy z twoimi zawodowymi.
- Kiedy zdążyłaś mi wyrosnąć na taką dojrzałą dziewczynę ? - zapytał żartobliwie. - Chodź, czas na twój prezent ode mnie. - wziął mnie za rękę i pociągnął na zewnątrz. Nie wiedziałam o co chodzi, ale za chwilę pod budynek podjechał czarny Ford Mustang Boss 302. Kierowca wysiadł z niego i podał kluczyki mojemu ojcu.
- Prawo jazdy już zdałaś, więc stwierdziłem, że na niego zasługujesz. - uśmiechnął się i podał mi kluczyki.
- Dziękuję ! - przytuliłam się mocno do taty. Wtedy podeszli do nas również przyjaciele.
- My też o tobie nie zapomnieliśmy. - skwitował Liam. Podchodzili do mnie po kolei i wręczali mi prezenty. Od Niall'a i Lily dostałam gitarę elektryczną, której zakup planowałam już dawno, ale nigdy nie miałam na to czasu. Od Zayn'a i Perrie białe martensy, których im zazdrościłam, ale jakoś nie miałam okazji ich kupić. Od Liam'a i Danielle otrzymałam nową lustrzankę, bo ' stara jest za słaba na mój wielki talent', a od Louis'a i Eleanor tablet, którym bawiłam się w sklepie i nie chciałam odejść od stoiska.
- Jesteście porąbani. - zaśmiałam się. - Ale dziękuję. Za wszystko.
         Do domu wróciłam z uśmiechem na twarzy. Nie chcąc aby ta radość prysła w jednej chwili, szybko położyłam się do łóżka i zmęczona zasnęłam.


// coś wyszło. ; p

czwartek, 18 października 2012

Rozdział 22

         Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. Stałam jak wryta ze łzami w oczach i patrzyłam na szczęśliwego chłopaka w towarzystwie innej dziewczyny. Czyli to tak spędzał ostatnie wieczory ? To były te ważne sprawy, które musiał załatwić ? Wierzyłam mu w każde słowo, zaufałam mu. A okazuje się, że kłamał.
         Zaczęłam za nimi biec, lecz zastałam tylko zamkniętą bramę. Uderzyłam pięściami o blachę i opierając się o nią plecami, zjechałam w dół. Skuliłam się siedząc na chodniku, a łzy nie przestawały lecieć po mojej twarzy. Ludzie przechodzili obok mnie, patrząc na mnie jak na bezdomnego. Czy człowiek nie może już okazać trochę słabości ? Poddać się ?
          Wróciłam do domu i kompletnie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Chodziłam z kąta w kąt myśląc co teraz będzie między mną i Harrym. Dla mnie to chyba oczywiste.. Chyba, bo mimo wszystko kocham go..
         Chłopaki już spali w pokojach, a ja siedziałam w salonie na kanapie i czekałam na niego. Długo u niej był.. W końcu jednak usłyszałam skrzypienie drzwi i cichy tupot chłopaka. Wszedł do salonu i przestraszył się gdy mnie w nim zobaczył. Nie spodziewał się, hę ?
- Wystraszyłaś mnie. - zaśmiał się i podszedł aby pocałować mnie, jednak ja odsunęłam się. - Co jest ? Czemu tak tu siedzisz ? - zauważył, że coś jest nie tak.
- Gdzie byłeś ? - spytałam beznamiętnie.
- Mówiłem ci, że idę do kolegi.
- Ahh, do kolegi.
- O co ci chodzi ? - zapytał poddenerwowany.
- O co mi chodzi ? - wstałam wkurzona. - O to, że widziałam cię z kimś kto wcale nie wyglądał na kolegę ! Długie nogi, zgrabna figura, falowane włosy.. tak, to na pewno nie był kolega Harry. Oszukałeś mnie. To do niej ciągle chodziłeś tak ? Zdradzasz mnie z nią i do tego ciągle zrzucasz winę na mnie ! To ja się ciągle ciebie czepiam, prawda ? A wcale nie mam powodu, no nie ? - wykrzyczałam mu w twarz.
- Czekaj.. śledziłaś mnie ? - spytał spokojnie, zmieniając temat.
- Nie uciekaj od tematu !
- To koniec. Koniec z nami, Grace ! - powiedział zirytowany zupełnie ignorując to co mówię.
- Co ? - byłam zaskoczona. To chyba ja powinnam z nim zerwać. A on jeśli mnie kocha powinien o mnie walczyć. A mimo to rzuca mnie pierwszy ?
- Koniec zaufania oznacza dla mnie koniec związku.
- A dziwisz mi się ?!
- Nie zdradziłem cię ! Okej, nie szedłem do kolegi, ale Caroline to moja przyjaciółka i do tego żonata.
- To po jaką cholerę się z nią spotykałeś ? Zostawiałeś mnie każdego dnia, dla niej !
- Chcesz wiedzieć ?
- Tak !
- Kupiłem dla nas dom. To miał być twój prezent urodzinowy. Potrzebowałem kogoś do pomocy, więc poprosiłem Caroline. Codziennie pracowaliśmy nad tym aby wszystko było idealnie. Dla ciebie. Ale jak widać nie było warto.. - zatkało mnie. Patrzył na mnie z pogardą i nie dziwię mu się. Oskarżyłam go o zdradę, kiedy on szykował dla mnie niespodziankę. Chciał ze mną zamieszkać, a ja .. zawaliłam.
- Harry ja...
- Nie. Mam dość ! - krzyknął i poszedł na górę. Chwilę potem usłyszałam trzask drzwi. Brawo Grace, spieprzyłaś swój związek. On mi tego nie wybaczy. Mogłam mu przecież zaufać, wiele razy powtarzał jak bardzo mnie kocha.

         Nie wiem jakim cudem udało mi się zasnąć. Nie mogłam opanować płaczu, wciąż przed oczami miałam naszą kłótnię. Co teraz z nami będzie ? Przecież się kochamy.. to znaczy ja go kocham. Popełniłam błąd, którego nie mogę już naprawić.
         Wyszłam z pokoju i schodami zbiegłam na dół. W kuchni siedzieli chłopaki i jedli śniadanie. Za chwilę mieli wyjście do radia, więc znów będę sama w domu. Dopiero po południu przyjedzie Lily, czego Niall nie może się już doczekać. Weszłam do pomieszczenia wypełnionego zapachem smażonego bekonu i wszystkie oczy skierowały się na mnie.
- Czekam w samochodzie. - oznajmił Harry i minął mnie wbijając we mnie swoje wrogie spojrzenie. Zacisnęłam kurczowo powieki i usta, nie chcąc się rozpłakać. Bynajmniej nie przy nich.
- Grace, w porządku ? - stanął koło mnie Liam gdy tylko usłyszał trzask zamykanych drzwi.
- Nie. - pokręciłam przecząco głową. Chłopak przytulił mnie do siebie próbując pocieszyć mnie choć trochę. Nie mogłam ich przetrzymywać, bo spóźniliby się do pracy, dlatego odsunęłam się i posłałam mu niemrawy uśmiech. - Nie martwcie się. Idźcie, bo wam Hazz odjedzie. - pognałam ich i po przytuleniu każdego z nich, zostałam sama.
         Rozmyślając o całej tej sprawie stwierdziłam, że nie tylko ja jestem winna. Harry mógł mi powiedzieć, że spotyka się z koleżanką. Do tego ta rozmowa w kinie. A co jeśli jednak mnie zdradzał, a zerwał bo nie potrafił się wytłumaczyć ? Mam cholerny mętlik w głowie, nie wiem już sama co myśleć o tym wszystkim. Ale skoro on ze mną zerwał, musiało mu nie zależeć. Może zwyczajnie mnie nie kochał, a to była dla niego dobra okazja do zakończenia tego ? Skąd tyle pytań ? Gdzie do cholery są odpowiedzi ? Może powinnam to po prostu pieprzyć. Jemu nie zależy, dlaczego mi powinno ? Jeśli ja dla niego nic nie znaczę, to dlaczego on znaczy dla mnie tak wiele. Jest całym moim światem i może właśnie w tym problem ?
         Po paru godzinach wyszłam z domu na przystanek po Lily. Siedziałam chwilę na ławce, aż wreszcie przyjechał autobus. Blondynka wyszła z niego z wielkim uśmiechem na twarzy i od razu rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Nie było jej tylko parę dni, ale strasznie tęskniłam.
- Co słychać w Sheffield ? - zapytałam spacerując z nią parkiem w kierunku domu.
- Po staremu. Lepiej mów co tutaj się działo. - odpowiedziała ciekawa.
- Emm.. tutaj też po staremu.
- Serio ? A co z tobą i Harrym ?
- Nic. - burknęłam chcąc uniknąć tego tematu.
- Rozmawiałam dziś z Niall'em i z tego co mówił...
- Zerwał ze mną. - przerwałam jej. Widząc jej zdziwioną minę wiedziałam, że będę musiała jej wszystko opowiedzieć. Usiadłam na ławkę, a ona zaraz obok mnie.
- Dlaczego ? - dopytywała. Opowiedziałam jej w skrócie wydarzenia z ostatnich dni, a ona słuchała mnie z niedowierzaniem. - Nieźle. I co teraz ? Zostawisz to tak ?
- A co mam zrobić ? Jemu nie zależy to mnie też..
- A może mu zależy ? Może działał pod wpływem emocji ? Porozmawiaj z nim jeszcze.
- Może. - mruknęłam sama nie wiedząc co robić. Może to dobre rozwiązanie. I chyba jedyna możliwość dowiedzenia się co on tak naprawdę do mnie czuje. Wróciłyśmy do domu. Chłopaki już byli. Niall poderwał się z kanapy i przywitał Lily czułym pocałunkiem.
- Jest Harry ? - spytałam ich niepewnie.
- U siebie. - odpowiedział Lou.Poszłam więc na górę i przystanęłam przed jego drzwiami. Wahałam się, ale w końcu zapukałam i weszłam do środka. Leżał na łóżku lecz gdy tylko mnie zobaczył, podniósł się.
- Odejdź. - warknął zaciskając pięści na kołdrze. Nie ruszyłam się, stałam wpatrując się w chłopaka, którego mimo że znałam już długo, nie poznawałam. - Wyjdź ! - ponownie krzyknął.
- Odejdę. Tylko spójrz mi w oczy i powiedz, że mnie nie kochasz. Że to wszystko dla ciebie już minęło, że nasz związek już nic dla ciebie nie znaczy. Że ci nie zależy. Że było minęło, a życie toczy się dalej. Wtedy odejdę, na zawsze.
-  Nie kocham cię. - po chwili wbijania tępo wzroku w podłogę, poniósł go na mnie i wypowiedział te trzy słowa, które w jednej sekundzie cholernie zraniły. Nie spodziewałam się, że to powie. Miałam nadzieję, że zaprzeczy, że podejdzie i przytuli mnie mocno. Powie, że mnie kocha i nie chce mnie stracić. Myliłam się. Co do niego, co do tego pieprzonego związku.
- Dobrze wiedzieć. - odwróciłam się i wyszłam zatrzaskując za sobą drzwi.

Harry.

Jej pytanie kompletnie mnie zamurowało. Oczywiście, że ją kocham, a nasz związek znaczy dla mnie wiele. Zależy mi na niej najbardziej na świecie. Dlaczego jednak zgodziłem się z tym wszystkim ? Widziałem ból w jej oczach kiedy wypowiedziałem te trzy słowa. Chciałem zatrzymać ją, objąć w pasie, przyciągnąć do siebie i wpić się w jej malinowe usta, przytulić mocno i już nigdy nie wypuścić jej z rąk. Ale nie mogłem. Zrozumiałem, że nie jestem dla niej odpowiedni. Zasługiwała na kogoś lepszego ode mnie. Kogoś kto byłby przy niej w każdej chwili, dawał jej jeszcze więcej miłości niż ja. Ja nie byłem w stanie. Jestem osobą publiczną. Nie raz widziałem jak płakała przez hejty, które zbierały się każdego dnia. Przez posklejane w photoshopie zdjęcia, na którym rzekomo ją zdradzam. To ją raniło. Z tą niespodzianką też nie był dobry pomysł. Miała racje. Zostawiałem ją każdego dnia i spotykałem się z Caroline. Dla mnie to nic nie znaczyło, ale dla niej to kolejne ciosy zadane prosto w serce. Raniłem ją każdego dnia. Nie mogę już tak dłużej. Kocham ją, ale chcę aby była szczęśliwa. Ze mną to nie możliwe.


// miałam wątpliwości co do dalszych wydarzeń.
jedni chcieli zdrady, inni niespodzianki, inni nieporozumienia.
ja od początku planowałam żeby Harry przygotowywał jej niespodziankę
i postanowiłam zostać przy tym.