środa, 28 listopada 2012

Rozdział 25

         Przygotowania do imprezy zajęły mi mniej czasu niż przypuszczałam, dlatego mogłam jeszcze trochę odpocząć przed pojawieniem się gości.W międzyczasie włączyłam już muzykę, aby się trochę ożywić. Niedługo potem usłyszałam dzwonek i do domu weszli moi przyjaciele. Każdy zaczął z ciekawością rozglądać się po mieszkaniu na koniec stwierdzając, że mam dobry gust.
          Siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy przy naszych ulubionych kawałkach muzycznych. Mieliśmy także pierwszą okazję do poznania nowej dziewczyny Josh'a - Jade. Była dokładnie taka jak opowiadał mi chłopak. Szczera, rzucała prosto z mostu, nieco arogancka, ale mimo to miała w sobie coś przyjaznego. Nie miała problemu aby znaleźć ze mną czy Pezz, Dan i El wspólny język.
         Postawiłam na stół schłodzone butelki wódki, a towarzystwo od razu zawtórowało. Wtedy uświadomiłam sobie, że zapomniałam kupić szampana.
- Wybaczcie, ale kompletnie nie pomyślałam o szampanie. - rzuciłam do przyjaciół z grymasem.
- Na twoje szczęście my nie zapomniałyśmy. - zaśmiały się dziewczyny i wyjęły dwie butelki Don Peringon'a . Wyjęłam z szafki szampanówki, a Liam polał każdemu z nas.
- Za twoje zdrowie, nowe życie, miłość i wszystkiego czego zapragniesz - Zayn wzniósł toast, a każdy z nas wypił do dna swój trunek.
- Dobra, to teraz coś konkretniejszego i zaczynamy imprezę ! - zawołała Jade, na co każdy się zaśmiał. Dziewczyna miała dziś dobry humor, bo ciągle każdego rozbawiała. Wzięła ze stołu butelkę wódki i rozlała do szklanek, uzupełniając ją potem różnymi sokami. Jej drinki były niesamowite, więc jako gospodarz tej parapetówki byłam wyręczona z tego zadania. Malik wczuł się w rolę Dj'a i zapuszczał dobrą muzykę, a wszyscy zaczęli tańczyć i dobrze się bawić. Niall z Louis'em zrobili sobie Beer Pong'a przy czym dziewczyny kibicowały swojemu faworytowi. Miałam z nich niezły ubaw, bo po paru kieliszkach ich celność była zerowa.
- Mogę prosić do tańca ? - zapytał Zayn poruszając zabawnie brwiami. Chwyciłam go za rękę, a ten pociągnął mnie na 'parkiet' i przepchał się przez tańczących ludzi robiąc nam miejsce. Szaleliśmy tak długo, aż zmęczeni usiedliśmy na kanapie. Chwyciłam ze stołu swoją komórkę, aby sprawdzić czy aby czasem nie dzwonił tata. Na ekranie pojawiła się nowa wiadomość, ale jej nadawcą nie był mój ojciec. To Harry. Nie otworzyłam jej zastanawiając się jaka może być treść tego sms'a. Nawet procenty w mojej krwi nie pomagały mi z tym co do niego czułam. W końcu przycisnęłam klawisz komórki i pojawiła mi się wiadomość.        
 Grace, wiem, że mnie nienawidzisz, ale proszę przyjdź na chwilę do 'starego' domu. Muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego. Czekam xx. - Harry.
Coś ważnego ? Co takiego chciał mi powiedzieć ? Sama nie wiem co zrobić. Serce mówi idź, a rozum zostań. Ale jeśli nie pójdę, to nie dowiem się co chciał przekazać mi Lokers. A skoro wyciąga mnie po to z domówki to musi być coś naprawdę ważnego. Z tym, że nic mnie już z nim nie łączy, więc czego on jeszcze ode mnie chce ?
         Wstałam z kanapy i poszłam do sypialni po swoją kurtkę. Ubrałam ją idąc w stronę drzwi, kiedy na drodze stanął mi Zayn.
- Gdzie się wybierasz o tej porze ? - spytał zdziwiony.
- Harry chce się spotkać. - odparłam wbijając wzrok w czubek swoich butów.
- I tak po prostu do niego lecisz, po tym co ci zrobił ? - usłyszałam jego rozczarowany głos.
- Chcę wiedzieć, co ma mi do przekazania.
- Kochasz go prawda ?
- Chyba nie muszę ci odpowiadać na to pytanie.
- Dobra idź, ale bądź ostrożna. - poklepał delikatnie moje ramię i zniknął w salonie. Za to ja opuściłam swoje mieszkanie i chcąc czym prędzej znaleźć się w rodzinnym domu, wsiadłam do samochodu i wyjechałam na główną drogę. Dopiero po chwili oprzytomniałam i zdałam sobie sprawę, że wypiłam parę drinków. Na drodze było ciemno, ale za to pusto dlatego stwierdziłam, że nic złego się nie stanie, a do pokonania nie miałam dużo. Nie mogłam znieść ciszy jaka panowała w samochodzie, dlatego przeniosłam wzrok na odtwarzacz i włączyłam muzykę, która od razu wypełniła przestrzeń dobrym klimatem. Gdy spojrzałam na drogę ujrzałam tylko intensywne światło, a głośny klakson przegłuszył grającą piosenkę. Impulsywnie skręciłam kierownicą w prawą stronę, a po chwili poczułam silne uderzenie. Ból był nieznośny, ale nie trwał długo. Otoczyła mnie ciemność..

Harry.

Grace nie odpowiadała na moją wiadomość, przez co nie wiedziałem czy pojawi się w domu. Odważyłem się jej to napisać, poprosić o rozmowę, aby móc wreszcie powiedzieć jej, że tak naprawdę bardzo ją kocham. Dziewczyna jednak nie pojawiła się od godziny. Miałem złe przeczucie, że nie da mi szansy. Postanowiłem do niej zadzwonić, ale nie odbierała telefonu. Wybrałem więc numer Zayn'a, który odebrał już po 3 sygnale.
- No co jest Hazziuu. - usłyszałem jego głos, po którym mogłem rozpoznać, że chłopak nie jest trzeźwy.
- Jest Grace ? - spytałem bez owijania w bawełnę.
- Grace..super ma tą imprezę, szkoda, że cię nie ma. - odparł zupełnie nie na temat.
- Jest w domu ? 

- Super dom ma.
- Zayn skup się ! Czy Grace jest teraz w domu ?
- Spokojnie Hazz, jak tylko dostała twojego sms'a to wybiegła z domu jak torpeda. Nie potrafię jej zrozumieć
- Dzięki. - mruknąłem zdenerwowany i rozłączyłem się. Z tego co wiem, to dziewczyna nie mieszka daleko, więc dlaczego jeszcze jej nie ma ? Jeśli coś jej się .. Nie dokończyłem myśli, a już wybiegłem z domu wsiadając do Range Rovera. Jechałem w kierunku, w którym wcześniej zmierzali przyjaciele jadąc na imprezę do Grace. Cały się trzęsłem myśląc o tym co mogło się jej stać, ale miałem nadzieję, że wszystko jest w porządku. Rozglądałem się po drodze, gdy nagle ujrzałem samochód stojący na poboczu. Pomyślałem, że komuś się zepsuł, ale będąc bliżej spostrzegłem, że pojazd wjechał prosto w drzewo. Mustang, dokładnie taki jaki dostała Grace. Grace! Pośpiesznie opuściłem swój wóz i podbiegłem do zniszczonego Forda. W środku siedziała nieprzytomna brunetka z opartą o kierownicę głową. Odgarnąłem jej opadające włosy do tyłu i zobaczyłem krew, która
spływała z jej twarzy. Na ten widok aż zakryłem usta ręką, aby z nerwów nie zwymiotować. Zadzwoniłem szybko po pogotowie, które niedługo potem wraz z policją przyjechało na miejsce wypadku. Kiedy zabierali ją na noszach nie wytrzymałem i wybuchnąłem płaczem. To moja wina. Gdyby nie ja nie wsiadłaby do tego samochodu. Nic by się nie stało.. Policja wypytywała mnie o całe zajście ale nie byłem w stanie pomóc, bo mnie przy tym nie było. Lekarze pozwolili jechać mi z Grace do szpitala, dlatego po chwili cały roztrzęsiony wsiadłem do ambulansu.
      
Stąpałem nerwowo po całym korytarzu. Zadzwoniłem do Greg'a, który zdenerwowany obiecał, że będzie jak najszybciej. Przysiadłem na jednym z krzeseł i schowałem twarz w dłoniach. Bałem się o nią. Chciałbym aby wszystko było z nią w porządku. Nie darowałbym sobie, gdyby jednak coś się jej stało. To tylko i wyłącznie moja wina, przeze mnie tu jest. Mogłem jej o sobie nie przypominać. Bawiłaby się teraz na tej imprezie, zapominając o mojej osobie. Byłaby szczęśliwa wśród przyjaciół i nie doszłoby do żadnego wypadku.
         Usłyszałem skrzypniecie drzwi na co automatycznie się podniosłem i spojrzałem na mężczyznę w białym fartuchu, który właśnie opuścił salę.
- Co z nią ? - spytałem zdenerwowany czując jak mocno bije mi serce. Przygryzałem wargę, lustrując twarz lekarza.
- Czy jest pan kimś z jej rodziny ? - odpowiedział pytanie i spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Tak, to znaczy nie. Ale tak, mieszkam z nią, to znaczy już nie, ale. - plątałem się w słowach z nerwów. - Jestem jej przyjacielem.
- Rozumiem. - odparł i spojrzał w kartę pacjenta, którą trzymał w ręce. - Grace zapadła w śpiączkę w wyniku silnego uderzenia głowy o kierownicę. Ma złamane żebra, ale to nic poważnego, nie tak jak uraz głowy.
- Ale zaraz się wybudzi tak ? - dopytałem przestraszony.
- Nie chcę pana martwić, ale tego nie wiem. Jej stan jest słaby, nie wiadomo czy wybudzi się lada moment czy może za parę miesięcy, rok.

- Mogę ją zobaczyć ? - przeczesałem nerwowo włosy.
- Dobrze, ale tylko na chwilę. - odparł otwierając przede mną drzwi do jej sali. Wolnym krokiem wszedłem do środka, a lekarz poklepał mnie pocieszająco po ramieniu i udał się w kierunku innych sal. Zobaczyłem ją. Leżała na łóżku podłączona do kilku aparatur. Wyglądała okropnie, była blada, jej skórę pokrywało wiele ran, szczególnie na twarzy. Głowę owiniętą miała w białe bandaże. Była taka bezbronna. Usiadłem przy jej łóżku cały czas na nią spoglądając. Do oczu cisnęły mi się łzy. A co jeśli już nigdy nie zobaczę jej uśmiechu ? Iskierek w jej brązowych tęczówkach ? Nie usłyszę jej melodyjnego głosu ? Boże, spraw, żeby to był tylko sen.
- Kocham cię, Grace. Nie zostawiaj mnie proszę, potrzebuję cię. Bądź silna, skarbie. - szepnąłem przystawiając jej dłoń do swoich ust. Chwilę potem do sali wszedł Greg. Spojrzał na swoją córkę z niedowierzaniem i podszedł do jej łóżka.
- To moja wina, ja jej kupiłem ten cholerny wóz. - odezwał się cicho.
- Nie obwiniaj się, Greg. Nie mogłeś tego przewidzieć. To wszystko przeze mnie. Poprosiłem ją o spotkanie, dlatego wsiadła do samochodu. Gdybym..

- Kochasz ją prawda ? - przerwał mi mężczyzna.
- Tak. Kocham ją ponad wszystko. - odpowiedziałem pewnie.



// kompletne dno.
kolejny rozdział postaram dodać się szybciej niż ostatnio dodaję rozdziały. przepraszam za to, ale ostatnio jakoś nie mam weny oraz czasu na pisanie. będę się starać pisać szybciej. : )
+ dziękuję za wszystkie nominacje Liebster Awards. ♥

środa, 14 listopada 2012

Rozdział 24

          Rano obudziłam się z uśmiechem na twarzy. Posiedziałam chwilę w łóżku wspominając wczorajszy dzień i gdyby nie pojawienie się na urodzinach Harry'ego z jakąś panną to mogłabym zaliczyć go do jak najbardziej udanych. Wyszłam z pokoju i idąc korytarzem obróciłam się w stronę okna chcąc zobaczyć jaka jest pogoda. Niestety nim zdołałam się przyjrzeć, zderzyłam się z kimś. Momentalnie odwróciłam się do tej osoby i zobaczyłam przed sobą Styles'a. On również na mnie patrzył, wbijając swoje zielone tęczówki w moje, tak jakby chciał wyczytać co teraz myślę. Przypomniałam sobie jak wczoraj patrzył tak na inną, jak całował ją z pożądaniem i czułam jak do oczu zbierają mi się łzy. Nie chcąc aby je zauważył wyminęłam go bez słowa i zbiegłam na dół. Zrozumiałam, że ta sytuacja się chyba nie zmieni. Każdego dnia będę na niego wpadać i z bólem w oczach na niego patrzeć..W ten sposób nigdy nie zapomnę..Postanowiłam wyprowadzić się. W końcu skończyłam już 18 lat, pieniądze mam, więc to nie problem..Mówią, że czas leczy rany, ale ja mam wrażenie, że tylko je pogłębia.
          Parę dni później postanowiłam poszukać jakiś ofert. Spisałam najciekawsze adresy i poprosiłam Malika aby pojechał ze mną. Z początku chciał przekonać mnie aby się nie wyprowadzała, ale byłam nieugięta. W końcu się zgodził i pojechaliśmy do centrum, gdzie znajdowało się pierwsze mieszkanie. Nie było ono jednak dobre dla samotnej osoby. Zbyt duże, zimne, a na dodatek słychać było tu wszystko z ulicy. Dopiero piąte mieszkanie, które odwiedziliśmy było idealne ! Mieściło się ono w piętrowym domku. Po wejściu do środka znaleźliśmy się w kuchni wyłożonej brązowo-czerwoną cegłą. Szafki kuchenne wykonane z jasnego dębu i wszelakie sprzęty w kolorze czerni idealnie współgrały. Na wprost znajdowały się drewniane, rozsuwane drzwi, które prowadziły do sypialni. To pomieszczenie również zdobiła brązowa cegła. Pod dużym oknem, które po bokach zdobiły beżowe zasłony, stało duże, niskie łóżko z jasnego dębu. Po lewej stronie znajdowała się wbudowana w całą ścianę szafa, natomiast po prawej stała jasna, dębowa toaletka. Byłam wniebowzięta, ale właścicielka zaprowadziła nas z powrotem do kuchni, gdzie po jej prawej stronie odzielony aneksem był salon. Ściany były koloru beżowego, a dwa duże okna wprowadzały tu dużo światła. Na środku stała nieco jaśniejsza od ścian kanapa skórzana, a przed nią jasna, drewniana ława. Na przeciwległej ścianie stał stolik, a na nim plazmowy telewizor. Po prawej stronie swoje miejsce miała dębowa komoda, nad którą wisiał obraz nowojorskiej ulicy utrzymany w kolorze czarno-białym, natomiast sukienka dziewczyny, która stała całując mężczyznę, była czerwonego koloru. Za kanapą znajdowały się jeszcze jedne drzwi, które prowadziły do stylowej i przestronnej łazienki. Po lewej stronie, znajdowała się brązowa półka z białą umywalką. Obok była toaleta, a na ścianie rozciągało się duże lustro. Na przeciwko za brązową zasłoną stała biała wanna.
          Mieszkanie było niesamowite i byłam w stanie zapłacić za nie tą wielką sumę, którą podała właścicielka. Zanim zdążyłam jednak cokolwiek zdecydować, Zayn poprosił mnie, abyśmy porozmawiali chwilę na osobności i wyszliśmy przed dom.
- Grace nie rób tego. - zaczął. - Ja rozumiem, że Harry, ale nie możesz zostawić wszystkiego bo on. On nie jest ciebie wart. W domu masz nas, Lily, Perrie, tatę, a tutaj ? Będziesz siedzieć wieczorami sama, tylko po to, żeby nie widzieć Harry'ego ?
- Masz rację. Ucieczka przed nim jest głupotą. Ale to tylko tak prosto brzmi, Zayn. Codziennie się na niego napotykam i wiesz co widzę ? Chłopaka, który prosto w oczy mówi mi, że mnie nie kocha, który całuje się z inną, a ja już się nie liczę. To boli, a ja nie chcę wiecznie cierpieć. Po za tym, to mieszkanie jest dla mnie idealne, taka okazja może się już nie trafić.
- Jesteś pewna ?
- Tak. Nie martw się, zresztą nasz dom jest niedaleko, zaledwie 15 minut drogi stąd.
- I tak cię nie przekonam.. ale wiedz, że będę tu często wpadał. - zaśmiał się.
- Kiedy chcesz. - odparłam z uśmiechem i wróciliśmy do środka. Podpisałam umowę i wypisałam czek, po czym oficjalnie stałam się właścicielem tego mieszkania.
- Więc, teraz tylko się tu wprowadzę i wyprawiamy parapetówkę.
- Mam czuć się zaproszony ?
- Obowiązkowo !
          Wróciliśmy do domu, gdzie oznajmiłam wszystkim, że się wyprowadzam. Przyjaciele jak i mój tata nie przyjęli tego najlepiej i tak jak Malik próbowali mnie przekonać, bezskutecznie. Poszłam z Lily do swojego pokoju i zaczęłam się pakować. Dziewczyna pomagała mi, mówiąc przy tym jak bardzo nienawidzi Harry'ego. Ja natomiast ciągle ją upominałam, aby przestała. Ta chora sytuacja to sprawa wyłącznie moja i jego. Nie chciałam aby przyjaciele zmienili do niego stosunek, tylko dlatego, że ten mnie nie kocha. Z drugiej strony to miłe uczucie kiedy wszyscy starają się ci pomóc i stają w twojej obronie, szczególnie Zayn, który odegrał w moim życiu wielką rolę jako przyjaciel.
          Wpakowywałam do samochodu ostatnią walizkę i właśnie wtedy natknęłam się na Harry'ego. Stanął przy moim Mustangu zdziwiony i nie wiedział co powiedzieć.
- Co ty robisz ? - wydusił wreszcie.
- Odchodzę. Znikam z twojego życia, tak jak sobie życzyłeś. - odparłam nie spoglądając nawet w jego stronę, iż pewnie napotykając jego oczy rozkleiłabym się.
- A..Emm..Grace. - próbował coś powiedzieć, ale nie szło mu to najlepiej, a ostatnie słowa stłumiłam trzaskiem zamykanych drzwiczek. Po chwili odjechałam w kierunku swojego nowego mieszkania, które miało rozpocząć nowy rozdział w moim życiu. Rozdział bez chłopaka z burzą loków na głowie, które sprawiały, że wyglądał seksowniej niż ktokolwiek, z zielonymi oczami, które zawsze przenikały mnie na wskroś próbując zapamiętać każdy szczegół mnie i z kuszącymi wargami, których mogłam smakować każdego dnia, a wciąż czułam niedosyt. Bez chłopaka, za którym tęskniłam za każdym najkrótszym rozstanie, a teraz miało ono trwać wieczność. Bez chłopaka, którego kocham najmocniej na świecie i nie sądzę, aby cokolwiek zdołało przyćmić to uczucie. 
          Jechałam pustą drogą, co rusz ocierając mokrą od łez twarz. Chyba dopiero uświadomiłam sobie, że to koniec. Koniec nas. Mnie i Harry'ego. Zostawił mnie z poranionym sercem, aby żyć jako wolny ptak i korzystać z życia. Byłam zła, że tak się mną zabawił. Skoro mnie nie kochał, mógł nie zaczynać tego wszystkiego i ciągnąć przez tak długi czas.
           Dojechałam do mieszkania i przez parę godzin zajęłam się rozpakowywaniem swoich rzeczy i dekoracją wnętrz. Wprawdzie nie miałam na razie wiele, ale wystarczyły poustawiane na komodzie ramki ze zdjęciami przedstawiającymi naszą wesołą paczkę, a już na mojej twarzy gościł uśmiech. I dopiero, gdy po skończonej pracy usiadłam na kanapie, poczułam się samotna. Już nie otaczali mnie przyjaciele, którzy zarażali śmiechem na każdym kroku. Ale to przecież kwestia przyzwyczajenia, no nie ? Przecież dam sobie radę.
         Postanowiłam jeszcze dziś wybrać się na zakupy. Moja kuchnia nie licząc umeblowania i wyposażenia w nowy sprzęt, świeciła pustkami. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do Tesco. Zakupiłam produkty spożywcze, trochę przydatnych akcesorium i asortyment na parapetówkę, którą zamierzam urządzić już jutro. Nie spodziewałam się, że tak szybko się to potoczy. Jeszcze parę dni temu nie pomyślałabym o przeprowadzce, a dzisiejszego dnia to już się stało. Szczęście, że właścicielka tego domu była konkretną, uporządkowaną osobą, która wie co robi i sprawy potoczyły się prosto i szybko.
        Wróciłam do domu z wieloma torbami pełnych zakupów. Rozpakowywanie zajęło mi trochę czasu, a kiedy się z nim uporałam, rozesłałam przyjaciołom sms'y o jutrzejszej imprezie.
        Po długiej kąpieli w mojej nowej, wygodnej wannie, ubrałam się w piżamę i położyłam się spać. Dzisiejszy dzień był jak dla mnie pełen wrażeń. Nim usnęłam w głowie pojawiło mi się jedno, złudne pytanie. Czy Harry o mnie myśli, tęskni , czy może cieszy się, że usunęłam się z jego drogi ?

Harry.

          Grace się wyprowadziła. Przeze mnie. Bo skłamałem. Skłamałem, że chcę aby odeszła, że jej nie kocham. Tak naprawdę to cholernie za nią tęsknię. Kiedy wchodzę do jej pustego już pokoju czuję straszne kłucie w sercu, bo wiem, że odeszła ode mnie najważniejsza osoba mojego życia. Zacząłem zastanawiać się czy dobrze zrobiłem zostawiając ją. Przecież o miłość trzeba walczyć ! Mimo wszystko i na przekór wszystkim. Dlaczego, więc jestem takim idiotą i pozwoliłem jej odejść ? " Odchodzę. Znikam z twojego życia na twoje życzenie " - jej słowa huczały mi w głowie od południa i nie dają mi spokoju. Ma rację, przecież sam tego chciałem. Dla jej dobra.. Choć sam już nie wiem... Chciałbym do niej wrócić. Przeprosić i nigdy więcej nie opuścić. Ale czy ona tego chce ? Czy dałaby mi drugą szansę i przebaczyła ten błąd ? Nie wiem co robić. Może warto byłoby o nią znów zawalczyć.. Muszę. Muszę to zrobić. Kocham ją i jestem pewien, że ona kocha mnie.



// no to jest .. : )

piątek, 2 listopada 2012

Jednopart - Niall

   
JEDNOPART DLA ANS.

Dziś Halloween, jedno z moich ulubionych wydarzeń. Zawsze uwielbiałam się przebierać za kultowe postacie z horrorów i razem z przyjaciółmi odwiedzać domy z pytaniem ' cukierek albo psikus ? ' . Jednak tego roku, razem z Effy wybieramy się na domówkę Micki, gdzie ma zebrać się prawie połowa ludzi ze szkoły. Przyjaciółka przyszła do mnie parę godzin przed imprezą i obmyślałyśmy swoje stroje. Z racji, iż na imprezie będą najfajniejsi chłopaki ze szkoły, chciałyśmy wyglądać nie tylko strasznie ale i ładnie.
- Mam pomysł ! - krzyknęła entuzjastycznie Effy. Zgodnie z jej myślą, poszłyśmy na miasto, aby zakupić potrzebne rzeczy. Na szczęście były łatwo dostępne, więc szybko wróciłyśmy do domu. Ubrałam na siebie czarną, krótką sukienkę z motywem szkieletu, czarne rajstopy i tego samego koloru Vansy. Effy natomiast ubrała białą sukienkę z czarnym kołnierzykiem, podziurawione rajstopy i czarne creepersy. Twarze pomalowałyśmy na szkielety, a włosy lekko natapirowałyśmy. Stanęłyśmy przed lustrem i stwierdziłyśmy, że efekt jest zadowalający.
     Niedługo potem musiałyśmy się już zbierać. Droga zajęła nam więcej niż zwykle czasu, ponieważ Effy ciągle się z czegoś śmiała zarażając przy tym mnie. W końcu doszłyśmy do Micki i stanęłyśmy przed jej domem, który przyozdobiony był kolorowymi lampkami i lampionami z dyni. Dało się też usłyszeć już głośną muzykę. Weszłyśmy do środka i przyznam, że pomieszczenie robiło wrażenie. Przy suficie powieszone były białe,materiałowe wstążki oraz papierowe, pomarańczowe lampiony. Pod jedną ze ścian stał stół z jedzeniem i alkoholem, przykryty pomarańczowym obrusem. Przy przeciwległej ścianie stała kanapa, która zajęta była już przez grupkę chłopaków. Ponieważ, w pokoju było już dosyć tłoczno, wyszłyśmy z Effy do ogrodu, który był wystrojony podobnie co dom. Nalałyśmy sobie po drinku i zaczęłyśmy zabawę.
      Tańcom nie było umiaru, ale w końcu postanowiłyśmy trochę odetchnąć. Stanęłyśmy niedaleko basenu, na około, którego poustawiane były świeczki i obserwowałyśmy ludzi. Zrobiło mi się trochę zimno, dlatego zostawiłam przyjaciółkę i poszłam do środka. Odwróciłam się jeszcze przy wejściu, bo Effy nagle zaczęła krzyczeć, ale z tego co widziałam to tylko Harry straszył ją, że wrzuci ją do basenu. Chciałam zrobić krok na przód jednak czyjaś osoba zablokowała mi przejście, w efekcie czego zderzyliśmy się.
- Uhm..przepraszam. - powiedziałam mierząc wzrokiem postać. Był to chłopak ubrany w czarne rurki, białą podziurawioną i poplamioną sztuczną krwią koszulkę i białe dunki. Spojrzałam na jego twarz i pomimo makijażu zombie, mogłam rozpoznać jego niebieskie oczy i blond czuprynę.
- To moja wina. Zagapiłem się trochę. - zaśmiał się. Odwzajemniłam uśmiech i wyminęłam go wchodząc do środka. Wreszcie zauważyłam w tłumie Micki i aby nie stracić jej z oczu, szybko do niej podeszłam. Przywitałam się z nią, a ona zaciągnęła mnie do gry w butelkę. Z początku protestowałam zwracając uwagę na zasady tej gry, ale dziewczynie ciężko było się sprzeciwić. Usiadłam, więc w kręgu i czekałam aż ktoś zakręci butelką.
- Czekajcie ! Też zagram ! - dołączył nagle chłopak, z którym chwilę temu zderzyłam się w wejściu. Teraz to tylko modliłam się, aby butelka nie wskazała mnie. Kolejki mijały, ludzie się całowali, ale na szczęście ja nie musiałam. Wtedy blondyn wziął do ręki butelkę i zakręcił. Nie mogłam uwierzyć kiedy zatrzymała się wskazując mnie.
      Chłopak stanął przede mną i wyciągnął do mnie rękę, pomagając mi wstać. Zrównałam się z jego wzrostem i nieco przestraszona spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się i zbliżył swoją twarz, tak, że mogłam poczuć na swojej skórze jego oddech.
- Znów na siebie wpadamy. To już chyba nie przypadek a przeznaczenie. - szepnął, po czym delikatnie podniósł mój podbródek do góry i złączył nasze wargi w pocałunek. Poczułam się niesamowicie, pomimo iż była to tylko gra, on robił to z uczuciem. Nie było tak , jak z innymi chłopakami . Gdy on dobierał się do moich ust było to niezwykłe , wyczekane , utęsknione . wydawało mi się , że trwa całe wieki... było inaczej.
- Przystopujcie z tą namiętnością, bo się tutaj zgwałcicie. - usłyszałam nagle czyjś głos i odsunęliśmy się od siebie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że ten zwykły całus przerodził się w namiętny pocałunek. Tylko dlaczego, skoro nawet się nie znamy ? Co takiego nas łączyło ? Czułam jak moje policzki robiły się czerwone i byłam wdzięczna za to, że mam pomalowaną twarz i nikt nie mógł tego zobaczyć. Chłopak usiadł na miejsce, cały czas na mnie patrząc, a ja nadzwyczajnie w świecie uciekłam. Opuściłam pomieszczenie i wyszłam do ogrodu, aby trochę odetchnąć.
- Tu jesteś ! - już po chwili znalazła się obok mnie Effy. - Wszystko w porządku ? - spytała widząc moje zachowanie.
- Tak, jasne. Chodź potańczyć. - uspokoiłam się i pociągnęłam ją w kierunku tłumu bawiących się ludzi. Próbowałam wyrzucić z głowy ten pocałunek, ale marnie mi to wychodziło. Na dodatek mój wzrok ciągle napotykał chłopaka, który jednym gestem zawrócił mi w głowie.
     Impreza trwała w najlepsze, ale ja miałam już dosyć i chciałam wrócić do domu. Moja przyjaciółka również była zmęczona, więc bez oporów ją stamtąd wyrwałam. Przy wyjściu słyszałam jakby ktoś nas wołał, ale muzyka była zbyt głośna abym mogła dobrze zrozumieć. Stwierdziłam, że tylko mi się wydaję i poszłam dalej za Effy. Wychodząc poza bramę posiadłości Micki, obejrzałam się jeszcze do tyłu i zobaczyłam blondyna, który ze zwieszoną głową wchodził do środku. Czyżby to on mnie wołał ?
- Coco, czy coś mnie ominęło na tej imprezie ? - spytała nagle Ef.
- Nie, raczej nie. Dlaczego pytasz ? - zdziwiłam się.
- Bo jakoś dziwnie się zachowujesz. - odparła.
- Wydaje ci się.
- Jesteś dla mnie jak siostra. Wiem kiedy coś jest na rzeczy.
- Dobra. Masz rację. Coś się stało. - przyznałam.
- No mów mi co, no ! - rzuciła niecierpliwie.
- Ca..Całowałam się z kimś, a teraz nie mogę o tym kimś zapomnieć. - dziewczyna otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
- Ale jak ? Z kim ?
- Ehm.Micki zaciągnęła mnie do gry w butelkę, no i wytypował mnie ten chłopak. No i on mnie pocałował, ale nie tak wiesz.. tylko tak czule i w ogóle to trwało dość długo, no i ja nie wiem chyba się w nim zakochałam, bo na jego widok aż mam dreszcze i te motylki w brzuchu. - wyrzuciłam na jednym wydechu.
- Oooo ! A co to był za chłopak?
- Niall Horan. - odpowiedziałam przygryzając wargę.
- To dlatego ciągle za nami łaził. Wow ! Wyrwałaś jednego z najpopularniejszych chłopaków w szkole. - powiedziała z uznaniem.
- Właśnie o to chodzi. On nie wie kim jestem i lepiej, żeby tak zostało.
- Nie powiesz mu ? - zdziwiła się.
- Nie chcę się rozczarować. - mruknęłam.
- Przesadzasz. Dobra to do zobaczenia. - pomachała mi i zniknęła za drzwiami swojego domu. Nie mieszkałyśmy od siebie daleko, bo na przeciwko. Skręciłam w stronę swojego domu i jak najszybciej poszłam spać.

     Przez cały weekend myślałam o Niall'u. Effy naciskała, abym z nim porozmawiała, ale nie uważałam tego za dobry pomysł. Dla niego pewnie to tylko zwykły pocałunek w grze, a ja robię z tego wielkie wydarzenie. Miałam także nadzieję, że moja przyjaciółka nie wygada się Harry'emu, który jest przyjacielem Horana. Nie chcę tego. Niall to całkiem inna liga. Może mieć każdą na pstryknięcie palcem. Takie pocałunki to dla niego pewnie codzienność, więc nie będę się ośmieszać swoim zauroczeniem.
      Wzięłam do ręki plecak i wybiegłam z domu do czekającej już Effy. Przywitałam się z nią i ruszyłyśmy w kierunku szkoły. Gdy weszłyśmy do środka budynku, bałam się widoku Niall'a. Pewnie jak zwykle przejdzie koło mnie nie zauważając mnie. Przecież jedna impreza nic nie zmieni. On nawet nie wie, że to ze mną się całował.
      Skręciłyśmy w główny korytarz i z daleka zauważyłam już jego grupkę. Stał razem z Harrym, Zayn'em i Taylor, której nienawidziłam. Jako jedna z nielicznych dziewczyn należy do ich paczki, co bardzo mnie dziwiło, bo strasznie lepiła się do chłopaków. No chyba, że im to schlebia, nie wnikam.. Effy podbiegła przywitać się ze swoim chłopakiem, a ja nie chcąc do nich podchodzić skierowałam się do maszyny ze słodyczami. Wrzuciłam do niej pieniądze i wybrałam numer Coca Coli, a mimo to maszyna nie ruszyła.
- Fajnie. Może do jutra ta cola mi wyleci. - burknęłam pod nosem i nagle ktoś mocno uderzył w maszynę, tak, że puszka wyleciała, a ja podskoczyłam lekko ze strachu. Przeniosłam wzrok na tę postać i okazało się, że to Niall. Z uśmiechem na twarzy podał mi puszkę, a ja niepewnie po nią sięgnęłam.
- Dzięki. - powiedziałam cicho.
- Nie ma za co. - zaśmiał się, a ja oddaliłam się od niego i jak najszybciej weszłam do klasy. A co jeśli on wie, że to ja ? Nigdy nie zwracał na mnie uwagi, a teraz nagle mi pomaga ? A może to tylko przypadek ?

Niall.

     Podałem dziewczynie puszkę, a ona spojrzała na mnie niepewnie. Na jej twarzy malowało się zdziwienie tak jakby wywołała je moja osoba. Wydawało mi się, że skądś ją znam. Wiedziałem, że to przyjaciółka dziewczyny Hazzy, ale gdy spojrzałem w jej zielone tęczówki, zobaczyłem w nich coś więcej. Odszedłem od maszyny odprowadzając wzrokiem brunetkę, aż zniknęła za drzwiami klasy. Effy także się tam udała, więc zostałem tylko z Harrym i Taylor. W tej chwili zadzwonił dzwonek, a że dziewczyna nie chodziła z nami do klasy, odeszła w innym kierunku, co mnie ucieszyło.
- Co ty taki zamyślony jesteś ciągle ? - zapytał Hazza.
- Ciągle myślę o tej dziewczynie, nie wiem kto to mógł być.
- A właśnie. Effy powiedziała mi, że to Coco, podobno ciągle o tobie gada, ale miałem ci nie mów.. - ugryzł się w język zdając sobie sprawę, że wydał sekret dziewczyny, a ja przypomniałem sobie dziewczynę przy maszynie. Te oczy.. no tak ! Jak mogłem jej nie rozpoznać.. Teraz już wiem czemu tak dziwnie się zachowała. Ale czy dla niej ten pocałunek także coś znaczył ? Co jeśli nie, a ja po prostu sobie za wiele wyobrażam ? - Effy mnie zabije. - dodał brunet kiedy wchodziliśmy do klasy.

Coco.

     Po dzwonku na przerwę wyszłam z klasy i poczułam jak ktoś kładzie na moim ramieniu rękę i odwraca w swoją stronę. To była Effy, która nie wyglądała najlepiej. Wiedziałam już, że coś się stało.
- Coco nie zabij mnie, ale Niall wie już, że to ty. - powiedziała ze strachem.
- Że co ?! Powiedziałaś mu ?! Effy prosiłam.. - wkurzyłam się.
- Powiedziałam tylko Hazzie, obiecał nic nie mówić, ale właśnie wysłał mi sms z przeprosinami.
- To nie była wasza sprawa !
- Daj spokój, to chyba nawet lepiej. Niall podobno nie może przestać o tobie myśleć.
- Tak, na pewno. - uśmiechnęłam się ironicznie i zostawiłam zakłopotaną przyjaciółkę samą. Chciałam być teraz sama, bałam się, że chłopak mnie w końcu znajdzie. Poszłam na salę gimnastyczną i usiadłam na trybuny. Myślałam nad słowami Effy i ciekawiło mnie czy Niall naprawdę o mnie myśli. Ale pewnie gdy dowiedział się, że całował się ze mną odpuścił sobie i zapomniał. Nie jestem w jego typie. Jeszcze niedawno był w związku z Taylor, która każdego dnia podkreśla swoją figurą wysokimi obcasami i drogimi ubraniami. Zawsze wymalowana, ułożone włosy. Ja jestem inna. Noszę trampki, podziurawione jeansy, bluzy i full capy. A może to nie ma znaczenia ? W końcu Effy wygląda całkiem podobnie do mnie, a chodzi z Harrym i są szczęśliwi.
- Wiedziałem, że cię tu znajdę. - usłyszałam nagle czyjś głos wyrywający mnie z rozmyślań. Spojrzałam w bok ze zdziwieniem i ujrzałam Horana. Usiadł obok mnie jak zwykle ze zniewalającym uśmiechem. - A więc to ty nie możesz przestać o mnie myśleć. - dodał.
- Nie schlebiaj sobie. - odparłam nie dając mu za wygraną.
- No wiesz, z tego co wiem to całkiem nieźle całuję. - powiedział pewny siebie.
- Ahh tak ? Więc to chyba nie z tobą się całowałam. - odrzekłam i wstałam chcąc stamtąd wyjść.
- Zapomniałaś już ? Z chęcią ci przypomnę i udowodnię, że to byłem ja. - nie wiem czemu ale irytowało mnie takie zachowanie. Tak jak sądziłam, on jest z wyższej sfery, traktuje takie rzeczy jako zabawę, ale ja za bardzo przywiązuję się do ludzi. Chciałam go wyminąć ale ten zatrzymał mnie i przyciągnął do siebie. Popatrzył mi chwilę w oczy i wpił się w moje usta z jeszcze większą namiętnością niż na imprezie. Znów mogłam poczuć smak jego czułych pocałunków, to było uzależniające. Na koniec przygryzł delikatnie moją wargę, na co odpowiedziałam cichym mruknięciem. Odsunął się ode mnie, a w pomieszczeniu słychać było tylko nasze nierówne oddechy.
- Od tej imprezy nie myślę o niczym innym jak o dziewczynie, którą pocałowałem. Nie znam cię jeszcze, ale wiem, że jesteś wyjątkowa. - powiedział splatając swoją dłoń z moją. - Nigdy nie czułem czegoś takiego. Więc proszę, umów się ze mną. - poprosił, spoglądając na mnie z nadzieją.
- Więc randka ? - spytałam nieśmiało.
- Jak najbardziej. - uśmiechnął się uroczo i przytulił mnie do siebie. Już nie gniewałam się na przyjaciółkę, bo to wszystko dzięki niej.
     Kolejne dni spędzałam z Niall'em na poznawaniu się. Nie spodziewałam się, że ten chłopak jest taki romantyczny. Codziennie zabierał mnie na długie spacery, do kina czy kawiarni. Uwielbiałam się z nim spotykać. Nie brakowało nam tematów do rozmów, a nawet cisza otaczająca nas nie była krępująca. Jak się okazało oboje uwielbialiśmy grać na gitarze i pisać piosenki.To niesamowite jak w tak krótkim czasie można się zakochać i obdarzyć kogoś tak wielkim uczuciem.
      Dzisiejszego dnia leżałam do południa przed telewizorem objadając się lodami, kiedy nagle dostałam sms'a. Była to wiadomość od Nialla : " Przyjdź do mnie o 18, mam niespodziankę xx ~ Nialler " . Uśmiechnęłam się sama do siebie i odpisałam : " Ciekawe, ciekawe. Już nie mogę się doczekać xx. " . Po chwili dostałam odpowiedź : " Ja też. Chciałbym, żebyś przyszła już teraz ale mam lekcje śpiewu ; c " .
      Poszłam do swojego pokoju i przebrałam się z dresu w czarne rurki i czerwoną bluzę Cool Story Bro. Poprawiłam swoje rozpuszczone, brązowe włosy i powoli zaczęłam się zbierać do chłopaka. Wciągnęłam na nogi czarne Vansy i wyszłam z domu. Byłam ciekawa co to za niespodzianka. Chciałam być już na miejscu, bo stęskniłam się po całym dniu bez niego. Kiedy dochodziłam pod jego dom było już parę minut po 18. Chyba nie będzie miał mi za złe spóźnienia. Otworzyłam furtkę prowadzącą do jego domu i stanęłam pod szklanymi drzwiami. Zadzwoniłam na dzwonek i czekałam, aż blondyn mi otworzy. Jakież to było moje zdziwienie kiedy zamiast chłopaka zobaczyłam przed sobą Taylor.
- Oo, Coco. Ale niespodzianka ! - powiedziała sarkastycznie.
- Przyszłam do Niall'a. - odparłam zdziwiona.
- Oh, musisz trochę poczekać, bo właśnie się ubiera. - uśmiechnęła się, a ja zmierzyłam ją wzrokiem. Miała nieco rozmazany makijaż, potargane włosy, a ciuchy leżały na niej jakby ktoś próbował się do niej dobrać.
- Ja już muszę lecieć, przekaż mu, że było fantastycznie. - dodała z dumą i odeszła w drodze poprawiając swoje ubranie i włosy. Usłyszałam kroki z domu chłopaka i zobaczyłam go idącego w moją stronę i zakładającego na siebie koszulkę. Dopiero wtedy załapałam aluzję. On się z nią przespał. Spojrzałam na niego czując jak w oczach zbierają mi się łzy.
- Jak mogłeś ? - spytałam cicho i wybiegłam na ulicę. Słyszałam tylko stłumione krzyki chłopaka, ale nie obchodziły mnie już teraz. Biegłam przed siebie chcąc jak najprędzej znaleźć się w domu. Tam od razu rzuciłam się na łóżko z głośnym płaczem. To właśnie ten ból, którego się bałam. Właśnie dlatego nie chciałam aby się dowiedział. Bo najgorzej jest kiedy poznając kogoś, mając z nim coraz lepszy kontakt, zaczyna ci zależeć. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę z tego, że oczekujesz od niego czegoś więcej. Przyzwyczajasz się do jego obecności, rozmów i gestów. A kiedy myślisz o czymś więcej, on idzie do innej. Tak po prostu. Najgorsza jest właśnie ta nadzieja, którą ci daje, a później odbiera zmieniając twoje życie diametralnie. Zostaje ci tylko zadawać sobie pytanie po co to wszystko było ?
     Kolejnego dnia ciężko było mi iść do szkoły. Wiedziałam, że to oznacza spotkanie z nim. Będzie próbował się tłumaczyć, albo po prostu sobie odpuści. A obydwie opcje będą zadawać kolejny ból. Wyszłam z domu z przybitą miną i usiadłam na krawężnik aby zaczekać na Effy. Kiedy ta wyszła była zdziwiona moim widokiem. Nie taką widziała mnie przez ostatnie dni.
- Co się stało ? Płakałaś ? - zaczęła zadawać pytania. Nie miałam ochoty o tym rozmawiać, ale była moją przyjaciółką i tylko jej potrafiłam zaufać. Pokiwałam głową przyznając jej rację, a z oczu zaczęły spływać mi kolejne łzy. Dziewczyna przytuliła mnie, a ja opowiedziałam jej co się stało. Nie mogła uwierzyć w to co zrobił Niall. Sądziła, że Taylor to przeszłość, a jedyną jego miłością jestem ja. Cóż, ja też się pomyliłam co do niego.
     Szłyśmy szkolnym korytarzem i właśnie wtedy on i Harry wyszli z klasy w naszym kierunku. Podszedł do mnie i chciał już coś powiedzieć, ale ja zabrałam pierwsza głos.
- Dobrze, że cię widzę. Zapomniałam przekazać od Taylor, że byłeś fantastyczny. - uśmiechnęłam się ironicznie i odeszłam. Nie miałam zamiaru pokazywać przed nim jak mnie zranił, wolałam udawać twardą. W szkole zabrzmiał dzwonek na lekcje, a mimo tego, że Niall nie miał lekcji w tej części budynku co ja, to szedł za mną próbując mnie dogonić. Przyśpieszyłam tempa i weszłam do damskiej toalety opierając się o drzwi.
- Coco, wyjdź, proszę. - usłyszałam jego głos.
- Odwal się ode mnie ! - warknęłam.
- Nie ! Zależy mi na tobie i nie odpuszczę. - odpowiedział.
- Są już lekcje, więc idź.
- Nie śpieszy mi się.
- Ja też mam czas. - usiadłam pod drzwiami.
- Super ! - odparł i z tego co usłyszałam osunął się po drzwiach na ziemię. Siedzieliśmy tak w ciszy kiedy nagle on się odezwał.
- Coco, ja się z nią nie przespałem. Przyszła do mnie odnieść pożyczone płyty, a ja w tym czasie przebierałem się na górze. Usłyszałem dzwonek i wiedziałem, że to ty, więc powiedziałem, żeby cię wpuściła i kazała zaczekać. Nie sądziłem, że zrobi taką scenę.
- Mhm. - mruknęłam w odpowiedzi.
- Naprawdę mi na tobie zależy. I mam dla ciebie tą niespodziankę. - nie odpowiedziałam nic. Nie otworzyłam drzwi, ciągle siedziałam na podłodze, mając w głowie mętlik. I nagle on zaczął śpiewać.
[...]
You’ll never love yourself half as much as I love you
You’ll never treat yourself right darlin'
But I want you to
If I let you know I'm here for you
Maybe you'll love yourself like I love you, oh

[...] - Niall, to twoja piosenka ? - zdziwiłam się.
- Napisałem ją dla ciebie. To była ta niespodzianka. Nie chciałem cię zranić. Chciałem powiedzieć, że cię kocham. Wybacz mi. - stanęłam na ziemię, otarłam łzy, które od jakiegoś czasu spływały po mojej twarzy i otworzyłam drzwi. Stał przede mną smutny a zarazem pełen nadziei. Zbliżyłam się do niego, stanęłam na palcach i pocałowałam go. Był zdziwiony ale już po chwili odwzajemnił gest.
- Ja ciebie też kocham. - odpowiedziałam zagryzając wargę w uśmiechu.


czwartek, 1 listopada 2012

Rozdział 23

          Znowu obudziłam się zalana łzami. Nie potrafiłam się uspokoić i pozbierać myśli. Wstrzymywałam oddech, by nie wybuchnąć płaczem. Na nic. Po kilku sekundach cisza w pokoju zamienia się w głośny szloch. Nie daję sobie rady. Snuję się po mieszkaniu, kiedy wszyscy śpią. Słychać było tylko moje kroki, kiedy zbliżam się do lodówki i wyciągam kolejne piwa. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam jakiś kanał. Wydawać by się mogło, że oglądałam film, ale myślami cały czas jestem gdzie indziej. Nie ważne czy była trzecia nad ranem czy czwarta. Przesiadywałam tak całe noce.. Moi przyjaciele wiedzieli o tym dobrze. Nie dziwili się kiedy w nocy, schodząc po wodę do kuchni, zastawali mnie samą w ciemnym salonie, który oświetlał tylko ekran telewizji. Zazwyczaj siadali obok mnie i próbowali podnieść mnie na duchu. Było ciężko.
          W końcu nie wytrzymałam. Usiadłam w kącie i zaczęłam szeptać sobie ' dość! ' . Po ukrytej w dłoniach twarzy spływały gorzkie łzy. Zagryzłam wargi do krwi, byle tylko nie zacząć głośno krzyczeć z bólu. Myślałam tylko o nim. Jego słowa huczą mi w głowie do dziś, niczym echo. Minął już tydzień, a czuję się jakby to była wieczność. Może powinnam już sobie odpuścić ? Zacząć się śmiać, poczuć w sercu pustkę, zakończyć z uczuciami i zamienić serce w kamień ? Nie. Nie. Grace opanuj się. Nie mogę pozwolić aby jeden chłopak zniszczył mi życie swoimi gierkami.

Harry.

         Sytuacja w domu była napięta. Przyjaciele nie rozumieli jak mogłem skrzywdzić Grace. Właściwie sam siebie nie rozumiałem. Zayn był na mnie wściekły. Ta dziewczyna wiele dla niego znaczy, a ja zniszczyłem jego szansę na szczęście z nią. Może nie powinienem był się wpieprzać między nich. Może gdyby wybrała go, byłaby teraz szczęśliwa. Dlaczego zakochała się we mnie ? Ona musi o mnie zapomnieć, ja o niej też. Właściwie to i ona mnie zraniła. Jak mogła pomyśleć, że ją zdradzam ? Gdyby mi ufała i wierzyła w naszą miłość, do niczego by nie doszło. Ale teraz rozumiem, że nie mogę jej więcej ranić.
         Udaję twardego, nieczułego dupka, którego nie obchodzi jak Grace cierpi. Tylko po to aby się we mnie odkochała. Żeby stwierdziła, że nie jestem jej wart. Żeby zapomniała. To trudne, bo żyjemy w jednym domu, mamy wspólnych przyjaciół i ciągle na siebie wpadamy. Kiedy widzę ból w jej oczach, mam ochotę ją przytulić. Może kiedyś uda mi się wyrzucić z siebie wszelkie uczucia.


Grace.


        Kiedy w końcu nieco się uspokoiłam i spędziłam całą noc w swoim łóżku, zmorzona snem, miałam nadzieję, że w końcu się wyśpię. Ale mój spokój zaburzyła Lily, która z samego rana wpadła do mojego pokoju i kazała mi się szykować na miasto. Próbowałam się wykręcić, ale dziewczyna nie dała mi spokoju. Ubrałam się w TEN zestaw, pomalowałam się i pofalowałam brązowe włosy. Od tygodnia, znów poczułam się dziewczęco, bo przez ten czas nosiłam tylko dresy.
- No chodźże już piękna ! - poganiała mnie Lily. Wyszłyśmy z domu i udałyśmy się w kierunku centrum. Muszę przyznać, że potrzebowałam takiego wypadu z przyjaciółką. Kiedy obeszłyśmy parę sklepów, poszłyśmy do kawiarni. Zajęliśmy stolik na zewnątrz i zamówiłyśmy sobie po mrożonej kawie. Zaczęłyśmy wspominać sobie szkolne czasy, kiedy obydwie mieszkałyśmy w Sheffield. Cały czas śmiałyśmy się ze swoich przygód. Brakuje mi tych beztroskich dni..
          Kiedy opuściłyśmy kawiarnię, sądziłam, że wrócimy już do domu, ale Lily uparła się na jeszcze parę sklepów. Przeglądałam nową kolekcję ubrań, gdy nagle blondynka podbiegła do mnie z sukienką w ręce i z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Nie uważasz, że ta sukienka byłaby idealna dla ciebie ? - spytała, machając mi nią przed oczami.
- Jest super, ale nie potrzebuję sukienki. - uśmiechnęłam się i powróciłam do przewijania wieszaków. Dziewczyna wpatrywała się we mnie przygryzając wargę, więc stwierdzając, że coś jest na rzeczy, odwróciłam się z powrotem w jej stronę.
- Zapomniałam o czymś ? - zastanowiłam się chwilę, czy abym na pewno nie potrzebowała sukienki.
- Nie, nie. Tylko chciałam, żebyś poszła ze mną na imprezę do koleżanki. - wyszczerzyła się niepewnie.
- Lil, poszłabym z tobą, ale nie jestem teraz w nastroju do balangowania. Dlaczego nie weźmiesz Niall'a ?
- Emm, bo oni mają wieczorem jakieś ważne spotkanie i dlatego on nie może. Proszę idź ze mną.
- Zrozum mnie.
- Grace, to, że on z tobą zerwał nie oznacza końca świata. Harry nie jest ciebie wart. Jak widać jego nic nie obchodzi i poszedł dalej, więc i ty powinnaś tak zrobić. Pokaż mu co stracił. Chodź ze mną na imprezę i po prostu zapomnij. I kup tą sukienkę. Niech będzie ona dla ciebie nowym początkiem. - miała rację. Przecież nie mogę się wiecznie załamywać. Po chwili zastanowienia wzięłam od niej sukienkę, na co ta się ucieszyła. Znaleźliśmy jeszcze strój dla niej i poszłyśmy kupić odpowiednie buty.
           Po zakupach wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy się szykować. Ubrałam, więc na siebie zakupioną sukienkę i czarne lity. Zrobiłam sobie mocniejszy makijaż i poprawiłam swoje pofalowane włosy. Kiedy byłam gotowa, zeszłam do salonu gdzie spotkałam Lily. Bordowa sukienka, którą dziś kupiła, wyglądała na niej nieziemsko, a pofalowane, blond włosy tworzyły z nią idealny kontrast. Gotowe na zabawę, wyszłyśmy z domu. Zdziwiłam się na widok białej limuzyny stojącej przed naszą posiadłością.
- Lily, skąd ta limuzyna ? - zapytałam zaskoczona.
- Niall chciał się zrekompensować i nam ją podstawił. - zaśmiała się, a ja w odpowiedzi przewróciłam tylko oczami. Wsiadłyśmy do pojazdu i odjechaliśmy w kierunku klubu. Kiedy szofer otworzył drzwiczki, oślepiły mnie blaski fleszy z zewnątrz, jednak nie miałam pojęcia skąd one tutaj.
- Paparazzi ? Lil, kogo to impreza ?! - zatrzymałam dziewczynę, która chciała już wysiadać.
- Wytłumaczę ci w środku, a teraz chodź. - odpowiedziała i opuściła limuzynę. Ja siedziałam w niej jeszcze chwilę, przypominając sobie premierę, na którą zaprosili nas chłopaki. To jak wysiadając z limuzyny potknęłam się i gdyby nie Harry, mój upadek zostałby upubliczniony na całym świecie. Tamten wieczór był wyjątkowy, bo zapoczątkował nasz związek. Dziś wysiadam z limuzyny kolejny raz, ale tym razem nie ma koło mnie nikogo, kto uratowałby mnie przed porażką.
          Opuściłam samochód bez żadnej trudności i z przyklejonym do twarzy uśmiechem, dołączyłam do Lily. Szybko przebrnęłyśmy do wejścia, gdzie było o wiele spokojniej.
- Wytłumaczysz mi to wszystko ? Kogo to przyjęcie ? - spytałam ciekawa całej tej sytuacji.
- Chodź. - dziewczyna pociągnęła mnie z holu na główną salę, gdzie o mało nie doznałam szoku.
- Happy Birthday !! - krzyknęli wszyscy zebrani zwróceni w moją stronę. Byli to wszyscy moi znajomi z Sheffield oraz Londynu. Na scenie stał mój tata, Perrie, Eleanor, Danielle oraz chłopaki z zespołu. Z wyjątkiem jego. Całą sale wypełniały fioletowe światła z góry, a nad sceną wisiał wielki transparent z napisem " Happy eighteenth birthday Grace ! ". Dopiero wtedy zrozumiałam po co to wszystko. Zupełnie zapomniałam, że moje urodziny są już dziś. I gdyby nie oni, chyba bym je przeleżała w łóżku użalając się nad swoim życiem.
          Lily zaprowadziła mnie na scenę, a ja ze zdumioną miną wpatrywałam się w swoich przyjaciół i rodzinę. Wszyscy zaśpiewali mi ' Happy Birthday' i złożyli życzenia. To było niesamowite, jak bliscy ludzie mogą sprawić ci taką radość, w nawet najgorsze dni. Mój makijaż zapewne zniszczył się już przez łzy, ale tym razem były one ze szczęścia.
          Po oficjalnej części przyjęcia, Dj zapuścił muzykę i wszyscy zaczęli dobrze się bawić. Nawet ja postanowiłam zapomnieć choć na chwilę o Harrym i trochę zaszaleć. Udałam się z przyjaciółmi na parkiet i zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki klubowej. Miło było po takim czasie spotkać znajomych z Sheffield i tak po prostu porozmawiać z nimi o błahych sprawach.
           W końcu zmęczona już tańcem usiadłam przy stoliku, a przyjaciele podążyli za mną. Cała ta impreza była ich zasługą, a ja byłam im dozgonnie wdzięczna.
- Nie wiem jak wam za to dziękować. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy, którego od jakiegoś czasu mi brakowało.
- Nie masz za co. Ale fakt, że gdyby nie my zapomniałabyś, haha. - odpowiedział rozbawiony Louis.
- Ostatnio nie myślałam o niczym innym jak o .. a właśnie. Zaprosiliście go ? - spytałam wbijając przy tym wzrok w swoje buty.
- Tak, ale pod warunkiem, że będzie się zachowywał. - odparł Liam.
- Ej,ej ! Zmieniamy temat. Dziś jest twój dzień i masz o nim zapomnieć. Jasne ? - wtrąciła Pezz.
- Jasne. - uśmiechnęłam się. Nagle na sali zrobiło się ciemno, a oświetlona była tylko scena. Wszedł na nią mój tata z mikrofonem w ręku. Wiedziałam już co to oznacza.
- Grace, pamiętam jak jeszcze niedawno uczyłaś się chodzić, trzymałem cię za ręce i miałem nadzieję, że wyrośniesz na kogoś z kogo będę mógł być dumny. Teraz stoję tutaj i widzę, że spełniło się moje największe marzenie. Chciałbym, żebyś wiedziała, że mimo tego, że wchodzisz właśnie w dorosłość, ja nadal będę się o ciebie martwił i pomagał w trudnych chwilach. Życzę ci spokojnego i radosnego życia. Jestem z ciebie dumny i kocham cię najbardziej na świecie. - wszyscy zaczęli klaskać, a ja ze łzami w oczach wbiegłam na scenę i rzuciłam się tacie w ramiona.
- Dziękuję. - szepnęłam, a w tej chwili Lily z Niall'em wprowadzili na scenę duży, piętrowy tort ze świeczkami. Byłam naprawdę pod wrażeniem.
- Czas na urodzinowe życzenie ! - powiedział entuzjastycznie blondyn.
          Urodzinowe życzenie? - Żeby wrócił. Pomimo tego wszystkiego co powiedział wrócił, ja mu wybaczę. Żeby wszedł na tę salę i powiedział, że mnie kocha, że już mnie nie skrzywdzi i, że wszystko się ułoży. Zdmuchnęłam świeczki, z nadzieją, że życzenia się spełniają.
          Pokroiłam tort dla wszystkich gości, a po jego zjedzeniu powróciliśmy do zabawy. Dziś był idealny dzień. Prawie idealny. Chciałabym żeby on tu był. Tu i teraz, bez żadnego ale. Żeby przyszedł, przytulił, nie mówiąc nic. To by rozwiązało wszystkie moje problemy.
         I właśnie w tym momencie spojrzałam na drzwi wejściowe do sali. Przyszedł. Na jego widok o mało nie dostałam palpitacji serca. Jednak to chwilowe uczucie szczęścia, szybko zgasło. Przyszedł, ale nie sam. Jego dłoń spleciona była z dłonią jakiejś dziewczyny.

Harry.

         Dziś jej urodziny. Tak bardzo chciałbym iść na to przyjęcie, zaśpiewać jej piosenkę, która ukazałaby wszystkie moje uczucia skierowane do niej i wyjaśnij jej wszystko. Ale nie powinienem. Muszę pokazać, że mi nie zależy. Tak szybciej o mnie zapomni. Tylko ja nie potrafię o niej zapomnieć.
         Po pracy nie wracałem nawet do domu. Skierowałem się w stronę klubu i usiadłem przy barze, prosząc o drinka. Sączyłem jeden po drugim, aż zaczęło kręcić mi się w głowie. Potrzebowałem chwili zapomnienia.
         Poczułem obok siebie czyjąś obecność. Spojrzałem w bok i zauważyłem śliczną dziewczynę o blond włosach. Na jej widok uśmiechnąłem się, czego od jakiegoś czasu w ogóle nie robiłem. Nie miałem do tego powodu.
- Harry Styles, samotny, pijany w barze. No proszę. - skomentowała mnie swoim delikatnym głosem.
- Różnie w życiu bywa.
- Rozumiem.
- Skoro znasz mnie, to może pozwolisz, że i ja ciebie poznam.
- Do rana zapomnisz. - zaśmiała się.
- Więc mi na to nie pozwól. - odparłem. Dziewczyna pociągnęła mnie za rękę na parkiet. Spletliśmy swoje dłonie i zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Pomimo mego stanu, wciąż dawałem radę. Bawiliśmy się razem cały wieczór, aż do zamknięcia lokalu. Dużo rozmawialiśmy, ale nie byłem zbyt trzeźwy, aby cokolwiek zapamiętać. Opuściliśmy klub i stanęliśmy pod murem zastanawiając się co dalej.
- Dopiero północ, a do rana jeszcze długo. I jak ja mam nie pozwolić ci o sobie zapomnieć, hmm ? - powiedziała w zamyśle, a ja działając pod wpływem chwili przyparłem ją do ściany i wpiłem się w jej rozpalone usta. Nie protestowała, odwzajemniła ten gest i wręcz starała się przejąć inicjatywę, na co ja jej nie pozwalałem. Odsunąłem się od niej, na koniec przygryzając delikatnie jej wargę.
- Znam pewne miejsce, gdzie możemy się zabawić. - odparłem z uśmiechem. Zatrzymałem nadjeżdżającą taksówką i wciągnąłem do niej dziewczynę, której imienia nawet nie znałem, a może po prostu nie zapamiętałem. Podałem adres pewnego klubu i samochód ruszył w jego kierunku.

Grace.

        Wziął ją za rękę i pociągnął na parkiet. Zbliżył się do niej na minimalną odległość i objął ją mocno, tak jak niedawno jeszcze mnie. W pewnym momencie pocałował ją. Zachłannie, namiętnie całowali się na moich oczach. Czułam jakby ktoś wbił mi nóż w plecy. Odwróciłam się i wybiegłam z sali na korytarz. Czułam łzy na rozpalonych ze złości policzkach. Po chwili już nie wytrzymałam i wybuchłam głośnym płaczem. Jak mógł mi to zrobić ? Jak mógł zniszczyć mi ten wyjątkowy dzień ? Przecież to miał być mój nowy początek, bez niego. Nie tak to miało wyglądać.
- Grace ! - usłyszałam jak ktoś zaczął wołać moje imię. Po chwili zbliżył się do mnie i pochylił, aby objąć mnie ramieniem. - Nie płacz, nie jest ciebie wart. - rozpoznałam głos i zapach Zayn'a. Każdy mi to powtarzał, ale nikt nie rozumiał, że ja po prostu kocham go bezgranicznie. Ciągle miałam złudną nadzieję, że jego słowa to tylko kłamstwo, że tak naprawdę on też mnie kocha. Ale skoro całuje się już z inną, to znaczy tylko jedno.
          Zayn próbował mnie nieco uspokoić i nawet mu się to udało. Jego wsparcie dużo dla mnie znaczyło.
- Zayn, mogę cię o coś spytać ? - spytałam przez łzy.
- Zawsze, o wszystko. Przecież wiesz.
- Czy ty.. czy zastanawiałeś się może kiedyś.. jak by to było gdybym rok temu wybrała ciebie ?
- Grace, robię to codziennie. - odparł po chwili ciszy, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. - Nigdy nie przestałem cię kochać, wiesz ? Zawsze byłaś i będziesz dla mnie ważna. Kiedy patrzę na ciebie i Harry'ego ... zawsze sądziłem, że to dobrze, że wybrałaś jego, bo wasze szczęście było widoczne na odległość. Ale teraz, po tym co on ci zrobił, mam ochotę go zabić, bo wiem, że ja nigdy bym cię nie skrzywdził.
- Wiem to, Zayn. Ja też często się nad tym zastanawiam. Czasami.. brakuje mi tych chwil kiedy zabierałeś mnie do studia i byliśmy tylko my, nikt inny się nie liczył.
- Taa.
- To już nie wróci, prawda ? Jesteśmy starsi.. Ty masz Perrie.. Ja ma.. miałam Harry'ego. Każdy z nas ma swoje życie.
- Tak nie musi być. Dziś jest twój dzień.. Jeśli chcesz, zabiorę cię tam znowu i będzie tak jak dawniej. Będziemy po prostu przyjaciółmi, którzy beztrosko spędzając czas.
- Nie wiem, Zayn. To chyba nie fair wobec Perrie.
- Daj spokój..ona też spędza czas z przyjaciółmi.
- Ehh, no dobra. - uśmiechnęłam się i chwyciłam jego dłoń. Opuściliśmy budynek i udaliśmy się w kierunku jego studia. Znów mogłam zapomnieć o wszystkim. Znów liczyłam się tylko ja i Zayn. Znów mogłam z fascynacją patrzeć na to co robi mój przyjaciel. Właśnie tego mi było trzeba, odskoczni od rzeczywistości. Przestałam już myśleć o tym, że za parę godzin to wszystko będzie już tylko wspomnieniem..
          Spędziłam z Zayn'em wspaniałe dwie godziny i zdecydowaliśmy wrócić na imprezę. Bałam się, że gdy zobaczę Harry'ego to cały ból powróci. Ale starałam się o tym nie myśleć. W progu przywitała nas Perrie, która szukała chłopaka i nie było zadowolona naszym widokiem.
- Mogę wiedzieć gdzie byliście ? - spytała nieco podirytowana.
- Zayn, wziął mnie na spacer, bo nie chciał, żebym patrzyła na Harry'ego z jego nową zdobyczą. Nie martw się, masz wspaniałego chłopaka. - uśmiechnęłam się do niej i zostawiłam ich samych. Zrobiłam parę kroków na przód, a gdy się odwróciłam, para już się przytulała. Już się bałam, że przeze mnie się pokłócą. Weszłam na salę i na szczęście Harry'ego nigdzie nie widziałam. W pewnym momencie ktoś chwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. Tata.
- No wreszcie cię znalazłem.
- Przepraszam, ale widok Harry'ego nie był tym najprzyjemniejszym. Musiałam trochę odetchnąć.
- Rozumiem. - odparł i przytulił mnie do siebie. - Chyba muszę sobie z nim porozmawiać.
- Nie tato. Nie chcę abyś mieszał moje prywatne sprawy z twoimi zawodowymi.
- Kiedy zdążyłaś mi wyrosnąć na taką dojrzałą dziewczynę ? - zapytał żartobliwie. - Chodź, czas na twój prezent ode mnie. - wziął mnie za rękę i pociągnął na zewnątrz. Nie wiedziałam o co chodzi, ale za chwilę pod budynek podjechał czarny Ford Mustang Boss 302. Kierowca wysiadł z niego i podał kluczyki mojemu ojcu.
- Prawo jazdy już zdałaś, więc stwierdziłem, że na niego zasługujesz. - uśmiechnął się i podał mi kluczyki.
- Dziękuję ! - przytuliłam się mocno do taty. Wtedy podeszli do nas również przyjaciele.
- My też o tobie nie zapomnieliśmy. - skwitował Liam. Podchodzili do mnie po kolei i wręczali mi prezenty. Od Niall'a i Lily dostałam gitarę elektryczną, której zakup planowałam już dawno, ale nigdy nie miałam na to czasu. Od Zayn'a i Perrie białe martensy, których im zazdrościłam, ale jakoś nie miałam okazji ich kupić. Od Liam'a i Danielle otrzymałam nową lustrzankę, bo ' stara jest za słaba na mój wielki talent', a od Louis'a i Eleanor tablet, którym bawiłam się w sklepie i nie chciałam odejść od stoiska.
- Jesteście porąbani. - zaśmiałam się. - Ale dziękuję. Za wszystko.
         Do domu wróciłam z uśmiechem na twarzy. Nie chcąc aby ta radość prysła w jednej chwili, szybko położyłam się do łóżka i zmęczona zasnęłam.


// coś wyszło. ; p