poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 28

          Lot trwał dość długo, ale bezsensowne rozmowy z Lily, przez które ciągle się głośno śmiałyśmy sprawiły, że jakoś tego nie odczułam. W końcu wylądowałyśmy i udałyśmy się odebrać bagaż. Szłyśmy w kierunku wyjścia, gdy nagle zobaczyłam postać mojego taty. Od razu przyśpieszyłam tempa, aby po chwili uwiesić mu się na szyi.
- Jak dobrze widzieć cię.. żywą. - odwzajemnił uścisk.
- No ja też tęskniłam, tato. - uśmiechnęłam się.
- Ślicznie wyglądasz. - skomplementował mój nowy wygląd i razem z Lily udaliśmy się do samochodu. W drodze do hotelu cały czas wyglądałam przez okno i podziwiałam widoki Nowego Yorku. Kiedy już zatrzymaliśmy się przed budynkiem, ogarnął mnie trochę strach, bo dzieliły mnie już tylko minuty od spotkania z Harrym. Otworzyłam drzwiczki samochodu i od razu pojawił się przy mnie ochroniarz, który poprowadził mnie i Lily do środka, tak aby fani czekający na chłopaków nic nam nie zrobili.
          Wynajęłyśmy sobie dwuosobowy apartament dokładnie obok chłopaków. Na szczęście ci mieli właśnie wywiad, dlatego nie zastałyśmy ich i spokojnie rozpakowałyśmy swój bagaż. Gdy już zapełniłyśmy szafki swoimi ciuchami, Lily poszła na basen, natomiast ja wyszłam na duży balkon, aby zapalić papierosa. Zaciągnęłam się mocno, aby po chwili wypuścić dym z ust. Po dwóch spalonych szlugach nieco się uspokoiłam i opierając się o balustradę przyglądałam się zatłoczonemu miastu. Kiedy się obróciłam o mało nie dostałam zawału, ponieważ stał za mną Zayn. Od razu go uścisnęłam, a ten zaczął się ze mną obkręcać.
- Ale ty się zmieniłaś. - rzekł z podziwem, przez co poczułam jak się rumienię. W tym momencie do apartamentu weszli Louis, Liam i Niall. Cała trójka rzuciła się, aby mnie uściskać. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo mi ich brakowało.
- Gdzie Lily ? - spytał blondyn.
- Na basenie. - odparłam, a ten od razu do niej pobiegł. Ja z resztą usiadłam na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać jak dawniej.. Chłopaki byli zdenerwowani jutrzejszym występem ale według mnie nie mieli powodu. Przecież są wspaniali, poradzą sobie.
         Niedługo potem chłopaki poszli do baru, a Zayn zaproponował mi spacer. Gdy tylko wyszliśmy z hotelu fanki zaczęły głośno piszczeć. Mimo iż prowadził nas ochroniarz, dziewczyny nie dawały za wygraną i pchały się jedna na drugą, aby tylko dotknąć Mulata. Parę razy ktoś pociągnął mnie za włosy czy uderzył w ramię. Słyszałam też wyzwiska kierowane w moją stronę, przez co od razu pogorszył mi się humor. W końcu doszliśmy do samochodu i odjechaliśmy, co nie było taką prostą sprawą. Directioners pchały się pod koła, pukały w szyby i biegły za nami. To było chore.
         Wysiedliśmy przy Central Parku i skierowaliśmy się jedną uliczką. Doszliśmy do Wollman Memorial Rink i postanowiliśmy wejść na lodowisko. Wprawdzie żadna ze mnie łyżwiarka, ale po długich namowach Zayn'a zgodziłam się. Cały czas trzymałam go za rękę, aby tylko nie upaść.
- Nie, nie, nie ! - zawołałam kiedy chłopak mnie puścił i odjechał kawałek.
- Przecież dasz sobie radę. - odparł szczerząc się do mnie.
- Przecież wiesz, że... wooo ! - nim zdążyłam dokończyć zdanie, ktoś na mnie wpadł i oboje wywróciliśmy się na lodzie.
- Uważaj jak jeździsz. - warknął Malik na chłopaka, który we mnie wjechał.
- Sorry. - odpowiedział zmieszany i podał mi rękę. Jednak nim ją ujęłam, mój przyjaciel odepchnął go i kazał mu zjeżdżać, na co ten oddalił się przestraszony.
- Przecież nie zrobił tego specjalnie. - mruknęłam, kiedy Zayn pomógł mi wstać.
- Nie pozwolę, aby ktoś cię krzywdził. - spojrzałam na jego twarz, już nie żartował, był całkiem poważny i głęboko się we mnie wpatrywał. Odwróciłam zmieszana wzrok i zaproponowałam iść na kawę.
         Usiedliśmy przy jednym ze stolików w Starbucksie i czekaliśmy na zamówione dwie Caffe Mocha.
- Dobrze się czujesz? Odkąd wyszliśmy z hotelu jesteś jakaś ponura. - powiedział chłopak.
- Tak, chociaż w sumie to nie. - mruknęłam pod nosem.
- Co jest ?
- Po prostu wkurza mnie ta cała sytuacja z fankami. Nic im nie przecież nie zrobiłam, a to co było między mną i Harrym to nasza sprawa.
- Nie przejmuj się hejtami. One nie wiedzą jak było i to wszystko jest bezpodstawne.
- Łatwo ci mówić.
- Uwierz mi, że nie.
- Ale ty jesteś sławny, dla ciebie to już w jakimś sensie normalne spotykać się z docinkami. A ja ? Nie chce przez Harry'ego być zaczepiana na ulicy i słuchać wyzwisk.
- W końcu im przejdzie.
- Mhm.
- A jak to jest z tobą i Harrym ?
- A jak ma być..
- No nie wiem, odkąd przyleciał od ciebie, nic nam nie mówił.
- Z tego co wiem to on obrał sobie inny cel.
- Wiesz o Taylor ?
- Mam internet, Zayn.
- No tak. Przepraszam, że ci nie powiedziałem, ale sądziłem, że nie ode mnie powinnaś się dowiedzieć, tym bardziej, że nie wiedziałem co z tobą i Hazz.
- Rozumiem. No jak widzisz, dla mnie wszystko skończone.
- Pewna jesteś ?
- Tak. - odparłam z uśmiechem. Przecież nie wszystko trwa wiecznie, a dla naszego związku nie widziałam już przyszłości. Jemu widocznie nie zależało tak jak mogłoby się wydawać. Skoro tak szybko znalazł sobie pocieszenie, to ja nie będę mu już wadzić. W końcu trzeba to zakończyć i teraz jestem pewna spotkania z nim. Akurat przyszedł kelner z naszą kawą i postawił je na stoliku.
- A jak wam się układa z Perrie ? - spytałam bawiąc się łyżeczką.
- Nie jesteśmy już razem. - odparł wbijając wzrok w swój kubek.
- Jak to ? - zdziwiłam się. Dlaczego akurat to umknęło mi pomiędzy wszystkimi postami o Haylor ?
- Tak jakoś, stwierdziliśmy, że to nie to.
- Wyglądaliście na szczęśliwych.
- Ale to nie była miłość.
- No cóż, bywa i tak.
         Wróciliśmy do hotelu wieczorem, a fanek jakby w ogóle nie ubyło. Szybko przedostałam się z samochodu do budynku, a Zayn został aby podpisać autografy. Weszłam do windy i wjechałam na swoje piętro. Kiedy drzwi się rozsunęły chciałam szybko wyjść, jednak nie zauważyłam osoby na przeciwko i zderzyłam się z nią. Już drugi raz tego dnia na kogoś wpadłam, ghh.
- Przepraszam. - mruknęłam w kierunku dziewczyny. Spojrzałam na jej twarz i mimo, iż była przysłonięta ciemnymi okularami, rozpoznałam ją. Bo jakby nie rozpoznać osoby o blond włosach, czerwonych ustach i markowych okularach wychodzącą z piętra gdzie mieszkam tylko ja i moi przyjaciele.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęła się i weszła do windy. W jednej chwili zalała mnie fala gorąca i czułam czerwone wypieki na twarzy. Właściwie nie wiem czemu.. bo zobaczyłam Taylor ? Bo wychodziła od mojego eks ? Bo jest ode mnie lepsza ? Uspokoiłam się i poszłam do swojego apartamentu. Usiadłam na skórzanej kanapie i wzięłam swojego laptopa. Gdy tylko odpaliłam wyszukiwarkę, wpisałam tag Zayn'a i Perrie. O dziwo nic nie pisało o ich zerwaniu. Zero postów na ten temat. Być może nie ogłosili tego publicznie ? A ich oficjalny związek znów stał się tylko czystym kłamstwem dla tabloidów ? No cóż, ja w to mieszać się nie będę. Włączyłam swojego twitter'a i zmroziło mnie na widok wciąż przybywającym hejtów. O co tym ludziom chodziło ? Powinni się cieszyć, że nie jestem już z Harrym skoro tak mnie nienawidzą. Ale teraz zobaczyłam, że już nie o to szło. ' Harry ją zostawił to poszła do Zayn'a. Dziwka ! ' - przeczytałam ten i wiele innych podobnych wpisów. Poczułam jak po policzku spływają mi łzy. Niby tylko słowa, ale potrafią dotknąć człowieka.
          Usłyszałam pukanie, dlatego odłożyłam laptop i otarłam z twarzy łzy. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Harry'ego. No tak, czas z nim porozmawiać. Wpuściłam go do środka i usiadłam z powrotem na kanapę. Chłopak zajął miejsce obok mnie zachowując jednak pewien dystans. Co za bezsens, jeszcze niedawno usiadłby najbliżej jakby tylko mógł.. teraz jest całkiem inaczej, a cisza między nami nie jest już przyjemna jak kiedyś, a wręcz krępująca i napięta negatywnymi uczuciami.
- Myślałaś o nas ? - odezwał się pierwszy.
- Tak Harry, myślałam i jedyne co mogę ci powiedzieć to to, że między nami definitywnie wszystko skończone. - odparłam na jednym wdechu mając przed oczami Taylor w windzie. Jeszcze przed chwilą był z nią, a teraz przyszedł starać się o mnie ?


// przepraszam, że tak późno, ale w końcu się wzięłam i napisałam.
Dziękuję za wszystkie wejścia i komentarze. Szczęśliwego Nowego Roku ! ♥

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Give me love.

Przepraszam, że długo nie dodaję rozdziału, ale coś ciężko mi z nim idzie. Postaram się go dodać dziś, może jutro, ale nic nie obiecuję. Po ciągłym słuchaniu piosenki Ed'a, którą uwielbiam, napisałam takie krótkie coś zainspirowane jego teledyskiem.
 Wesołych Świąt kochani ! ♥


Ze łzami w oczach patrzyła na jego spokojną twarz. Jak zawsze opadały na nią  niesforne, brązowe loczki. Czuła równe, miarowe bicie jego serca. Takie ciche, spokojne. Zbliżyła się i delikatnie pocałowała jego usta, aby ostatni raz poczuć ich smak. Będzie jej go brakować. Zielonych tęczówek przepełnionych przyjemnym uczuciem, cudownego uśmiechu, którym obdarowywał ją każdego dnia, ochrypłego głosu, który przyprawiał ją o przyjemne dreszcze, czułego dotyku, śmiechu.
    Delikatnie wyszła spod kołdry i po cichu ubrała na siebie ciuchy z poprzedniego dnia. Na swojej poduszcze zostawiła małą karteczkę i spoglądając na niego ostatni raz, opuściła mieszkanie. Momentalnie oparła się o drzwi i zjechała po nich w dół. Ukryła twarz w dłoniach pozwalając, aby łzy rzewnie po niej spływały. Jej szloch stawał się coraz bardziej donośniejszy, dlatego poderwała się z miejsca i wybiegła z klatki na pustą ulicę. Było ciemno i zimno, a z granatowego nieba spadały krople deszczu. Bezsilnie stawiała kroki na przód, kiedy ludzie mijali ją nie zwracając na nią uwagi. Szła z opuszczoną głową. Słone łzy mieszały się z deszczem. Doszła do swojego mieszkania. Opadła na łóżko przeklinając to kim jest i co zrobiła. Wiedziała, że ciężko będzie mi o nim zapomnieć. Ale sama była sobie to winna, sama pozwoliła sobie się w nim zakochać, a co gorsza rozkochać go w sobie.
    On rozbudził się wczesnym rankiem i wystraszył się, gdy zobaczył obok siebie puste miejsce. Gdy tylko dostrzegł małą karteczkę na jej poduszce, podniósł ją i przeczytał : Spotkajmy się o 18 tam gdzie się poznaliśmy. Nie wiedział co go czeka, co było na rzeczy. Z jednej strony był podekscytowany, bo wybrała miejsce ich pierwszego spotkania, ale z drugiej strony bał się, że powie mu coś, czego najbardziej się obawiał.
    Czekała na niego siedząc w oknie swojego mieszkania. Miała stamtąd idelany widok na cichą uliczkę, na końcu, której stała ławka. Ich ławka. Harry przyszedł punktualnie. Na jego widok, jej serce mocniej zabiło. Nie mogła uwierzyć, że to już koniec. Byli ze sobą szczęśliwi, ale tylko ona wiedziała, że to się musi skończyć. Zaraz po nim przyszła też Taylor, którą także tu ściągnęła. Oboje byli zdziwieni swoim widokiem i podczas gdy siedząc na ławce rozmawiali, ona stała próbując powstrzymać płacz.
    Wzięła do ręki łuk i dwie strzały. Złapała za majdan i naciągnęła cięciwę. Przed oczami stanęły jej wszystkie ich wspomnienia. Zagryzła wargi, zamykając kurczowo powieki, spod których wypłynęły kolejne łzy. Wypuściła strzałę, która trafiła wprost we chłopaka. Już nie jej.
- Dasz radę Ellie. - mruknęła do siebie cicho i wypuściła kolejną strzałę, tym razem w blondynkę siedzącą obok niego. Oboje spojrzeli na siebie oczyma przepełnionymi miłością i stało się. Pocałowali się.
    Ostatni raz omiotła ich spojrzeniem i rzuciła swój łuk w kąt. Wzięła do ręki ich wspólne zdjęcie i położyła się na łóżku.
- Kocham cię. - szepnęła przejeżdżając po jego postaci. Delikatnie musnęła je swoimi bladymi ustami i odłożyła obok. Sięgnęła ręką po jedną ze strzał i postanowiła zakończyć swój marny los. Wbiła ją sobie prosto w popękane z bólu serce. Nie chciała żyć. Bez niego nic nie miało sensu. Jednak nie mogła z nim być.
Ona była amorem, on jej zadaniem..
   

sobota, 15 grudnia 2012

Rozdział 27

          Zawsze wiedziałam czego chce i dążyłam do swoich celów. Teraz jestem niezdecydowana. Sama nie wiem co tu robię. Nie rozróżniam uczuć, nie wiem czy kogoś kocham. Chce mi się spać a za chwile przestaje. Tak samo jest z jedzeniem i wszystkim innym. W jednej chwili chcę z kimś być, a za chwilę wybieram samotność. Zaczynam mieć wątpliwości do wszystkiego. Wciąż nurtuje mnie pytanie - czego chcę od życia ?
          Po tym wypadku stałam się innym człowiekiem. Zrozumiałam wiele rzeczy ale cała masa innych wciąż mąci mi w głowie. Nie chcę już marnować życia z powodu jednej miłości, która jak widać nie miała prawa na szczęście. Chcę zmienić coś w swoim życiu. Chcę żyć tak aby niczego nie żałować, i chyba powinnam zająć się teraz własną osobą zamiast innymi.
          Harry nie odzywał się odkąd wyszedł dwa dni temu z mojego mieszkania. Było mi to na rękę, bo nie potrafiłabym z nim teraz porozmawiać. Wszyscy inni wydzwaniali do mnie ciągle, aby spytać jak się czuję i co robię. Choć to trochę męczące, to miło jest wiedzieć, że ktoś się o ciebie martwi. A właśnie oni martwili się, w odróżnieniu do mojej matki, która nie była zainteresowana tym jak się miewam. Nie mogła nie wiedzieć o wypadku. Odkąd zawarłam związek z Harrym, jestem osobą publiczną, więc media huczały o tym zdarzeniu.
           Umówiłam się na wieczór z Lily. Aby odreagować po ostatnich zdarzeniach jako miejsce spotkania wybrałyśmy klub nocny. Założyłam na siebie TEN zestaw i związałam włosy w niedbałego koka. Blondynka zjawiła się po mnie punktualnie i razem wyszłyśmy do pobliskiego klubu.
           Głośna muzyka huczała nam w uszach, tłum tańczących ludzi ciągle na nas wpadał, ale w końcu udało nam się dotrzeć do loży, którą zarezerwowałyśmy. Zamówiłyśmy drinki i usiadłyśmy na skórzanych kanapach. Lily opowiadała mi co mniej więcej ciekawego działo się podczas mojej śpiączki, ale mogłam wywnioskować z tego tylko to, że prawie cały swój czas marnowali na siedzeniu przy mnie. Zaczęłyśmy rozmawiać na nieco luźniejsze tematy, tak jak za dawnych czasów w Sheffield. Od dawna tak się nie śmiałam jak dzisiejszej nocy. Brakowało mi tego beztroskiego spędzania czasu z przyjaciółką. Im jesteśmy starsze tym życie bardziej skomplikowane, bynajmniej moje, tak sądzę.
- Brakuje mi chłopaków. - odezwała się blondynka. - Wracają dopiero za 3 tygodnie.
- Tak, mi też. - uśmiechnęłam się niemrawo. - Widziałam się w czwartek z Harrym.
- Co ? - zdziwiła się. - Przecież on jest..
- Przyleciał do mnie. - przerwałam jej. - A ja odesłałam go z powrotem do Ameryki.
- Dziewczyno, opowiadaj ze szczegółami !
- Powiedział, że mnie kocha. - wzdychnęłam. - Że to co powiedział tamtego dnia, było nie prawdą. Chciał uchronić mnie przed tym związkiem, bo według niego byłam w nim nieszczęśliwa.
- To chyba dobrze, nie ? Skoro cię kocha to dlaczego go odesłałaś ?
- Bo odkąd z nim byłam, stałam się najszczęśliwszą na świecie. A on tak po prostu stwierdził, że jest odwrotnie , rozumiesz ? Nie spytał mnie o zdanie, tylko rzucił mnie jak ostatni śmieć. Dobrze wiesz jak to bolało, jak zmieniłam się przez niego.
- No tak, ale skoro to takie nieporozumienie..
- Nie chcę wchodzić drugi raz do tej samej rzeki. Po za tym nie czuję już nic. Ani bólu, ani tęsknoty..nic, kompletnie.. Powiedziałam mu, że porozmawiamy jak wróci, bo teraz nie jestem w stanie podjąć jakiejkolwiek decyzji.
- Grace, przykro mi. - dziewczyna przygryzła wargę patrząc na mnie z żalem w oczach.
- Niepotrzebnie. Pogubiłam się i tyle.
- Słuchaj, tak a propos, to mam prośbę. Chociaż teraz to nie wiem czy się zgodzisz. Polecisz ze mną za tydzień do Nowego Jorku ? - rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. - Chłopaki mają koncert na Madison Square Garden. To dla nich naprawdę ważne wydarzenie i chciałabym tam z nimi być. Zgódź się, choćby dla Zayn'a, Liam'a , Niall'a czy Louis'a .
- Co za pytanie ! Nie opuściłabym ich najważniejszego koncertu ! - zaśmiałam się.
- Czyli się zgadzasz ? - spytała entuzjastycznie.
- No oczywiście. - wyszczerzyłam się próbując nie myśleć o tym, że będę musiała spotkać się z Harrym. Mimo tego nie mogłam się nie zgodzić. Cały zespół, a także mój ojciec byli dla mnie ważni, nie zrobiłabym im tego z powodu Stylesa. O nie.

           Przeglądałam swojego twittera i wszystkie interakcje były wprost zadziwiające. Ludzie potrafili pisać naprawdę okropne rzeczy nie zważając na to co dany człowiek potem czuje, czytając o sobie to wszystko. Według nich jestem rozpieszczoną córeczką tatusia, która musiała upolować sobie Harry'ego. Po za tym byłam dla niego za nudna, zbyt przewidywalna, za mało atrakcyjna i w ogóle do niego nie pasowałam. Do tego fani One Direction cieszą się, że to koniec naszego związku, życzyli mi aby już nie wróciła z tego szpitala no i oczywiście Harry na pewno znajdzie sobie teraz lepszą dziewczynę. Jakże mi miło.
           Widząc moje zdjęcia z chłopakiem, od razu pokasowałam je z profilu. Nie mogłam już patrzeć na nasze splecione ręce, uśmiechnięte twarze. Może i Directioners miały rację. Może do niego nie pasowałam i tyle.
           Spojrzałam w lustro i zobaczyłam w nim to co zwykle. Związane włosy, ten sam makijaż, jedynie uśmiech został zastąpiony grymasem. Rzeczywiście nuda. Directioners potrafią czasem oświecić człowieka, mimo tego iż krzywdziły.
           Ubrałam się w wygodne ciuchy i z podjętą decyzją udałam się do salonu piękności. Matko, jakie to do mnie nie podobne. Siedząc na kanapie, czekałam aż przyjdzie moja kolej. W końcu usiadłam na fotelu a nieco starsza ode mnie, stylowa dziewczyna zapytała czego oczekuję.
- Chcę być totalnie nie do poznania. - odparłam niepewnie przygryzając wargę. Ruda, chyba zrozumiała o co mi chodzi i zaproponowała mi parę zmian, na które się zgodziłam. Po dwóch godzinach pracy byłam bardzo zadowolona.
            Jestem blondynką !
            Po powrocie do domu zrobiłam sobie zdjęcie i ustawiłam jako nowe zdjęcie profilowe. Już po chwili miałam masę komentarzy od zdziwionych ludzi. Sama się sobie dziwiłam i z początku myślałam, ze postąpiłam zbyt pochopnie. Jednak zmiany czasami są potrzebne i nawet drobne zmiany w wyglądzie mogą być jednym krokiem w nową przyszłość.
            Wieczorem siedziałam przed telewizją i jedząc swoje ulubione lody o smaku ciasteczek, oglądałam film, który był niesamowicie rozczulający.W pewnym momencie moja komórka dała znak o nowym połączeniu, dlatego otarłam z twarzy łzy i odebrałam.
- No cześć piękna ! - usłyszałam głos Zayna.
- Cześć Zayn. - uśmiechnęłam się momentalnie
- Płaczesz ? - zdziwił się.
- Nie, oglądałam smutny film. - zaśmiałam się.
- Już myślałem. Tak w ogóle fajna z ciebie blondynka, wiesz ?
- Serio ? Bo nie jestem przekonana.
- To źle, bo wyglądasz ślicznie.
- Oh, już mi tak nie schlebiaj. - zachichotałam.
- Tylko prawdę mówię.
- Mam dla ciebie niespodziankę.
- Dla mnie ?
- No przecież mówię.
- A jaką ?
- Niespodzianka, Zayn.
- Nie lubię niespodzianek.
- Trudno, bo ja tak.
- Jesteś okropna, wiesz ?
- Zdarza mi się, ale i tak mnie kochasz.
- To racja.
- Ja zawsze mam rację.
- Skromnością to ty nie grzeszysz.
- Oj tam. A co u chłopaków ?
- Liam z Niall'em grają na konsoli, Louis się z nich nabija, a Harry wyszedł z Ta.. emm.
- Z Ta...... ? - dopytałam zdziwiona.
- Przepraszam, ale muszę kończyć. Odezwę się potem, pa .
- Zayn ! - zawołałam, ale ten się już rozłączył. To było dziwne, nawet bardzo. Dlaczego Zayn chciał coś przede mną ukryć i było to związane z Harrym ? I o co chodziło z tym ' Ta.. ' ? No cóż, skoro on mi tego nie powie, to na pewno znajdę to w internecie. Włączyłam swój laptop i weszłam na jeden z popularniejszych stron fanowskich. Było tam dużo postów o pobycie zespołu w Nowym Yorku. I właśnie tam znalazłam ten jeden, który właśnie teraz mnie interesował . " Harry Styles i Taylor Swift na randce ! " . Nie powiem, żeby mnie to ucieszyło. Wpatrywałam się w ekran jak zamurowana. Nie, nie chodziło o to, że byłam zazdrosna, bo o dziwo tak się nie działo. Chodziło o to, że jeszcze 2 dni temu prosił mnie o drugą szansę, a dziś wychodzi na randkę z Taylor. Wpisałam w Google ich nazwiska i od razu wyskoczyła mi lista stron z nagłówkami takimi jak " Harry i Taylor widziani na spacerze ! " , " Harry Styles i Taylor Swift. Para roku 2013 ? " . No ale czego ja się spodziewałam ? Że będzie na mnie czekał ? Przecież to gwiazda, on nie może być ze zwykłą, nic nie znaczącą w świecie show-biznesu osobą, jaką jestem ja.
        
         Ten tydzień minął mi bardzo szybko i nim się obejrzałam przyszedł czas na Nowy York. Lily czekała na mnie w samochodzie, dlatego pośpiesznie wzięłam walizkę i zakluczyłam dom. Zapakowałam bagaż i usiadłam obok blondynki. Niedługo potem byłyśmy już na lotnisku. Przeszłyśmy przez odprawę i wsiadłyśmy do samolotu.
         Hello New York !



// coraz gorzej z tym opowiadaniem : /

niedziela, 9 grudnia 2012

Wcinka.

kliknij aby przejść do bloga .

Pamiętacie jeszcze blog mój i Ans ?
Startujemy z nim na nowo, z nowymi pomysłami.
Zapraszamy ! : )


http://gaalaxyworld.blogspot.com/

czwartek, 6 grudnia 2012

Rozdział 26

       Włącz piosenkę : KLIK


Patrząc na nasze splecione dłonie, nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę dzieje. To już pół roku jak jestem z nim. Nie sądziłam, że nasz los tak się potoczy. Pierwszego dnia nienawidziłam go, ale jak mówią od nienawiści do miłości jeden krok. Przeniosłam wzrok z naszych rąk na jego twarz. Niesforne loki jak zawsze opadały mu na czoło, przez co ciągle je poprawiał. Spojrzał na mnie ze zniewalającym uśmiechem, co sprawiło że momentalnie poczerwieniałam. Jego magiczne, zielone oczy, które wypełniały teraz iskierki szczęścia, przeszywały mnie przyjemnym spojrzeniem, od którego nie mogłam się oderwać. W pewnej chwili przystanęliśmy na mostku przecinającym strumyk rzeki. Oparłam się o barierkę, a chłopak podszedł do mnie i otulił mnie swoimi ramionami. Stykaliśmy się głowami, tak że mogłam poczuć jego ciepły oddech na swojej skórze.
- Jestem największym szczęściarzem wiesz ? - powiedział z uśmiechem. - A wszystko dlatego, że mam ciebie. Kocham cię. - wyszeptał mi do ucha, a moje ciało przeszły przyjemne dreszcze.
- Ja ciebie też, Harry. - odparłam pewnie. Jego ręce spoczęły na moich biodrach i uniosły mnie w górę, abym mogła usiąść na drewnianej balustradzie mostka. Spojrzałam w dół na rzekę płynącą z porywczym strumieniem i nieco się przestraszyłam, bo od dziecka miałam lęk wysokości.
- Nie bój się, przecież nie pozwolę ci spaść. - powiedział spokojnie oplatając mnie rękoma, a ja od razu poczułam się bezpieczniej. Nachyliłam się nad nim i musnęłam jego zmarznięte usta. Brunet pogłębił pocałunek delikatnie rozchylając moje wargi i wsunął swój język, pieszcząc podniebienie. Jedną dłonią wodziłam po jego policzku, natomiast drugą mierzwiłam jego loki. Po chwili oderwaliśmy się od siebie głośno dysząc. Mimo, że na dworze była minusowa temperatura, było nam niezwykle gorąco. Zeskoczyłam z barierki i przytuliłam się mocno do chłopaka. Ten zanucił jakąś spokojną melodię i zaczęliśmy kołysać się wolno w jej rytm. Mogłabym trwać tak wieczność, w jego silnych ramionach. Nic więcej do szczęścia nie było mi potrzebne. Ważne, że miałam jego i nic innego się nie liczyło.
- Widzisz tamtą gwiazdę ? - wskazał palcem w górę na ciemne, gwieździste niebo. Jedna z nich wyróżniała się spośród innych swoją wyrazistością. Skinęłam głową wiedząc, którą Harry ma na myśli. - Od dziś jest tylko nasza, abyś każdego wieczoru kiedy mnie nie będzie, patrzyła na nią i wiedziała, że bardzo tęsknię, tam gdzie wtedy będę. - powiedział przenosząc swój wzrok z powrotem na moje oczy. Patrzyłam na niego jak zahipnotyzowana. Byłam jak w transie, który wywołały jego słowa. Poczułam jak po policzku spływa mi łza, a chłopak od razu starł ją delikatnie palcem. Zbliżając się do mnie, ponownie obdarował mnie soczystym pocałunkiem. I w tym momencie po raz pierwszy tej zimy spadł śnieg. Spojrzeliśmy w górę ciesząc się tą chwilą. Kocham ten stan, jego smak i dotyk..Kocham go.

        
          Delikatnie rozchyliłam powieki, ponownie jednak zmrużając je przez ostre, rażące światło. Po kilku próbach udało mi się w końcu otworzyć oczy i po chwili mój wzrok był już wyostrzony.
- Boże wreszcie ! - usłyszałam przesiąknięty ulgą znajomy głos. Przeniosłam spojrzenie z sufitu na postać siedzącą obok mnie. Blondynka patrzyła na mnie ze łzami w oczach i przytuliła mnie mocno.
- Lily. - mruknęłam i rozejrzałam się bo białym pomieszczeniu. Wtedy przypomniałam sobie dlaczego tutaj leżę. - Nie powinnaś być na mojej imprezie ? - spytałam próbując sobie wszystko uporządkować.
- Grace..leżysz tutaj od miesiąca. - odparła zmieszana, a moje oczy momentalnie się rozszerzyły. - Zapadłaś w śpiączkę. - zaskoczona nie odezwałam się słowem. Przyjaciółka zawołała lekarza i obydwoje znaleźli się z powrotem obok mnie. Mężczyzna mnie przebadał i powiedział, że za dwa dni będę mogła opuścić szpital.
- Gdzie mój tata, no i chłopaki ? - zapytałam, gdy zostałam już sama z Lily.
- Mają trasę w USA. Wyjechali dwa tygodnie temu.
- Ouu. - jęknęłam zawiedziona, że nie zobaczę nikogo bliskiego prócz przyjaciółki. Mimo, iż nie czułam, że minął już miesiąc od ostatniego spotkania z nimi, to bardzo za nimi tęskniłam.
- Nie chcieli jechać, ale nie mogli jej odwołać. Od dnia wypadku spędzali tu większość czasu. - dodała.
          Zgodnie z tym co powiedział lekarz, dwa dni potem wróciłam już do domu. Siedziałam na parapecie z albumem w ręce i przewijałam kolejne kartki, przyglądając się zdjęciom, na których ja i Harry byliśmy naprawdę szczęśliwi. Szkoda, że to już przeminęło.. choć czy to naprawdę istniało ? Z jego ust wyraźnie usłyszałam, że nic dla niego nie znaczyłam, że nie kochał i nic nie było. Było to sprzeczne z moimi przypuszczeniami, ale w końcu to on wypowiedział te słowa.
          Przypominając sobie wydarzenie, które pojawiło się w mojej głowie, tuż przed tym jak się ocknęłam, spojrzałam na niebo odszukując najjaśniejszej na nim gwiazdy. Nie było jej tam. Żadna nie była tak wyjątkowa jak ta z tamtego wieczoru. Zniknęła razem z naszym związkiem ?
          To dziwne. Dokładnie pamiętam jak przed wypadkiem czułam uciążliwy ból i tęsknotę. A dzisiaj wypełnia mnie kompletna pustka. To możliwe, aby przez ten miesiąc moje serce wyleczyło się z Harry'ego ? Jeśli tak to byłam wdzięczna za ten wypadek.
           Moje przemyślenia przerwał dzwonek. Zastanawiałam się kto to może być, a jedyną osobą, która przychodziła mi na myśl była Lily. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Byłam w szoku widząc przed sobą Jego.
- Cześć. - mruknął cicho nie mogąc oderwać ode mnie wzroku.
- No hej. - odparłam niepewnie i wpuściłam go do środka. - Nie powinieneś być w Ameryce ? - spytałam przerywając krępującą ciszę jaka panowała między nami.
- Powinienem, ale musiałem cię zobaczyć. - powiedział, znów uważnie na mnie patrząc.
- Po co ? Przecież nic dla ciebie nie znaczę. - wspomniałam jego słowa i poczułam mocne ukłucie w sercu. Chłopak wzdychnął cicho i przetarł swoją twarz dłonią.
- Ty wciąż nic nie rozumiesz.
- Masz rację, nie rozumiem nic. Ewidentnie chciałeś abym zniknęła ci z życia, więc to zrobiłam, a ty teraz potrzebujesz mnie widzieć ? - odrzekłam nie wiedząc o co mu chodzi.
- Nic nie rozumiesz, Grace. - powtórzył.
- A co mam rozumieć, Harry ? To, że po tym wszystkim co z tobą przeżyłam zostawiłeś mnie i poszedłeś do innej ? Że to wszystko było jednym wielkim kłamstwem ? Przecież mnie nie kochałeś, to wszystko dla ciebie nic nie znaczyło ! Mam to zrozumieć ?! Wybacz, ale nie potrafię ! - krzyczałam zdenerwowana ze łzami w oczach.
- To ja nie mogę zrozumieć, że po tym wszystkim co razem przeżyliśmy ty w to wszystko uwierzyłaś ! - wykrzyczał, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. Chłopak zaczął kontynuować, jednak tym razem spokojnie. - Kiedy powiedziałem ci, że cię nie kocham i zobaczyłem jak płaczesz i to była najgorsza chwila w moim życiu. Wiem, że zadałem Ci wiele bólu. Najdziwniejsze jest to, że naprawdę chciałem uczynić Cię szczęśliwą, chciałem żebyś była uśmiechnięta. Skłamałem dla ciebie, Grace.
- Jak..jak to dla mnie ?
- Sądziłem, że beze mnie będziesz szczęśliwsza. Mnie ciągle przy tobie nie było, widziałem jak wiele razy płakałaś przeze mnie. Wtedy była to dla mnie najrozsądniejsza decyzja. Jednak miałem mnóstwo czasu żeby przemyśleć kilka spraw i wiem, że postąpiłem niewłaściwie.Mogłem cię stracić i to z mojej winy. Nie powinienem był cię zostawić. Chcę to naprawić.. - po twarzy spływały mi już czarne strugi moich łez zmieszanych z tuszem. Po tym co usłyszałam nie mogłam się uspokoić. Nie wiedziałam co myśleć. Usiadłam na sofie i schowałam twarz w dłoniach, głośno szlochając.
- Wracaj do USA Harry. - wydukałam. - Muszę sobie to wszystko przemyśleć. Porozmawiamy jak wrócisz z trasy.
- Grace, proszę, daj mi ostatnią szansę. - powiedział cicho przez łzy.
- Wracaj, proszę. - załkałam i usłyszałam jego kroki. Potem trzask drzwi i warkot silnika. Znów zostałam sama i znów płakałam. Ból powrócił ze zdwojoną siłą. Wróciły wspomnienia, które cholernie raniły. A przecież jest szansa, żeby do tego wrócić. Przed chwilą wyznał, że mnie kocha, że zostawił mnie dla mojego szczęścia. Wystarczy jedno moje słowo, a to wszystko wróci. Ale czy nadal tego chcę ? Czy wciąż go tak bardzo kocham ? Co się ze mną działo podczas tej śpiączki ? Dlaczego wszystko wydaje się jeszcze trudniejsze niż było ? Muszę przemyśleć wiele spraw. Cofnąć się czy iść na przód ?

// rozdział nie najdłuższy, ale zależało mi na tym, aby tak się kończył. : >
zmieniłam nieco plany na dalsze rozdziały, ale myślę, że tak jest lepiej i mniej oklepanie ; D

+ Jeżeli czytacie opowiadanie, to proszę abyście je komentowali. Nie chodzi mi o jak największą ilość komentarzy, bo to nie na tym polega. Po prostu skoro ja spędzam czas aby jak najszybciej napisać wam rozdział, a potem rozsyłam wam informacje o nowym rozdziale, to chyba wy też możecie znaleźć chwilę i dodać swoją opinię. Informuję 83 osoby, dziennie jest tu około 700 wyświetleń, a komentarzy zaledwie 40 na rozdział. Miło by było gdyby każdy kto przeczytał, oceniłby to.